— Ciekawe — kiwną głową w zastanowieniu. To chyba nie była aż taka ciężka zagadka, chociaż Atreus miał wrażenie, że Brenną posiadała zaskakująco wiele koleżanek, które mogły za nim nie przepadać. Taka Mavelle albo Millie? Źle im z oczu patrzyło, jak były w jego otoczeniu. — Wiesz, chyba nawet o kimś z tym rozmawiałem, chyba z Patrickiem w Windermere, że w sumie co jeśli do limbo dałoby się dostać tylko przy odpowiednich warunkach? Podczas Beltane te warunki stworzył i nakreślił Voldemort. Możliwe że bez tego samego nikomu by się nie udało — mruknął, ściszając nieco głos, ale dzielące stoliki przepierzenia i tak miały właściwości wygłuszające, by zapewnić klientom antresoli więcej komfortu. — Powinnaś rozważyć. Jest tam dziwnie, ale nawet ładnie — uśmiechnął się jeszcze krzywo.
Atreus trochę pogodził się z tym, że nigdy nie przestanie być zimny. Do tej pory nie potrafili znaleźć sposobu na to, żeby tej energii się pozbyć. Błądzili, całą czwórką, a nawet i większą ilością, bo chętnym by im pomóc było o wiele więcej. Chcieli zostawić sobie tę energię czy ją oddać, fajnie było chociaż wiedzieć jak zrobić to pierwsze, żeby móc to rozważać.
— Słyszałem też coś podobnego o obojczyku i ostrych przedmiotach. Ale tak, musze przyznać że zupa jest bardzo dobra. Przynajmniej moja - a jej wierzył zwyczajnie na słowo. Z resztą, zupa z warzyw brzmiała jakby nie można było tego popsuć. — Czy dostaję teraz jakąś premię za dzielenie się swoim deserem? — zapytał, niby to całkiem na poważnie. Ale jak już coś miało być oceniane, to dobrze było znać stawkę, czy coś. — No i nie dogodzisz takiej. Ale niech ci będzie, bez Celestyny. Szkoda w sumie że tym razem Basilius nie jedzie, bo jak się wybieraliśmy do Egiptu to przynajmniej było z kim w karty pograć. A teraz zapowiada się tak… powiedzmy sztywno.