17.06.2026, 22:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2026, 22:15 przez Helloise Rowle.
Powód edycji: wpisałam złą datę
)
Noc z 8 na 9 października
Od dawna przeczuwała, że coś może być z nią nie tak. Helloise ściągała klątwy jedna za drugą, począwszy od widm, przez śmierciożercze przekleństwo podczas Spalonej Nocy, po demona, który niewiele ponad tydzień wcześniej usiłował ją zamordować, gdy spała. Tyle krążyło wokół negatywnej energii, że coś musiało się do niej przykleić.
A dom musiał to wyczuwać.
Tego wieczora, gdy czarownica krótko przed zmrokiem wychodziła nakarmić kury, chata początkowo posłusznie zniżyła się do poziomu podwórza. Gdy Helloise była w pół kroku między tarasem a trawnikiem, dom niespodziewanie wystrzelił do góry i czarownica spadła z krzykiem. Wylądowała twardo na ziemi z twarzą w sałatce dla ptactwa, która przy okazji tego wypadku wysypała się z niesionej przez nią misy.
Helloise leżała więc tak rozpłaszczona obok dumnej z siebie kurzej nóżki, a kury w najlepsze wydziobywały sobie kolację spomiędzy włosów kobiety. Tak się nie dało żyć.
Do zawieszonego w mrocznym przestworzu domu powróciła na starej, zapasowej miotle wyciągniętej z szopy. Szopa wydawała się tak samo martwa jak zawsze, choć i na nią już wiedźma spoglądała podejrzliwie.
Wkroczyła niezadowolona do kuchni, czując na sobie łypiące z każdego kąta niewidzialne oczy.
— Czy ja byłam dla ciebie kiedyś niedobra? — zapytała, kładąc się na podłodze. Wbiła oczy w krzywy sufit, pogrążając się w rachunku sumienia. — Nie nadużywam twojej usłużności. Proszę, żebyś kucała tylko wtedy, gdy tego potrzebuję. Gdyby nie ja, dawno byś się rozpadła ze starości i pożarłby cię Matka Natura. Ona nie ma sentymentu. — Rozmawiała z chatą jak równy z równym: ani nie spuszczała potulnie oczu po sobie, ani też nie próbowała jej sztorcować. — Masz mi za złe ten ostatni incydent z oknami? Żadna w tym była moja wina i już wszystko doprowadzone do porządku. Nie chcę się z tobą przecież gniewać. Możesz mi powiedzieć, o co chodzi.
// Dziki strzał: charyzma na przekonanie chaty, żeby mi dała jakąś wskazówkę.
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Spędziła tak chwilę, czekając na odpowiedź, która zapewne nie miała nadejść od razu ani wprost. Dopóki gospodyni miała oczy otwarte, chata potrafiła się przecież tylko gapić i boczyć.
Wreszcie Helloise zebrała się z podłogi. Skoro dom próbował ją oczyścić, mogła mu w tym pomóc. Spojrzała po świecy z dziurawca i czarciego żebra — to, zdaje się, nie pomogło, należało więc spróbować innej mieszanki.
Niebo poczerniało w międzyczasie nad Doliną i gdy Helloise spojrzała na nie, ujrzała, że tej nocy był nów. Nie wydawało się to dobrym znakiem. Zawsze intuicja podpowiadała jej, że księżyc wyciąga wszystkie energie do wierzchu, pobudza, wabi w swoją stronę — a tak? Mogły się kryć po ciemnych zakamarkach wiedźmowej duszy. Przygotowała więc sobie kobieta w pierwszej kolejności napar z kopru włoskiego, aby pobudzić zakrzepłe energie, to zło wywabić do wierzchu i ułatwiony mieć do niego dostęp, gdy się będzie próbowała oczyścić.
Wypiła miksturę i przeszła do przygotowywania kąpieli. Do wanny pełnej gorącej wody sypnęła obficie drobno sproszkowanego wrotyczu święconego podczas tegorocznej Ostary oraz równie drobno mielonego piołunu z niewielkim dodatkiem mięty. Były to zioła mocne, trujące wręcz i nadające się do oczyszczenia z energii — w zamierzeniu energii złych, lecz nieodpowiednio przygotowane lub porcjowane mogły posiać spustoszenie ogólne. Helloise nie zamierzała sięgać po półśrodki.
Przygotowana kąpiel rytualna wyglądała niezbyt atrakcyjnie. Wannę wypełniała parująca i mętna, zielonkawa woda, jak zaczerpnięta z brudnego jeziora. Mimo to czarownica weszła do tej wody bez zawahania, zdeterminowana na to, aby obmyć się ze wszelkiego zła, jakie mogło się w niej zakorzenić i rozdrażnić chatę. Spróbowała się zrelaksować i pozwolić mieszance swobodnie działać. Na jakiś czas wiedźma zanurzyła się w kąpieli cała, wraz z głową, aby jak najpełniej wystawić się na dobroczynne działanie ziół, po czym — dopóki kąpiel nie ostygła — leżała kobieta w wannie, modląc się.
// WOP + Zielarstwo (III) — czy wybrałam dobre zioła do zanurzenia się w swojej kadzi oczyszczającej ze złej energii?
Rzut PO 1d100 - 39
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Noce były już zimne. Po wyjściu z wody Helloise chętnie zakopała się pod pierzyną w swoim łóżku z wciąż nieco wilgotnymi włosami. Zażyte po kąpieli opium krążyło w jej żyłach — wiedziała, że tego potrzebuje. Potrzebowała tego, żeby doznać klarowności umysłu. Potrzebowała tego narkotycznego, harmonijnego dostrojenia zmysłów, żeby zrozumieć tę siłę, która przebudziła się w jej domu. Chciała pogodzić się z tą dziwną obecnością, która wyglądała teraz spod jej łóżka, spomiędzy liści doniczkowych roślin, zza totemików ustawionych na regale, zza wzorzystej firany. Dom był wszędzie. Helloise zamierzała nauczyć się z nim żyć. Pojednać się z nim.
Do tego potrzebowała zrozumieć, jak to się wszystko dzieje. Odpływając tej nocy w objęcia snu, czarownica spróbowała posłać swoją świadomość w dom.
// Nekromancja na Eksterioryzację (II) — chcę czuwać i sprawdzić, czy przyłapię coś na gorącym uczynku w nocy.
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
dotknij trawy