18.06.2026, 01:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2026, 01:45 przez Basilius Prewett.)
Rozumiał, że Electra, czy raczej nieElectra, próbowała go pocieszyć, ale niestety jej dalsze słowa nieszczególnie mu pomogły
– Uzdrowicielem. Cudownie – mruknął, krzywiąc się nieco na te słowa. – Czyli rozumiem, że ten inny Basilius może i dostaje zadyszki po seksie, ale przynajmniej zna na pamięć wszystkie ciekawostki na ten temat z podręcznika do anatomii? Ma on tam w ogóle kogoś? Widziałem kiedyś w biblioteczce matki książkę o współżyciu z włochatością serca. Weź mu może ją podsuń jeśli istnieje w waszym świecie. Albo wiesz co? Nie ważne. Nie chcę o tym myśleć i się tylko dołować.
On? Uzdrowcielem? Absolutnie nie. To było coś czym mogła zajmować się jego Electra, a nie on sam. W końcu magimedycyna, chociaż niewątpliwie ciekawa, i zdecydowanie podziwiał swoją siostrę za obrany kierunek kariery, nie była zawodem dla niego. Za dużo ślęczenia nad podręcznikami, a za mało… No. Życia. Nie rozumiał jak ten drugi Basilius mógł to znosić, bo choroba chorobą, ale jednak charakter chyba pozostał taki sam… Hah… Chyba, że właśnie nie. Chyba, że tu chodziło o coś więcej niż tylko zamianę stanu zdrowia. Już miał się podzielić tą myślą z innymi, kiedy Jessie powiedział coś czego zdecydowanie nie powinien był powiedzieć, a Anthony zareagował w sposób, w który zdecydowanie zareagować nie powinien.
Histeryk.
Nie marnując czasu Basilius szybko wstał ze swojego miejsca.
– No już, już wychodźcie – powiedział, łapiąc ich za ramiona i niejako zmuszając do wyjścia z zamglonego pomieszczenia, zamykając za nimi drzwi. Teraz znajdowali się na korytarzu, a Prewett westchnął cicho.
– No to wiedziałeś co powiedzieć – mruknął do Jessiego. – Nie wiem co się tam dokładnie wydarzyło, ale Shafiq reaguje wręcz alergicznie na imię tego aktorzyny. Ale nie przejmujcie się. To takie po prostu jego… Zwampirzone gwiazdorzenie.
Zerknął na zamknięte drzwi i pokręcił głową. Zaraz będzie musiał tam wrócić i jakoś załagodzić tę sytuację. Ale to zaraz. Miał coś jeszcze do zrobienia. Wyciągnął kartkę i coś na niej napisał.
– Powinniście już iść, ale jeśli jednak utkniecie tutaj na dłużej… To mój adres. Dajcie mi znać, a spróbuję wam pomóc. Drzwi wiecie gdzie są. Ja muszę się napić. Powodzenia. Miło było mimo wszystko was poznać.
Z tymi słowami odwrócił się od nich i ruszył w stronę kuchni, aby najpierw odoczekać w spokoju przy alkoholu kilka minut, a potem upewnić się, że obrażenia moralno-emocjonalne Anthony'ego nie były zbyt duże.
– Uzdrowicielem. Cudownie – mruknął, krzywiąc się nieco na te słowa. – Czyli rozumiem, że ten inny Basilius może i dostaje zadyszki po seksie, ale przynajmniej zna na pamięć wszystkie ciekawostki na ten temat z podręcznika do anatomii? Ma on tam w ogóle kogoś? Widziałem kiedyś w biblioteczce matki książkę o współżyciu z włochatością serca. Weź mu może ją podsuń jeśli istnieje w waszym świecie. Albo wiesz co? Nie ważne. Nie chcę o tym myśleć i się tylko dołować.
On? Uzdrowcielem? Absolutnie nie. To było coś czym mogła zajmować się jego Electra, a nie on sam. W końcu magimedycyna, chociaż niewątpliwie ciekawa, i zdecydowanie podziwiał swoją siostrę za obrany kierunek kariery, nie była zawodem dla niego. Za dużo ślęczenia nad podręcznikami, a za mało… No. Życia. Nie rozumiał jak ten drugi Basilius mógł to znosić, bo choroba chorobą, ale jednak charakter chyba pozostał taki sam… Hah… Chyba, że właśnie nie. Chyba, że tu chodziło o coś więcej niż tylko zamianę stanu zdrowia. Już miał się podzielić tą myślą z innymi, kiedy Jessie powiedział coś czego zdecydowanie nie powinien był powiedzieć, a Anthony zareagował w sposób, w który zdecydowanie zareagować nie powinien.
Histeryk.
Nie marnując czasu Basilius szybko wstał ze swojego miejsca.
– No już, już wychodźcie – powiedział, łapiąc ich za ramiona i niejako zmuszając do wyjścia z zamglonego pomieszczenia, zamykając za nimi drzwi. Teraz znajdowali się na korytarzu, a Prewett westchnął cicho.
– No to wiedziałeś co powiedzieć – mruknął do Jessiego. – Nie wiem co się tam dokładnie wydarzyło, ale Shafiq reaguje wręcz alergicznie na imię tego aktorzyny. Ale nie przejmujcie się. To takie po prostu jego… Zwampirzone gwiazdorzenie.
Zerknął na zamknięte drzwi i pokręcił głową. Zaraz będzie musiał tam wrócić i jakoś załagodzić tę sytuację. Ale to zaraz. Miał coś jeszcze do zrobienia. Wyciągnął kartkę i coś na niej napisał.
– Powinniście już iść, ale jeśli jednak utkniecie tutaj na dłużej… To mój adres. Dajcie mi znać, a spróbuję wam pomóc. Drzwi wiecie gdzie są. Ja muszę się napić. Powodzenia. Miło było mimo wszystko was poznać.
Z tymi słowami odwrócił się od nich i ruszył w stronę kuchni, aby najpierw odoczekać w spokoju przy alkoholu kilka minut, a potem upewnić się, że obrażenia moralno-emocjonalne Anthony'ego nie były zbyt duże.