• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07.1956] Respect existence or expect resistance

[07.1956] Respect existence or expect resistance
pies wojny
i get mean when i'm nervous
just like a bad dog
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
bandzior
Krótko przystrzyżony szatyn, o gęstych brwiach i dłuższych bokobrodach. Bez zarostu za to niedokładnie ogolony, jakby od tępej brzytwy. W rozciągniętym swetrze w dodatku podziurawionym. Sprawia wrażenie bezdomnego, jednak dobrze zbudowanego, wysokiego[187] i o pełnym, bielutkim uzębieniu. Niesie za sobą nieprzyjemną woń wilgoci i zmokłego kundla. Zielone oczy ze smutnym spojrzeniem, zwykle wbitym gdzieś pod nogi.

Maddox Greyback
#7
21.06.2026, 14:21  ✶  

Przez dłuższą chwilę leżał nieruchomo na rozgrzanym jeszcze od słońca betonowej wylewce, wsłuchując się we własny oddech. Każdy wdech palił. Każdy wydech ciągnął za sobą ból rozlany po żebrach i barkach. Twarz pulsowała nieprzyjemnie, jedno oko zaczynało puchnąć, a rozcięcia pozostawione przez szpony piekły przy każdym ruchu. Było też kilka śladów po kłach, płytkich, bardziej straszących wyglądem niż naprawdę groźnych. Paradoksalnie to nie rany męczyły go najbardziej. To ta przemiana. A właściwie dwie przemiany. Wymuszone jedna po drugiej. Młode organizmy nie były do tego stworzone. Żaden z nich nie był. Cała ta banda była jeszcze dzieciakami bawiącymi się w dorosłych wilkołaków. Potrafili przywołać hybrydę, owszem.  Ale stabilność przychodziła z doświadczeniem. Ich ciała za wciąż płaciły za takie sztuczki wysoką cenę. Powoli odzyskiwał siły. Najpierw wróciło czucie w palcach, potem w ramionach. W końcu zdołał lekko unieść głowę. - Przestań się mazać… Powiedział to spokojnie, niemal leniwie. Kącik ust uniósł mu się lekko, przynajmniej ten, którym jeszcze potrafił poruszać. Z puchnącej powieki ledwo widział jej twarz, ale słyszał wystarczająco dobrze.

I wtedy dotarło do niego coś znacznie ważniejszego niż ból. Przyjemna, rozlewająca się po całym ciele. Ulga, smakowała jeszcze lepiej, gdy przypomniał sobie, co powiedziałaby Asena. Nawet teraz potrafił usłyszeć jej głos w głowie. Najpierw bezlitośnie wypomniałaby mu, że spanikował. Że zabrakło mu odwagi dokładnie wtedy, kiedy była najbardziej potrzebna. Że najpierw wyparł się znajomości, a dopiero później postanowił zrobić to, co należało zrobić od samego początku. Nie oszczędziłaby go ani trochę. Ale odrobina racji była też jego. Nie dlatego, że wygrał. Bo przecież nie wygrał. Tylko dlatego, że ostatecznie zdobył się na odwagę. Zrobił to późno, niezdarnie i dopiero wtedy, gdy sytuacja zaczęła się walić. Nie pozwolił sobie przejść całkiem obojętnie obok czegoś, co uważał za złe. Może właśnie dlatego miało to jakąś wartość. Łatwo było być przyzwoitym człowiekiem, kiedy nic człowieka to nie kosztowało. Znacznie trudniej zawrócić z drogi, na którą już zdążyło się wejść. Asena pewnie powiedziałaby, że nadal jest śmieciem. Na samą myśl o tym przez jego spuchniętą twarz przemknął cień uśmiechu. Tak, śmieciem, lle może już nie takim, którego należy wyrzucić do rynsztoka i zapomnieć, że kiedykolwiek istniał. Śmieciem do recyklingu. Materiałem, z którego przy odrobinie pracy dałoby się jeszcze zrobić coś przyzwoitego. Nie był jeszcze człowiekiem, z którego mógłby być dumnym. Nie był nawet blisko. Ale po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że może kiedyś coś z niego będzie. O ile wcześniej nie da się zabić przez własną głupotę.

Dopiero po chwili spojrzał na klęczącą obok dziewczynę. Powinna być zła. Powinna wyzywać go za to, że najpierw się jej wyparł. Zamiast tego wyglądała, jakby cała sytuacja przygniatała ją bardziej niż jego. Maddox znał ten rodzaj strachu. Przed odpowiedzialnością za cudze cierpienie. Słyszał ją. Słyszał, jak tłumaczy, że to nie jej wina. Jakby próbowała przekonać nie jego, lecz samą siebie. - Nie masz przypadkiem papierosa? Skrzywił się przy próbie podparcia na łokciu. On już niczym się nie przejmował.  Ból był tylko bólem, przejdzie. Widział już gorsze rzeczy i przeżywał gorsze rzeczy. Tym razem przynajmniej wszystko skończyło się tak, jak powinno, wystarczająco dobrze. Był dokładnie tam, gdzie chciał być. Spłacił swój dług. To było warte znacznie więcej niż kilka siniaków.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (5101), Maddox Greyback (5430)




Wiadomości w tym wątku
[07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 31.05.2026, 17:13
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 02.06.2026, 21:18
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 04.06.2026, 20:35
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 04.06.2026, 22:58
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 07.06.2026, 17:01
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 09.06.2026, 15:34
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 21.06.2026, 14:21
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 21.06.2026, 20:03
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 28.06.2026, 23:48
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 01.07.2026, 13:25
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 05.07.2026, 23:04
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 07.07.2026, 20:40
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 11.07.2026, 20:08
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 12.07.2026, 11:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa