21.06.2026, 21:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2026, 21:07 przez Samuel McGonagall.)
– Ach no tak, no tak… – emocjonalność Kate nie była mu obca, widział już różnych ludzi podekscytowanych swoim działaniem i trochę było mu niezręcznie, trochę mimo wszystko się uśmiechnął pod nosem, że zdawała się ona wypełniać przestrzeń dźwiękową między nimi. Pocieszał się faktem, że nie było to wszystko takie trudne, to całe rozmawianie, kiedy jedna osoba przejmowała ciężar całej rozmowy i nadawała jej właściwy kierunek. Mógł nie mówić wcale, albo mógł podążać za tym kierunkiem. Obie sytuacje był dla niego relatywnie przyjemne. Relatywnie miłe. Gorzej, jakby oboje nie mówili w ten niezręczny sposób. Albo… ona go oskarżała o brak zaangażowania przez to, że zwykle starał się nie czuć za wiele.
– Skoro znasz taką magię, myślę, że ja mogę wziąć dłuto i zadbać o doskonałość materii, a Ty doskonałość dłuta? Przepraszam Cię ja… ja teraz ostatnio no… ostatnio dużo rzeźbie. Znaki są najważniejsze, może to co będzie oprócz nich nie ma żadnego znaczenia, poza hmm.. no wiesz, no formą i ee… – zarumienił się nieco pod jasnymi włosami, wyraźnie onieśmielony całą tą sytuacją. Nie wątpił, że Kate jest lepszym rzemieślnikiem od niego, podobnie jak Helloise czy Septima. Matka błogosławiła kobietom, on mógł podążać za nimi. Ale czynnościami musieli się podzielić. – Zabierzmy się, zabierzmy się do pracy, nie dajmy tym maluchom dłużej cierpieć – wydukał chowając oczy za przydługą grzywką i zbliżył się do kłody, ściągając z ramienia swoją przetartą kurzem torbę z narzędziami. Od czasu objęcia terminu u Ollivandera głupio było przemieszczać się z płócienną torbą, w której dłutka i pilniki walały się bez ładu i składu. Dotykał kory z wyczuciem, miarkując i kalkulując, kredą zaznaczając poszczególne punkty układanki, miejsca, w których już niedługo miała znaleźć się magia.
Rzemiosło ◉◉◉○○ aby ocenić jak bardzo Samuelowi idzie skupienie się na zadaniu
Zadanie pomagało w skupieniu, kluczowe punkty oznaczył bez większego zawahania, wchodząc w tryb, w którym zwykłe przebywać w warsztacie. On i drewno - to była para przydająca mu pewności siebie. Znajomy teren. Kłoda jak stary przyjaciel zaczęła przyjmować pierwsze znaki czekające słów jego towarzyszki.
– Skoro znasz taką magię, myślę, że ja mogę wziąć dłuto i zadbać o doskonałość materii, a Ty doskonałość dłuta? Przepraszam Cię ja… ja teraz ostatnio no… ostatnio dużo rzeźbie. Znaki są najważniejsze, może to co będzie oprócz nich nie ma żadnego znaczenia, poza hmm.. no wiesz, no formą i ee… – zarumienił się nieco pod jasnymi włosami, wyraźnie onieśmielony całą tą sytuacją. Nie wątpił, że Kate jest lepszym rzemieślnikiem od niego, podobnie jak Helloise czy Septima. Matka błogosławiła kobietom, on mógł podążać za nimi. Ale czynnościami musieli się podzielić. – Zabierzmy się, zabierzmy się do pracy, nie dajmy tym maluchom dłużej cierpieć – wydukał chowając oczy za przydługą grzywką i zbliżył się do kłody, ściągając z ramienia swoją przetartą kurzem torbę z narzędziami. Od czasu objęcia terminu u Ollivandera głupio było przemieszczać się z płócienną torbą, w której dłutka i pilniki walały się bez ładu i składu. Dotykał kory z wyczuciem, miarkując i kalkulując, kredą zaznaczając poszczególne punkty układanki, miejsca, w których już niedługo miała znaleźć się magia.
Rzemiosło ◉◉◉○○ aby ocenić jak bardzo Samuelowi idzie skupienie się na zadaniu
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!
Zadanie pomagało w skupieniu, kluczowe punkty oznaczył bez większego zawahania, wchodząc w tryb, w którym zwykłe przebywać w warsztacie. On i drewno - to była para przydająca mu pewności siebie. Znajomy teren. Kłoda jak stary przyjaciel zaczęła przyjmować pierwsze znaki czekające słów jego towarzyszki.