22.06.2026, 10:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2026, 10:47 przez Kate Barclay.)
– Och, za co przepraszasz, to też twoje dzieło – zbyła to Kate, krótkie słowa, machnięcie dłoni, zadzwoniła bransoletka. Przypomniała sobie o niej: zdjęła sporo biżuterii do pracy, ale nie całą, teraz więc zsunęła ja z nadgarstka, wrzuciła niedbale do torby, a z tej wyciągnęła kolejną zdobioną spinkę, by mocniej chwycić w ryzy włosy, nie pozwolić ciemnym pasmom wciskać się pod ręce i przeszkadzać przy pracy. Jeżeli była zniecierpliwiona, to tylko tym, że sama też rwała się do pracy. – To nie jest zwykłe zlecenie, jeśli czujesz, że powinieneś wyrzeźbić coś takiego, to może nie bez powodu?
Kiwnęła głową, bo i miał trochę racji, że pewnie jej głównym zadaniem będzie próba zaklinania: i szło mu z tym rzeźbieniem naprawdę dobrze. Powinna być może od razu skupić się na tej części z odczytywaniem poezji, może powinna najpierw siąść i przeczytać sobie po cichu to, co potem przyjdzie jej deklamować i napełniać projekt magią, ale to powinno być też j e j dzieło, jeśli naprawdę miała przelać w nie emocje. Przyklękła więc z drugiej strony, wyjmując własne narzędzia, by dodać drewnu nieco kształtów i znaków także od siebie.
Uśmiechała się do siebie podczas tej pracy, bo tego dnia rękę miała pewną, i znaki przyjmowały dokładnie takie kształty, jak powinny, by uwolnić wróżki. Zapomniała prawie o obecności Sama, nie zwróciła uwagi na ten moment, gdy kolana zupełnie jej odrętwiały, nie wiedziała, ile czasu upłynęła, całkowicie skupiona tylko na swoim zadaniu. Wycofała się w końcu, choć nie wstała: usiadła wprost na trawie i roztarła kolana przez materiał szaty, teraz trochę zazielenionej. Nie szkodzi, to i tak były tylko ubrania robocze, nawet jeżeli wciąż kolorowe.
- Tak sobie myślę, że wychodzi absolutnie pięknie - zachwyciła się, dopiero teraz spoglądając ku Samowi i tej części pracy, którą wykonał on. Obserwowała to przez chwilę, zanim wreszcie sięgnęła po tomik i otworzyła go na chybił trafił, jakby zdając się na los.
Gdybym miał niebios haftowane szaty,
Złotym i srebrnym przetykane światłem,
Błękitne, ciemne, przydymione szaty,
Nocy i światła, i półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy.
Kiwnęła głową, bo i miał trochę racji, że pewnie jej głównym zadaniem będzie próba zaklinania: i szło mu z tym rzeźbieniem naprawdę dobrze. Powinna być może od razu skupić się na tej części z odczytywaniem poezji, może powinna najpierw siąść i przeczytać sobie po cichu to, co potem przyjdzie jej deklamować i napełniać projekt magią, ale to powinno być też j e j dzieło, jeśli naprawdę miała przelać w nie emocje. Przyklękła więc z drugiej strony, wyjmując własne narzędzia, by dodać drewnu nieco kształtów i znaków także od siebie.
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Uśmiechała się do siebie podczas tej pracy, bo tego dnia rękę miała pewną, i znaki przyjmowały dokładnie takie kształty, jak powinny, by uwolnić wróżki. Zapomniała prawie o obecności Sama, nie zwróciła uwagi na ten moment, gdy kolana zupełnie jej odrętwiały, nie wiedziała, ile czasu upłynęła, całkowicie skupiona tylko na swoim zadaniu. Wycofała się w końcu, choć nie wstała: usiadła wprost na trawie i roztarła kolana przez materiał szaty, teraz trochę zazielenionej. Nie szkodzi, to i tak były tylko ubrania robocze, nawet jeżeli wciąż kolorowe.
- Tak sobie myślę, że wychodzi absolutnie pięknie - zachwyciła się, dopiero teraz spoglądając ku Samowi i tej części pracy, którą wykonał on. Obserwowała to przez chwilę, zanim wreszcie sięgnęła po tomik i otworzyła go na chybił trafił, jakby zdając się na los.
Gdybym miał niebios haftowane szaty,
Złotym i srebrnym przetykane światłem,
Błękitne, ciemne, przydymione szaty,
Nocy i światła, i półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy.