Mieli już utarte pewne schematy i dla niej też priorytetem było mieć sprawny samochód (w którym przewozili te wszystkie graty, które gdyby zobaczyła policja, to pewnie już by ich gdzieś zamknęli), nie zamierzała się więc przywiązywać do cudzego mienia w postaci jakiegoś zastępczego, chwilowego auta wypożyczonego po to, by to ich było sprawne i gotowe do ewentualnej ucieczki.
– Tak, powinna być w torbie – któraś z peruk, ruda albo blond. Victoria wolała tą pierwszą, bo nawet było jej w tym kolorze do twarzy, a w blondzie wyglądała (przynajmniej w swoich oczach)… Dziwnie. Ale na potrzeby wypożyczenia auta, którego opony miały tego nie przeżyć, może lepsza była ta druga.
– Jeżeli to półbóg, to będziemy mieli trochę więcej roboty… ja też myślałam, że to może jakieś duchy, widma, a może jakieś zombie, ale to jakaś grubsza sprawa – westchnęła. – Nigdy nie słyszałam o tym, żeby demon opętał rzecz… i to taką, którą czysto teoretycznie łatwo zniszczyć – mruknęła i zapatrzyła się na dłonie Christophera, które zaciskały się jeszcze chwilę temu na kierownicy. – Szkoda dobrej whisky. Nie lepiej trochę benzyny z wypożyczonego samochodu? Kolor w butelce będzie podobny.
I ona przeczesywała głowę w poszukiwaniu informacji, cokolwiek co mogłoby im się przydać w starciu z żywym (?) strachem na wróble. Jego połączenie z naturą jako symbol zdawało się być dość naturalne, zważywszy na rolę, jaką odgrywał jako przedmiot mający uchronić pole i plony przed szkodnikami.
– Płaszcze? Boisz się, że tam jest jakaś dziura do Limbo? – zaczepiała go trochę, ale Chris dużo czasu poświęcił na te płaszcze, więc ostatecznie tylko się uśmiechnęła. – Możemy je wziąć, nie zaszkodzi na pewno – dodała jednak i szturchnela go lekko łokciem.
– Tak, trzeba będzie. Pewnie zależy od tego co zastaniemy na polu… Może ten stwór nie zjada wszystkiego, na przykład zostawia ubrania i po tym wiedzą, czy się najadł, czy nie? – zasugerowała, ale ostatecznie westchnęła raz jeszcze. To była pora by wziąć pokój w motelu, przejrzeć część materiałów i faktycznie się przespać.
I tak też zrobili
Wstali skoro świt, bo też mieli dużo tego dnia do zrobienia. Jakimś cudem na tym zadupiu udało im się znaleźć wypożyczalnię samochodów i Victoria jako ta śliczna blondynka wzięła go na fałszywe dane, a niedługo później kombinowali, żeby mieć swój samochód w miarę w okolicy (żeby nie musieć całej drogi pokonywać pieszo, gdyby jednak trzeba było się salwować ucieczką, a wypożyczony samochód miał już poprzebijane opony), ale w pobliże pola jechali już tym rupieciem znaną już sobie drogą (chociaż wyglądającą zupełnie inaczej w świetle dnia), a Victoria pozbyła się już peruki, bo nie znosiła w niej chodzić jeśli absolutnie nie musiała. Wczoraj zatrzymali się przy polu przypadkowo, ze względu na stojący na drodze samochód, ale teraz… teraz Chris musiał zwolnić, żeby przypadkiem czegoś nie przegapili, bo samochodu tamtej dwójki już tutaj nie było. W końcu jednak zaparkowali na poboczu i wysiedli w miejscu, które wyglądało jak to z wczoraj, choć stuprocentowej pewności nie mieli.
– Czyli jednak go zabrali – mruknęła i to tylko było jak potwierdzenie całego spisku.