Panan Figg otaksowała wzrokiem pomieszczenie. Zawiesiła spojrzenie na krótką chwilę na jednym z witraży, pięknie wyglądały promienie słońca, które się przez nie przebijały. Wszystko w tym miejscu krzyczało o zainwestowanych w nie wielkich pieniądzach. Było na czym oko zawiesić. Moment minął, a ona wróciła wzrokiem do swoich towarzyszy.
- Wasz wspólny przyjaciel. - Powtórzyła jeszcze za Florką, czyli znali się dłużej. Ona była całkiem nową osobą w jej życiu, znali się przecież ledwie kilka miesięcy, chociaż miała wrażenie, że dużo dłużej zważając na to, jak wiele ich spotkało od tego czasu. Był to bardzo intensywny okres. Miała wrażenie, że dni uciekają jej przez palce. Nie wiedziała z czego to do końca wynika, czy z nadmiaru pracy, czy sytuacji politycznej, czy po prostu w pewnym wieku czas płynął szybciej?
- To był jeden z argumentów, który przemówił za tym, że Cię wtedy wybrałam, w sumie może więc i dobrze się stało, nie wiem, czy byłabym na tyle odważna, by wybrać kierowcę bombowca, czy kosmonautę. Dzięki tej gotowej wersji się poznaliśmy. - To było całkiem zabawne, że ich drogi skrzyżowały się zupełnie przypadkowo, mimo to, że należeli do zupełnie różnych światów, to jakoś znaleźli wspólny język i przywykli do swojego towarzystwa. Lubiła go, był naprawdę interesującym człowiekiem, który sporo przeżył, wymyśliła sobie, że kiedy będą się spotykać to spróbuje mu dać choć namiastkę domu. Lubiła uszczęśliwiać innych, nie do końca wiedziała, czy tak wyglądało jego szczęście, ale widziała jak się uśmiechał, gdy podsuwała mu pod nos słodycze, to wystarczało.
- Cieszę się, że do czegoś mogłam się przydać. - Nie sądziła, że może być dla kogoś inspiracją, to było więc dla niej całkiem miłe. Dobrze było widzieć, że Edge ruszał do przodu, bo jeszcze ponad miesiąc temu brakowało w jego życiu kolorów.
Przeniosła wzrok na Zenka, postanowiła nieco opowiedzieć mu o tym skąd w ogóle wziął się ten temat rozmowy, bo najwyraźniej nie wiedział jak ona i Florka się poznały. - Kiedy pierwszy raz spotkałam Florkę myślałam, że jest piekarką, tak została mi przedstawiona, właściwie przez to postanowiłam poznać ją nieco bliżej. - Nie do końca chciała wspominać o tym, że był to wieczór, gdzie dane jej było w ciemno wybierać dla siebie kawalera, do dzisiaj uważała bowiem, iż był to fatalny pomysł, znaczy nie do końca fatalny bo ją tam poznała, po prostu nie nadawała się do randkowania.
- Pewnie zrobiła to bardzo zgrabnie, widziałam jak umie się ruszać. - W końcu została nawet zaproszona do cyrku, gdzie pokazał jej swoje niesamowite talenty. Był zachwycający, kiedy znajdował się na scenie.
Kelnerka pojawiła się zupełnie niespodziewanie. Podstawiła im pod nos zamówione napoje. Figgówna sięgnęła po swój sok jabłkowy i upiła z niego niewielki łyk. Smakował świeżo, miała wrażenie, że już przy tym pierwszym hauście poczuła odrobinę melancholii. Dziwne, może to jesień również chciała o sobie przypomnieć. - Nie wydaje mi się, że można tu palić, zwłaszcza po tym wszystkim, co wydarzyło się we wrześniu. - Kiedy to ogień zaczął trawić całą stolicę, założyła, że właściciel mógłby być przez to nieco bardziej nadgorliwy, jeśli chodzi o akceptację tego drobnego nałogu w swojej restauracji.