24.06.2026, 08:03 ✶
Lestrange uśmiechnął się kącikiem ust na tę uwagę Astorii. Miała rację, chociaż nie do końca.
- Kojarzysz moją matkę. Myślisz, że wychowałaby kogoś, kto stoi z boku i patrzy na to, jak kobieta pracuje? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Tu nie chodzi o to, czy jesteś bezsilną dziewczynką czy nie, Astorio. Tu chodzi o męskie ego.
Odwrócił się do niej, rozkładając ręce w bezradnym, rozbrajającym geście. Uśmiech się pogłębił, a w jasnych oczach pojawiły się ogniki rozbawienia, czegoś ulotnego, czegoś… szczenięcego wręcz.
- W przeciwieństwie do wielu moich znajomych, Astorio, ja nie musiałem się boleśnie uczyć o tym, że z pozoru najbardziej delikatne kwiaty mają najostrzejsze kolce. Ja to po prostu wiem - odparł nico filozoficznie na tę wzmiankę o obraźliwej opinii. Nie uważał jej za słabej, chociaż wciąż mogła tak uważać po tym, co wokół niej robił i jak ją uratował podczas Spalonej Nocy. Ale to był jej problem, nie jego, jej projekcja, nie jego zdanie.
- To także, nie mylisz się - schował różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Ale czasem satysfakcja z najprostszych rzeczy jest przyjemniejsza.
Skrzaty domowe - jak on ich, kurwa, nienawidził, ale nie miał zamiaru opowiadać Astorii (jeszcze nie) o spotkaniu, które poskutkowało takim a nie innym skrzywieniem. Wtedy, gdy z Robertem poszli do domku w Szkocji i gdy napotkali skrzata pani Lovegood. Gdy ten rozjebał ich niemal w drobny mak. O jednej z dwóch przysiąg wieczystych. Jeszcze nie, jeszcze było za wcześnie - a ta sytuacja była na tyle skomplikowana, a przysięga na tyle wiążąca, że pewnie nigdy te słowa nie opuszczą jego ust.
Chciał odpowiedzieć, czy do jej wyobrażenia bardziej pasowałaby informacja, że ma w szafie lub w piwnicy trupy, nad którymi po kryjomu pracuje, i czy wtedy byłaby mniej niespokojna, ale wtedy przyszłą staruszka. Grzecznie podziękował za herbatę, wymigując się obowiązkami. Czuł, że ta praca fizyczna w towarzystwie Astorii była… Dziwnie satysfakcjonująca.
!BINGO C2
- Kojarzysz moją matkę. Myślisz, że wychowałaby kogoś, kto stoi z boku i patrzy na to, jak kobieta pracuje? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Tu nie chodzi o to, czy jesteś bezsilną dziewczynką czy nie, Astorio. Tu chodzi o męskie ego.
Odwrócił się do niej, rozkładając ręce w bezradnym, rozbrajającym geście. Uśmiech się pogłębił, a w jasnych oczach pojawiły się ogniki rozbawienia, czegoś ulotnego, czegoś… szczenięcego wręcz.
- W przeciwieństwie do wielu moich znajomych, Astorio, ja nie musiałem się boleśnie uczyć o tym, że z pozoru najbardziej delikatne kwiaty mają najostrzejsze kolce. Ja to po prostu wiem - odparł nico filozoficznie na tę wzmiankę o obraźliwej opinii. Nie uważał jej za słabej, chociaż wciąż mogła tak uważać po tym, co wokół niej robił i jak ją uratował podczas Spalonej Nocy. Ale to był jej problem, nie jego, jej projekcja, nie jego zdanie.
- To także, nie mylisz się - schował różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Ale czasem satysfakcja z najprostszych rzeczy jest przyjemniejsza.
Skrzaty domowe - jak on ich, kurwa, nienawidził, ale nie miał zamiaru opowiadać Astorii (jeszcze nie) o spotkaniu, które poskutkowało takim a nie innym skrzywieniem. Wtedy, gdy z Robertem poszli do domku w Szkocji i gdy napotkali skrzata pani Lovegood. Gdy ten rozjebał ich niemal w drobny mak. O jednej z dwóch przysiąg wieczystych. Jeszcze nie, jeszcze było za wcześnie - a ta sytuacja była na tyle skomplikowana, a przysięga na tyle wiążąca, że pewnie nigdy te słowa nie opuszczą jego ust.
Chciał odpowiedzieć, czy do jej wyobrażenia bardziej pasowałaby informacja, że ma w szafie lub w piwnicy trupy, nad którymi po kryjomu pracuje, i czy wtedy byłaby mniej niespokojna, ale wtedy przyszłą staruszka. Grzecznie podziękował za herbatę, wymigując się obowiązkami. Czuł, że ta praca fizyczna w towarzystwie Astorii była… Dziwnie satysfakcjonująca.
!BINGO C2
Koniec sesji