25.06.2026, 09:40 ✶
– Zbroja prawdopodobnie byłaby trochę ciężka, ale mogę zaprojektować dla ciebie specjalny kaftan – obiecał Christopher. Trochę żartował, a trochę zanotował sobie w głowie od razu „kolekcja inspirowana dworem Artura”, pośród wielu innych pomysłów, jakie krążyły w jego umyśle. Oczywiście, realizował tylko część: niektóre rzeczy dobrze brzmiały tylko jako idee. – Żeby spuścić je z wieży – wyjaśnił, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Nie żeby nie wiedział, że to absurdalne, i to nie tylko dlatego, że oboje raczej nie przepadali za wysokością. W końcu Victoria chyba nie planowała tak naprawdę jeździć konno i w zbroi.
– Pewnie tak, chociaż to znowu zwiększa koszty. Ciekawe, czy tak zależy mu na promocji, czy po prostu bardzo chciał mieć restaurację… – powiedział. Właściwie żadnej z tych opcji nie potępiał. Sam potrafił wydawać dużo pieniędzy na swoje zachcianki, a własna sztuka była dla niego ważniejsza niż zarobek. Bott, zdaje się, dzięki fasolkom był niesłychanie bogatym człowiekiem: dlaczego nie miał więc wydać majątku na otwarcie restauracji, nawet jeżeli to się nie zwróci, skoro taka była jego wola?
Wziął odrobinę jej deseru, który mu zaoferowała, chociaż nie nazbyt wiele: zważywszy na to, jak lubiła słodycze, uszczknął jedynie trochę na spróbowanie.
– Dobre – ocenił. – Choć jestem ciekawy, jakie desery znajdą się w stałym menu, bo dziś postawił na bezpieczne opcje…
Jeden wypiek z jabłkami, drugi nieco bardziej wykwintny i robiący wrażenie, ale Chris trochę spodziewał się po Bottcie, że mógł chcieć zaoferować coś, czego nie ma nigdzie więcej: w jakiś sposób się wyróżnić. W każdym razie na pewno Bertie osiągnął u niego skutek na tyle, że był zainteresowany, czy w przyszłości wymyśli coś innego.
– Trzeba będzie wybrać się i tu, i tam dzień po dniu, kiedy będą mieli już stałe menu i ocenić, które miejsce wypada lepiej – zaproponował, posyłając jej uśmiech znad swojego deseru. Oczywiście kończył go dość szybko, bo i porcja nie była ogromnie duża: ale to było spodziewane, wszak dziś serwowano menu degustacyjne.
– Pewnie tak, chociaż to znowu zwiększa koszty. Ciekawe, czy tak zależy mu na promocji, czy po prostu bardzo chciał mieć restaurację… – powiedział. Właściwie żadnej z tych opcji nie potępiał. Sam potrafił wydawać dużo pieniędzy na swoje zachcianki, a własna sztuka była dla niego ważniejsza niż zarobek. Bott, zdaje się, dzięki fasolkom był niesłychanie bogatym człowiekiem: dlaczego nie miał więc wydać majątku na otwarcie restauracji, nawet jeżeli to się nie zwróci, skoro taka była jego wola?
Wziął odrobinę jej deseru, który mu zaoferowała, chociaż nie nazbyt wiele: zważywszy na to, jak lubiła słodycze, uszczknął jedynie trochę na spróbowanie.
– Dobre – ocenił. – Choć jestem ciekawy, jakie desery znajdą się w stałym menu, bo dziś postawił na bezpieczne opcje…
Jeden wypiek z jabłkami, drugi nieco bardziej wykwintny i robiący wrażenie, ale Chris trochę spodziewał się po Bottcie, że mógł chcieć zaoferować coś, czego nie ma nigdzie więcej: w jakiś sposób się wyróżnić. W każdym razie na pewno Bertie osiągnął u niego skutek na tyle, że był zainteresowany, czy w przyszłości wymyśli coś innego.
– Trzeba będzie wybrać się i tu, i tam dzień po dniu, kiedy będą mieli już stałe menu i ocenić, które miejsce wypada lepiej – zaproponował, posyłając jej uśmiech znad swojego deseru. Oczywiście kończył go dość szybko, bo i porcja nie była ogromnie duża: ale to było spodziewane, wszak dziś serwowano menu degustacyjne.