26.06.2026, 02:12 ✶
Czas sunął jak ślimak w smole. Zenek miał wrażenie, że jego użyteczność wyczerpała się wraz z asekuracją stolika. Siedział i słuchał, co dziewczyny gadały. Od słowa do słowa doszedł do tego, jak się poznały. No bo mu pięknie wyjaśniły, wielkiej tajemnicy w tym nie było. I Zenek mógł z tą wiedzą opierać się nieco pewniej na krześle. Te wzajemne grzeczności to były takie dyrdymały, prawda? To nie była prawdziwa zażyłość. A jednak kiwał głową i uśmiechał się niepewnie. Wszystko szło w miarę dobrze. Zgrabnie?
— Nie wiem, nie widziałem. Byłem w łazience i myłem włosy.
No, prawie dobrze. Bo może i potrafił się jeszcze dostosować do stolika, ale przychodziło mu to coraz bardziej z trudem. Coś mu, kurczę, w kącie oka migało. Witraże też. Zenek się jednak bardziej fiksował na dłoniach Florki. Nie wiedział, skąd mu się ta peryferia drapieżnicza wzięła. W Rejwachu to co najwyżej mógł atakować szczuroszczety. No w każdym razie, Florka najpierw włożyła palec do ust. Albo przysunęła do ust. A potem już tylko skubała te palce. I nawet, jak potem przestała, by się zająć papierosem, no to już Zenek się nie mógł skupić. No ale że potrafiła się ruszać, to wiedział.
Potem kelnerka zniosła ten sok, i Zenek się nie mógł ucieszyć bardziej. Pełna szklanka tąpnęła obok niego. Sięgnął po nią natychmiast. Często, gdy się stresował, to nawet jeśli się nie pocił, to chciało mu się pić. Ale nie miał przecież powodu do stresu. Przechylił się do tyłu wraz ze szklanką i wygulgał do połowy. Jabłka ledwo popieściły kubki smakowe. Gdy odstawił szkło na obrus, Florka już ogłaszała chęć odwrotu.
I nici z posmaku jabłek. Pozostało mu tylko wspomnienie popiołu. Jak Crow mu palił na koszulkę, a koszulka leżała na ziemi. Następnym razem musiał mu kupić popielniczkę. Robili podobno takie, ci czarodzieje. Którym zresztą też był. Reklamowali to jako pudełka na popiół. I może, gdyby Zenek miał takie pudełko, to Crow mógłby do niego kopcić, gdy przychodził. Wygodniej by tak mu było.
A tu Florka sobie wstała, szurnęła krzesłem i zaczynała oddalać się od stolika. Tylko że nie odpowiedziała na zenkowe pytanie. I Zenek został z dziurą w głowie, a naprzeciwko Nora. Która może i konkurowała z Florką o tytuł ladacznicy Bertiego, ale w środku to dobra kobieta była. Lewis też był zresztą dobrym człowiekiem, chociaż Florka zabroniła o nim mówić. I tak Zenek siedział i wpatrywał się w Norę, z tyłu głowy Lewisa, a przed oczami jedynie Spaloną Noc. Siedział jeszcze sekundę w milczeniu. Florka zniknęła z peryferii wzroku.
Szurnął krzesłem do tyłu i wstał. Kolejną sekundę spędził w ciszy.
— Przepraszam… Ja muszę… — wydostał się z jego gardła dźwięk żałosny i błagalny. No normalnie jakby go pani do tablicy wywołała, a on się tłumaczył. Najgorsze flashbacki rysowały mu się na ryjcu.
By nie wpatrywać się tym okropnym wzrokiem w Norę dłużej, rozejrzał się po stole. Chwycił torebkę księżycowych rogalików. Nawet ich jeszcze nie otworzył. Opakowanie zaszeleściło, a gdy ścisnął je w dłoni, to palce mu się wbijały w pulchne wypieki. No i poleciał Romeo.
Leciał po wykładzinie. Najprędzej jak tylko mógł. Żeby tylko ktoś go nie zobaczył. Wykładzina tłumiła jego kroki. A że Zenek miał długie nogi, to potrafił naprawdę szybko zapierdalać. Chyba udało mu się wyminąć obsługę i nie wzbudzić podejrzeń, chociaż skąd on by to miał wiedzieć, patrzał przecież w przeciwnym kierunku. Tym, w którym biegł. No i Woody chyba też go nie widział. Witraże mignęły jeszcze w oczach.
Dobiegł wreszcie do lobby i do łazienek. Już, już chwytał za klamkę i szarpał drzwi. Już stawiał pierwszą stopę na chłodnych kafelkach. I nagle zonk. Bo Zenek był przecież przed damską łazienką. Zastygł w pół kroku. Poczuł na sobie palący wzrok. Był to wzrok kelnerki pilnującej lobby. Przypatrywała mu się bacznie. Cofnął się, uchylił drzwi jeszcze szerzej i krzyknął do środka: — FLORKAAA. — i zamknął je z hukiem.
Rzucił się cielskiem o ścianę obok drzwi. Barkiem rymsnął o tynk. Osunął się dupskiem po ścianie, absolutnie pokonany. Na spodniach i koszuli już pojawiły się zagniecenia. Nieuchronne, ile by nie prasował. Zresztą już cały był nie do użytku. Miał mokro pod pachami. Włosy już nawet nie udawały, że próbował je kiedykolwiek ujarzmić grzebykiem. Odetchnął ciężko. W dłoniach ściskał rogaliki. Łypiąca kelnerka pozwoliła mu cierpieć pod kiblem. A Zenek myślał jedynie o tym, że w kiblu też mogły być okna.
— Nie wiem, nie widziałem. Byłem w łazience i myłem włosy.
No, prawie dobrze. Bo może i potrafił się jeszcze dostosować do stolika, ale przychodziło mu to coraz bardziej z trudem. Coś mu, kurczę, w kącie oka migało. Witraże też. Zenek się jednak bardziej fiksował na dłoniach Florki. Nie wiedział, skąd mu się ta peryferia drapieżnicza wzięła. W Rejwachu to co najwyżej mógł atakować szczuroszczety. No w każdym razie, Florka najpierw włożyła palec do ust. Albo przysunęła do ust. A potem już tylko skubała te palce. I nawet, jak potem przestała, by się zająć papierosem, no to już Zenek się nie mógł skupić. No ale że potrafiła się ruszać, to wiedział.
Potem kelnerka zniosła ten sok, i Zenek się nie mógł ucieszyć bardziej. Pełna szklanka tąpnęła obok niego. Sięgnął po nią natychmiast. Często, gdy się stresował, to nawet jeśli się nie pocił, to chciało mu się pić. Ale nie miał przecież powodu do stresu. Przechylił się do tyłu wraz ze szklanką i wygulgał do połowy. Jabłka ledwo popieściły kubki smakowe. Gdy odstawił szkło na obrus, Florka już ogłaszała chęć odwrotu.
I nici z posmaku jabłek. Pozostało mu tylko wspomnienie popiołu. Jak Crow mu palił na koszulkę, a koszulka leżała na ziemi. Następnym razem musiał mu kupić popielniczkę. Robili podobno takie, ci czarodzieje. Którym zresztą też był. Reklamowali to jako pudełka na popiół. I może, gdyby Zenek miał takie pudełko, to Crow mógłby do niego kopcić, gdy przychodził. Wygodniej by tak mu było.
A tu Florka sobie wstała, szurnęła krzesłem i zaczynała oddalać się od stolika. Tylko że nie odpowiedziała na zenkowe pytanie. I Zenek został z dziurą w głowie, a naprzeciwko Nora. Która może i konkurowała z Florką o tytuł ladacznicy Bertiego, ale w środku to dobra kobieta była. Lewis też był zresztą dobrym człowiekiem, chociaż Florka zabroniła o nim mówić. I tak Zenek siedział i wpatrywał się w Norę, z tyłu głowy Lewisa, a przed oczami jedynie Spaloną Noc. Siedział jeszcze sekundę w milczeniu. Florka zniknęła z peryferii wzroku.
Szurnął krzesłem do tyłu i wstał. Kolejną sekundę spędził w ciszy.
— Przepraszam… Ja muszę… — wydostał się z jego gardła dźwięk żałosny i błagalny. No normalnie jakby go pani do tablicy wywołała, a on się tłumaczył. Najgorsze flashbacki rysowały mu się na ryjcu.
By nie wpatrywać się tym okropnym wzrokiem w Norę dłużej, rozejrzał się po stole. Chwycił torebkę księżycowych rogalików. Nawet ich jeszcze nie otworzył. Opakowanie zaszeleściło, a gdy ścisnął je w dłoni, to palce mu się wbijały w pulchne wypieki. No i poleciał Romeo.
Leciał po wykładzinie. Najprędzej jak tylko mógł. Żeby tylko ktoś go nie zobaczył. Wykładzina tłumiła jego kroki. A że Zenek miał długie nogi, to potrafił naprawdę szybko zapierdalać. Chyba udało mu się wyminąć obsługę i nie wzbudzić podejrzeń, chociaż skąd on by to miał wiedzieć, patrzał przecież w przeciwnym kierunku. Tym, w którym biegł. No i Woody chyba też go nie widział. Witraże mignęły jeszcze w oczach.
Dobiegł wreszcie do lobby i do łazienek. Już, już chwytał za klamkę i szarpał drzwi. Już stawiał pierwszą stopę na chłodnych kafelkach. I nagle zonk. Bo Zenek był przecież przed damską łazienką. Zastygł w pół kroku. Poczuł na sobie palący wzrok. Był to wzrok kelnerki pilnującej lobby. Przypatrywała mu się bacznie. Cofnął się, uchylił drzwi jeszcze szerzej i krzyknął do środka: — FLORKAAA. — i zamknął je z hukiem.
Rzucił się cielskiem o ścianę obok drzwi. Barkiem rymsnął o tynk. Osunął się dupskiem po ścianie, absolutnie pokonany. Na spodniach i koszuli już pojawiły się zagniecenia. Nieuchronne, ile by nie prasował. Zresztą już cały był nie do użytku. Miał mokro pod pachami. Włosy już nawet nie udawały, że próbował je kiedykolwiek ujarzmić grzebykiem. Odetchnął ciężko. W dłoniach ściskał rogaliki. Łypiąca kelnerka pozwoliła mu cierpieć pod kiblem. A Zenek myślał jedynie o tym, że w kiblu też mogły być okna.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.