I ona bacznie przyglądała się obcemu, ale szukając wszelkich oznak fałszu. Czy całe miasteczko było w zmowie? Czy może tylko kilka osób, albo jedna? Może mieli do czynienia z wiedźmą ukrywającą się wśród ludzi, przyszło to Victorii do głowy, gdy już opuszczali pole, a ona posłała mu wtedy ostatnie spojrzenie na nienaturalnie wyrośnięte o tej porze roku plony. Zresztą nie tylko o tej porze roku, po prostu były za duże.
– Ach, to pewnie skręciliśmy za szybko… Dziękuję panu – wcale nie skręcili za szybko, taki plan był od samego początku, ale bez mapy, drogowskazów czy tabliczek można się było bardzo łatwo pomylić, bo drogi wytyczone wokół pól były tutaj do siebie bardzo podobne i bez mapy rzeczywiście można się było śmiertelnie pomylić. Victoria uśmiechnęła się jeszcze do mężczyzny, a gdy poczuła za sobą znajomą energię nawet się nie o rozluźniła. Lubiła mieć obok siebie Chrisa, jakoś z nim czuła się bezpieczniej. Ile to spraw było takich, że gdyby byli w pojedynkę, to już dawno mogliby się pożegnać z tym światem i wrócić do Limbo… Ale świadomość tego, że był ktoś, na kogo można było liczyć, kto był obok, nawet jeśli czasami musieli się rozdzielić na chwilę, była w jakiś sposób pokrzepiająca.
Dzieciaki potrafiły sobie znaleźć dużo dziwnych zajęć i może i miałoby to sens na takim zadupiu, gdzie nie było nic więcej do roboty, ale jakoś jej się nie wydawało, że to miałoby miejsce akurat co pół roku w równych odstępach czasu. Uśmiechnęła się raz jeszcze do mężczyzny, gdy już odpowiedział Chrisowi i sama się odwróciła, nie zamierzając dalej go zaczepiać.
– Dziękujemy – odpowiedziała mu jeszcze i odprowadziła go wzrokiem. Nie dało się nie zobaczyć tego drzewa, przedziwnie zielonego, zupełnie nie tak, jak to powinno mieć miejsce o tej porze roku. I sądząc po grubości pnia – niezwykle starego. W jakiś sposób Victoria poczuła respekt do tego drzewa. A potem zadarła głowę, chcąc spojrzeć na Christophera i… złapała go za dłoń.
– Idziemy? – zapytała. Facet, który ich pokierował wydawał się być całkowicie normalny, nie przymilny, ale nie grubiański. Może nie był zaplątany w ten spisek. A może mieszkańcy jeszcze się nie zorientowali, że będą potrzebować kolejnych kandydatów na ofiarę.