26.06.2026, 09:48 ✶
Jakże trudno było sobie nie umniejszać, skoro to zawsze wady zapamiętywało się bardziej niż zalety. Dotychczas Henry widział się jako porażkę. Niezdane egzaminy, niedostanie się na dziennikarskie praktyki, ogólne poczucie beznadziei – dotychczas to go kompletnie przytłaczało. Blokowało. Teraz w tej ścianie tworzyły się pęknięcia. Nagle czuł dumę z własnych osiągnięć. Zaczynał wierzyć, że jest zdolny do czegoś więcej niż tylko pstrykanie fotek.
– Ta sytuacja była dość niesamowita, ale raczej nie chciałbym powtórzyć tej przygody. Chociaż… od tego poczucia, że zrobiło się coś dobrego, że komuś się pomogło, można się uzależnić – powiedział pół-żartem. Uśmiechnął się, gdy Hestia zgodziła się spotkać w kawiarni. Serce zabiło mu nieznacznie szybciej. – Ale zapamiętam to sobie. Zgadamy się po powrocie do Londynu.
Skierował spojrzenie na ławkę. Słońce oświetlało ją w sposób lepszy niż w profesjonalnym studio fotograficznym. Tylko ta głupia czarno-biała klisza… Nie wiedział, czemu wciąż żaden czarodziej jeszcze nie odkrył sposobu na uchwycenie kolorów na zdjęciach.
– Świetny pomysł! Tylko, że jeśli chcesz rysować mnie, muszę najpierw zrobić zdjęcie tobie na ławce – zaproponował. – Wtedy z jednej strony będziesz ty ze zdjęcia, a z drugiej narysowany ja. Tak jakbyśmy byli w dwóch równoległych rzeczywistościach. Kompletny odlot, jeśli sobie o tym pomyślisz, nie? No i to doskonała pamiątka. Jesteśmy przecież na darmowych wakacjach.
Podszedł bliżej do ławeczki. Z tyłu owoce obrastały bujnie gałęzie cytrusowych drzew. Henry miał nadzieję, że nikomu nie spadnie na głowę żadna pomarańcza. Wskazał na miejsce po prawej stronie.
– Możesz usiąść tutaj. Nie musisz jakoś specjalnie pozować, po prostu… zachowuj się tak, jakby mnie nie było. Albo jakbym był obok i coś do ciebie mówił. Najlepiej coś wesołego, miłego – wyjaśnił jej niczym jednej z gwiazd, którym czasem musiał robić zdjęcia.
– Ta sytuacja była dość niesamowita, ale raczej nie chciałbym powtórzyć tej przygody. Chociaż… od tego poczucia, że zrobiło się coś dobrego, że komuś się pomogło, można się uzależnić – powiedział pół-żartem. Uśmiechnął się, gdy Hestia zgodziła się spotkać w kawiarni. Serce zabiło mu nieznacznie szybciej. – Ale zapamiętam to sobie. Zgadamy się po powrocie do Londynu.
Skierował spojrzenie na ławkę. Słońce oświetlało ją w sposób lepszy niż w profesjonalnym studio fotograficznym. Tylko ta głupia czarno-biała klisza… Nie wiedział, czemu wciąż żaden czarodziej jeszcze nie odkrył sposobu na uchwycenie kolorów na zdjęciach.
– Świetny pomysł! Tylko, że jeśli chcesz rysować mnie, muszę najpierw zrobić zdjęcie tobie na ławce – zaproponował. – Wtedy z jednej strony będziesz ty ze zdjęcia, a z drugiej narysowany ja. Tak jakbyśmy byli w dwóch równoległych rzeczywistościach. Kompletny odlot, jeśli sobie o tym pomyślisz, nie? No i to doskonała pamiątka. Jesteśmy przecież na darmowych wakacjach.
Podszedł bliżej do ławeczki. Z tyłu owoce obrastały bujnie gałęzie cytrusowych drzew. Henry miał nadzieję, że nikomu nie spadnie na głowę żadna pomarańcza. Wskazał na miejsce po prawej stronie.
– Możesz usiąść tutaj. Nie musisz jakoś specjalnie pozować, po prostu… zachowuj się tak, jakby mnie nie było. Albo jakbym był obok i coś do ciebie mówił. Najlepiej coś wesołego, miłego – wyjaśnił jej niczym jednej z gwiazd, którym czasem musiał robić zdjęcia.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.