17.03.2023, 20:11 ✶
Lyssa krzyczała, a przynajmniej robiła to w duchu, bo im więcej powietrza z płuc wypuszczała, tym więcej gdakania wszyscy dookoła niej mogli usłyszeć. Gdyby mogła, to właśnie rozpłakałaby się złości, ale czy ptactwo w ogóle mogło płakać? Chyba nie, dlatego teraz kura odziane w tiarę tylko machała rozpaczliwie skrzydłami pomiędzy innymi kurczakami.
Jej upodlenie nie trwało na szczęście długo i dwójka pracowników ministerstwa, która znajdowała się w pobliżu, szybko sięgnęła po różdżki. Zaklęcia poleciały, jedne bardziej, a drugie mniej udane. Co jednak liczyło się dla panny Mulciber, to przeznaczone dla niej zadziałało jak powinno. Uporczywe gdakanie przerodziło się najpierw w oburzony krzyk, a potem w rozzłoszczone mruczenie pod nosem jakichś niezrozumiałych słów. Przez moment siedziała, zezłoszczona i oszołomiona, aż nie dopadła do niej młodziutka funkcjonariuszka. Widząc, że Esther zwraca się do swojego towarzysza, a wybawiciela samej Lyssy, na policzkach córki Vakela pojawił się intensywny rumieniec.
Dlaczego ta okropna, jakże ośmieszająca rzecz musiała przytrafić się akurat jej? O ile dobrze pamiętała, to ktoś zrobił jej jeszcze zdjęcie. Zacisnęła pięści, bo chociaż miała ochotę teraz połamać tę tiarę, to nie mogła, bo Esther jasno dała jej do zrozumienia, żeby jej nawet nie dotykała.
- Nie... Chyba nie... - powiedziała, wciąż troszkę oszołomiona i zachrypnięta, patrząc po sobie, aż w końcu wróciła spojrzeniem na dziewczynę, a potem spojrzała na Alastora. - Tam! - podniosła rękę, wskazując palcem na stoisku, gdzie kupiła tiarę, a potem bezczelnie poruszyła znacząco dłonią, oczekując że ktoś pomoże jej wstać. Najlepiej Moody, bo przecież nie wypadało, żeby do dziewczyna pomagała jej się pozbierać z ziemi. Jeśli faktycznie jej pomógł, uśmiechnęła się do niego uroczo, nieco niezręcznie zakładając kosmyk za ucho. Potem jednak zwróciła się do samej Esther, która zadała jej pytanie. - Kupiłam tę tiarę przed chwilą na tamtym stoisku. I jeśli to możliwe, wolałabym ją zatrzymać. Albo odzyskać pieniądze. - powiedziała pewnym siebie głosem.
Jej upodlenie nie trwało na szczęście długo i dwójka pracowników ministerstwa, która znajdowała się w pobliżu, szybko sięgnęła po różdżki. Zaklęcia poleciały, jedne bardziej, a drugie mniej udane. Co jednak liczyło się dla panny Mulciber, to przeznaczone dla niej zadziałało jak powinno. Uporczywe gdakanie przerodziło się najpierw w oburzony krzyk, a potem w rozzłoszczone mruczenie pod nosem jakichś niezrozumiałych słów. Przez moment siedziała, zezłoszczona i oszołomiona, aż nie dopadła do niej młodziutka funkcjonariuszka. Widząc, że Esther zwraca się do swojego towarzysza, a wybawiciela samej Lyssy, na policzkach córki Vakela pojawił się intensywny rumieniec.
Dlaczego ta okropna, jakże ośmieszająca rzecz musiała przytrafić się akurat jej? O ile dobrze pamiętała, to ktoś zrobił jej jeszcze zdjęcie. Zacisnęła pięści, bo chociaż miała ochotę teraz połamać tę tiarę, to nie mogła, bo Esther jasno dała jej do zrozumienia, żeby jej nawet nie dotykała.
- Nie... Chyba nie... - powiedziała, wciąż troszkę oszołomiona i zachrypnięta, patrząc po sobie, aż w końcu wróciła spojrzeniem na dziewczynę, a potem spojrzała na Alastora. - Tam! - podniosła rękę, wskazując palcem na stoisku, gdzie kupiła tiarę, a potem bezczelnie poruszyła znacząco dłonią, oczekując że ktoś pomoże jej wstać. Najlepiej Moody, bo przecież nie wypadało, żeby do dziewczyna pomagała jej się pozbierać z ziemi. Jeśli faktycznie jej pomógł, uśmiechnęła się do niego uroczo, nieco niezręcznie zakładając kosmyk za ucho. Potem jednak zwróciła się do samej Esther, która zadała jej pytanie. - Kupiłam tę tiarę przed chwilą na tamtym stoisku. I jeśli to możliwe, wolałabym ją zatrzymać. Albo odzyskać pieniądze. - powiedziała pewnym siebie głosem.