17.03.2023, 20:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2023, 20:53 przez Daisy Lockhart.)
Daisy posłała Martinowi powątpiewające spojrzenie. Nie wierzyła, by naprawdę sądził, że wylosowane przez nich przedmioty wyglądały jak akcesoria teatralne.
- Hm. Wiesz, to Beltane. Święto Miłości i takie tam – zaczęła niewinnym tonem. – Jak dla mnie to wygląda tak, jakbyśmy wygrali raczej tę… no tę bardziej pikantną wersję miłości.
Ciągle jednak, zdaniem młodej dziennikarki, całość prezentowała się dość tanio. I chociaż Beltane kojarzyło jej się z mnóstwem tanich, wprost nawiązujących do uciech cielesnych i symboli płodności przedmiotów, niespecjalnie podobała jej się wizja, że podobną wygraną na loterii mogłoby otrzymać jakieś naiwne dziecko.
Zatkała ręką usta, żeby nie wypluć herbaty, którą kupiła.
- Ta korzenna jest straszna – przyznała cicho. – Smakuje… aż drapie w gardle. Chciałbyś spróbować? – zapytała, jakby na przekór miernej rekomendacji, którą sama dała. Ona już wiedziała, że więcej jej nie tknie. Za to za z prądem… Chociaż sprawiła, że Daisy – ze swoimi kręcącymi się włosami, musiała wyglądać śmiesznie, dodała jej trochę energii.
Przypadkiem dotknęła jednego z klientów i odskoczyła do tyłu, gdy ten drgnął, jakby został porażony prądem.
- Twoja wygląda tak, jak moja. Sprawdzimy? Czy nas prąd kopnie? – zapytała z rozbrajającą szczerością.
Kierowali się do stoiska Nory. Już na miejscu, Daisy sięgnęła ręką najpierw do jednego koszyka z imionami, a potem do drugiego, zaciekawiona co jej wypadnie.
- Hm. Wiesz, to Beltane. Święto Miłości i takie tam – zaczęła niewinnym tonem. – Jak dla mnie to wygląda tak, jakbyśmy wygrali raczej tę… no tę bardziej pikantną wersję miłości.
Ciągle jednak, zdaniem młodej dziennikarki, całość prezentowała się dość tanio. I chociaż Beltane kojarzyło jej się z mnóstwem tanich, wprost nawiązujących do uciech cielesnych i symboli płodności przedmiotów, niespecjalnie podobała jej się wizja, że podobną wygraną na loterii mogłoby otrzymać jakieś naiwne dziecko.
Zatkała ręką usta, żeby nie wypluć herbaty, którą kupiła.
- Ta korzenna jest straszna – przyznała cicho. – Smakuje… aż drapie w gardle. Chciałbyś spróbować? – zapytała, jakby na przekór miernej rekomendacji, którą sama dała. Ona już wiedziała, że więcej jej nie tknie. Za to za z prądem… Chociaż sprawiła, że Daisy – ze swoimi kręcącymi się włosami, musiała wyglądać śmiesznie, dodała jej trochę energii.
Przypadkiem dotknęła jednego z klientów i odskoczyła do tyłu, gdy ten drgnął, jakby został porażony prądem.
- Twoja wygląda tak, jak moja. Sprawdzimy? Czy nas prąd kopnie? – zapytała z rozbrajającą szczerością.
Kierowali się do stoiska Nory. Już na miejscu, Daisy sięgnęła ręką najpierw do jednego koszyka z imionami, a potem do drugiego, zaciekawiona co jej wypadnie.
!pierwszy koszyk
!drugi koszyk