17.03.2023, 20:54 ✶
Albo spijasz to z mlekiem matki – tę umiejętność, do odnajdywania się w bardzo hermetycznym społeczeństwie czarodziei czystej krwi – albo uczysz się tego na własnych błędach, albo… giniesz. W ten metaforyczny (albo i bardzo dosłowny) sposób. Cynthia i Victoria może były jeszcze w wieku, który brał poprawkę na pewną nastoletnią naiwność, ale obie czarownice odznaczały się bystrością umysłu i pewną zdolnością do wyciągania wniosków z obserwacji otoczenia. A to nie lada umiejętność!
Victoria miała szczerą ochotę się uśmiechać, Cyna to umiała czarować słowem i chyba obie zdawały sobie sprawę z tego, że Ślizgonka nie mówi Marcie szczerze tego co myśli, ani tego, jak widzi rzeczywistość. Po prostu ją bajerowała. Okręcała wokół zgrabnego i smukłego paluszka tylko dlatego, że były ciekawe, o co w ogóle chodzi z Jęczącą Martą i dlaczego w książce jest o niej tak absurdalnie mało informacji.
A przecież obie lubiły wiedzieć. Pieniądze to władza, jasne, ale to wiedza była prawdziwą potęgą, za którą bogaci tego świata byli gotowi zapłacić naprawdę grube pieniądze.
- To po prostu ciekawość, Marto – odpowiedziała jej Victoria na ostatnie pytanie, jakie tutaj padło. Czy im ktoś dokuczał? Ha! A tylko by spróbowali… Skończyłoby się pewnie bardzo wyrafinowanym donosem do profesorów, albo po prostu wesołym szlabanem. Nie. Z Flintówną się nie zadzierało. Z Lestrange też nie. Nie wchodziły nikomu w drogę i im też nikt nie wchodził. - Cóż, miała za swoje z tym weselem. Brzmi jakbyście były rywalkami – stwierdziła ot po prostu i poprawiła swoją torbę na ramieniu, obserwując lewitującą Martę.
- Trochę. Nie znosiłyśmy się. No i… To przez nią umarłam. Zamknęłam się o tutaj, w tym kibelku – duch wskazał na jedną z kabin głową - bo się ze mną nabijała. I potem usłyszałam, głos, który mówił coś dziwnego. TO był jakiś chłopak. Chciałam mu powiedzieć, żeby spadał, bo to toaleta dla dziewczyn i wtedy zobaczyłam żółte oczy. I w następnej chwili już byłam taka – Marta miała prawdziwe zdolności gawędziarskie, bo mówiła to z odpowiednią intonacją i gestykulacją, jakby robiła to już wiele razy, albo przynajmniej ćwiczyła. Świetna byłaby z niej aktorka – to przebiegło przez myśl Victorii. - Ale to Olivia znalazła moje ciało. Jej wrzask był wart wszystkiego – stwierdziła po czym zawyła, jakby miała się rozpłakać, przeleciała przez kilka kabin, wzbiła się do góry i zanurkowała do toalety.
I przy okazji ochlapała Cynthię i Victorię.
A jej żałosne wycie niosło się po rurach.
- Aha… - wyrwało się w końcu ciemnowłosej, kiedy nie spodziewając się tego oblania wodą z KIBLA po prostu gapiła się w kabinę. - To było… Intensywne – stwierdziła po chwili i dopiero spojrzała na to jak wyglądają.
Osuszyła ich ubrania no i… mogły wyjść. Bo co tu po nich, skoro duch zostawił je same, a one miały odpowiedzi… Albo ich część.
- No… To zdecydowanie był jeden z tych nowszych mundurków… - zagaiła, kiedy już wyszły.
Victoria miała szczerą ochotę się uśmiechać, Cyna to umiała czarować słowem i chyba obie zdawały sobie sprawę z tego, że Ślizgonka nie mówi Marcie szczerze tego co myśli, ani tego, jak widzi rzeczywistość. Po prostu ją bajerowała. Okręcała wokół zgrabnego i smukłego paluszka tylko dlatego, że były ciekawe, o co w ogóle chodzi z Jęczącą Martą i dlaczego w książce jest o niej tak absurdalnie mało informacji.
A przecież obie lubiły wiedzieć. Pieniądze to władza, jasne, ale to wiedza była prawdziwą potęgą, za którą bogaci tego świata byli gotowi zapłacić naprawdę grube pieniądze.
- To po prostu ciekawość, Marto – odpowiedziała jej Victoria na ostatnie pytanie, jakie tutaj padło. Czy im ktoś dokuczał? Ha! A tylko by spróbowali… Skończyłoby się pewnie bardzo wyrafinowanym donosem do profesorów, albo po prostu wesołym szlabanem. Nie. Z Flintówną się nie zadzierało. Z Lestrange też nie. Nie wchodziły nikomu w drogę i im też nikt nie wchodził. - Cóż, miała za swoje z tym weselem. Brzmi jakbyście były rywalkami – stwierdziła ot po prostu i poprawiła swoją torbę na ramieniu, obserwując lewitującą Martę.
- Trochę. Nie znosiłyśmy się. No i… To przez nią umarłam. Zamknęłam się o tutaj, w tym kibelku – duch wskazał na jedną z kabin głową - bo się ze mną nabijała. I potem usłyszałam, głos, który mówił coś dziwnego. TO był jakiś chłopak. Chciałam mu powiedzieć, żeby spadał, bo to toaleta dla dziewczyn i wtedy zobaczyłam żółte oczy. I w następnej chwili już byłam taka – Marta miała prawdziwe zdolności gawędziarskie, bo mówiła to z odpowiednią intonacją i gestykulacją, jakby robiła to już wiele razy, albo przynajmniej ćwiczyła. Świetna byłaby z niej aktorka – to przebiegło przez myśl Victorii. - Ale to Olivia znalazła moje ciało. Jej wrzask był wart wszystkiego – stwierdziła po czym zawyła, jakby miała się rozpłakać, przeleciała przez kilka kabin, wzbiła się do góry i zanurkowała do toalety.
I przy okazji ochlapała Cynthię i Victorię.
A jej żałosne wycie niosło się po rurach.
- Aha… - wyrwało się w końcu ciemnowłosej, kiedy nie spodziewając się tego oblania wodą z KIBLA po prostu gapiła się w kabinę. - To było… Intensywne – stwierdziła po chwili i dopiero spojrzała na to jak wyglądają.
Osuszyła ich ubrania no i… mogły wyjść. Bo co tu po nich, skoro duch zostawił je same, a one miały odpowiedzi… Albo ich część.
- No… To zdecydowanie był jeden z tych nowszych mundurków… - zagaiła, kiedy już wyszły.
Koniec sesji