• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima

[24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima
Technically Alive
Pod dłutem nie umiera,
tylko zmienia imię.
wiek
20
sława
IV
krew
czysta
genetyka
ghoul
zawód
rzemieślnik
Wygląda jak ktoś, kto zapomniał, że kiedyś żył. Jego skóra ma barwę chłodnego popiołu, a rude włosy, splątane i matowe, płoną w świetle świec jak zgaszona miedź. Twarz szczupła, o ostrych rysach, przypomina bardziej wyrzeźbione drewno niż ludzką tkankę, a duży, wyrazisty nos nadaje jej uporu i charakteru. Oczy ma jasne, blade jak poranny dym, patrzą uważnie, lecz jakby z innego miejsca niż reszta jego ciała. Ruchy są ostrożne, ciche, niemal bezgłośne, jakby bał się, że każdy dźwięk mógłby coś obudzić. Dłonie ma chude, z drobnymi nacięciami, zawsze pachną drewnem, woskiem i kurzem. Ubrany skromnie, w ciemne tkaniny przesiąknięte zapachem warsztatu, wygląda jak cień rzemieślnika, który nigdy nie odszedł z miejsca pracy. W jego postawie jest pokora, ale i ciężar. Nawet w bezruchu widać w nim napięcie, które nie zna ukojenia. Kiedy zaś podnosi wzrok, ma się wrażenie, że widzi więcej, niż ktokolwiek chciałby, by zobaczył.

Savaš Gregorovitch
#8
28.06.2026, 20:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2026, 19:46 przez Savaš Gregorovitch.)  

Było w tym spacerze coś osobliwie intymnego. Nie intymnego bliskością ciał ani spojrzeń, lecz możliwością pokazania drugiemu człowiekowi tego miejsca w sobie, którego zwykle strzegło się najmocniej. Nie potrafił tego nazwać. Było to uczucie podobne do uczucia, które czasami pojawiało się, kiedy siadał pod starym głogiem i przestawał odróżniać, gdzie kończyły się jego własne myśli, a zaczynał szelest liści. Jakby obecność drugiego człowieka nie domagała się od niego żadnej roli, lecz jedynie prawdy, której sam przed sobą zwykle nie dopuszczał. Dlatego potrafił mówić o Babie Jagodowej. O istocie, z którą nigdy nie wymienił ani jednego słowa, a mimo to ufał jej bardziej niż wielu ludziom. Zaufanie nie zawsze rodziło się z rozmowy. Czasem wystarczało, że dwie żywe istoty przez długi czas wybierały, by nie zrobić sobie krzywdy. Może właśnie dlatego tak trudno było mu odnaleźć podobne uczucie pośród ludzi.

Czasami miał wrażenie, że wcale nie umarł. Po prostu obudził się na innej planecie, która do złudzenia przypominała tę dawną, ale rządziła się zupełnie obcymi prawami.  Świat przestał odpowiadać na jego obecność w sposób, który pamiętał z poprzedniego życia. I on również przestał odpowiadać światu. Najboleśniej zrozumiał to w chwili, gdy własna różdżka odmówiła mu posłuszeństwa. Była wierna naturze, nie wspomnieniom. Nie zamierzała słuchać kogoś pokonanego, rozbitego, wyrwanego śmierci wbrew jej porządkowi. Ale nie to bolało najmocniej. Najgorsze przychodziło nocą. Przerażająca była cisza, która przychodziła razem z nią. Taka, która nie pozwalała mu już na sen, lecz długie godziny świadomego istnienia w świecie pogrążonym w bezruchu. Leżał wtedy i czekał, aż inni zaczną znowu żyć. Próbował oszukiwać tą pustkę. Schodził do warsztatu, strugał drewno długo po zmroku, aż dłonie same wykonywały znajome ruchy. Otwierał księgi, pozwalając oczom błądzić po kolejnych akapitach bardziej z potrzeby zajęcia myśli niż zdobywania wiedzy. Byle tylko usłyszeć cokolwiek zamiast tej wszechogarniającej ciszy. W takich chwilach docierało do niego, że nie obudził się na innej planecie. Planeta pozostała ta sama. To on został z niej po cichu wykreślony.

Pytanie Septimy nie uderzyło go tak mocno, jak być może powinno. Bardziej niż o Voldemorcie zaczął myśleć o matce. O wszystkich tych latach, podczas których obserwował ją z dziecięcą cierpliwością, próbując oddzielić to, co należało do niej, od tego, co wypowiadało się jej ustami. - Nigdy nie mówiła o rodzinie z taką nienawiścią… Odrzucił, choć zmieszanie znów okruszyło jego spojrzenie. Zacisnął swój kosz na chrust bardziej kurczowo w palcach. Larisa bywała okrutna, chyba najokrutniejszą rybką w ich niewielkim stawie, ale nie pamiętał, by kiedykolwiek z własnej woli mówiła o rodzinie z nienawiścią. Nigdy nie słyszał, aby życzyła śmierci swoim krewnym. Nigdy… z oczywistym wyjątkiem jego samego. Nawet tamto wspomnienie próbował jednak odsunąć od niej, z uporem szukając winy gdzieś indziej. Znacznie łatwiej było uwierzyć, że matka pozostawała więźniem cudzego gniewu.

- Ja… nawet nie wiem, czy jestem zgodny z samym sobą. Słowa opuściły go niemal szeptem. Odwrócił się od niej pod pozorem zainteresowania wiklinowym zagajnikiem. Przykucnął, ostrożnie odcinając kilka młodych pędów, choć dłonie nieco mu zadrżały. Dopiero wtedy poczuł, jak pierwsza łza spadła na wilgotne liście pod jego stopami. Zaraz za nią druga. Nie próbował ich zatrzymać. Przez chwilę tylko patrzył na ciemne plamy znikające w ziemi, zanim wierzchem dłoni szybko otarł twarz. Nie chciał, żeby Septima zobaczyła, jak wiele kosztowało go jedno, z pozoru niewinne pytanie. -  Nie wspieramy Voldemorta, jeśli o to pytasz. Nie spojrzał na nią od razu. Bał się, że jeśli skrzyżuje z nią spojrzenia, będzie musiał powiedzieć znacznie więcej. A sam nie wiedział już, gdzie kończyły się odpowiedzi, których był pewien, a zaczynały te, których dopiero rozpaczliwie szukał. W ich domu zresztą rzadko mówiło się o polityce. Była czymś ulotnym, zmiennym jak kierunek wiatru, podczas gdy drewno pozostawało drewnem niezależnie od nazwiska ministra czy barw sztandarów powiewających nad Londynem. Kolejne jej słowa sprawiły, że zamarł. Dopiero wtedy podniósł na nią wzrok, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś niepokojąco kruchego. Chciałabym żebyś był moim przyjacielem. To przyszło tak nagle, że aż zabolało.  Był przekonany, że już nimi byli. Czy przez cały ten czas tylko jemu wydawało się, że tak uż było. Czy znowu przywiązał się zbyt szybko? Znowu uwierzył w coś, co istniało wyłącznie w jego własnym świecie, zbudowanym z naiwnych nadziei i nieporadnych prób odnajdywania bliskości Nie miał przecież wielu ludzi. Każde życzliwe słowo zapamiętywał na długo. - Jeśli to coś, co zrobiłem… proszę powiedz mi… Nerwowo przesunął kciukiem po korze wiklinowej witki, ścierając z niej cienką warstwę wilgoci. Nie słyszał już szelestu liści ani stukotu własnych kroków. Całą uwagę pochłonęły dwa ostatnie słowa Septimy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Savaš Gregorovitch (4364), Septima Ollivander (3691)




Wiadomości w tym wątku
[24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 01.06.2026, 14:46
RE: [27.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 01.06.2026, 21:39
RE: [27.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 02.06.2026, 19:34
RE: [27.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 04.06.2026, 18:20
RE: [27.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 09.06.2026, 01:23
RE: [27.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 21.06.2026, 00:41
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 25.06.2026, 00:18
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 28.06.2026, 20:09
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 09.07.2026, 18:39
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 15.07.2026, 23:58
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Septima Ollivander - 10.08.2026, 14:59
RE: [24.10.72] O dwójce takich co zbierali chrust | Savaš i Septima - przez Savaš Gregorovitch - 20.09.2026, 18:48

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa