29.06.2026, 00:00 ✶
Słowa Jonathana nie przywołały go do porządku, choć przecież jak najbardziej powinny. Nie sposób oszacować, jak bardzo Anthony również miałby ochotę podroczyć się z Jonathanem teraz gdy odgryzanie, podjudzanie, odpowiadanie na te LATA zaczepek ze strony Selwyna, mogły nieskrępowanie i nader zwyczajnie mieć miejsce. W głowie ułożyło mu się momentalnie mnóstwo wymówek i uzasadnień, dlaczego to było bezpieczne, w każdej chwili mógł przecież bez konieczności używania różdżki zatrzasnąć drzwi, przypomnieć Jonathanowi, że dla magów wykupił cały osobny wagon, pociąg dopiero ruszył i nikt nie będzie sprawdzał biletów, bo te sprawdzone były zaraz przy wejściu. Mógłby rzeczywiście poddać się fantazji, sprawić, że Jonathan realnie zapomniałby o wyimaginowanym zagrożeniu. Och jak bardzo mógłby…
Ale nie. Był odpowiedzialny, był czuły, był też całkiem wypoczęty i racjonalny, kontenty z samego faktu, że udało mu się namówić swojego zastępcę na tę delegację MIMO WSZYSTKO. Czuł, że w pewien sposób ma dług do spłacenia, nie tylko przez wzgląd na pociąg, ale - a raczej przede wszystkim - na odciągnięcie go od spraw jego hobbystycznej organizacji. Ich hobbystycznej organizacji.
Westchnął, rozczesując długimi palcami czarne gęste włosy leżącego na nim mężczyzny. Znajomy gest, który najprawdopodobniej sprawiał tyleż samo przyjemności obu zainteresowanym.
– Będziemy oczywiście walczyć o fundusze, ale bardzo liczę na Roberta i jego przepiękną inicjatywę mieszkalną, która wygląda z każdej strony doskonale do promowania całego planu. Przejdziemy się też może do biblioteki, wieczorem do teatru, szczęśliwie terminy przypasowały pod balet, nikt nie będzie narzekał na ograniczenia językowe. – To były plany o których Jonathan doskonale wiedział, w końcu to ich biuro załatwiało cały wyjazd. – Będziemy pić gorącą czekoladę i siedzieć do późnej, późnej nocy omawiając strategie naszego biura. Będę wsuwał w Twoje kształtne usta pralinki i prosił, żebyś rozpoznał smak nadzienia. Zadbałem o to, żeby w hotelu czekała nas najdoskonalsza selekcja lokalnych produktów. – Cóż ten człowiek z nim robił? Czemu tak bardzo chciał wydobyć na bladej w stresie twarzy znajome rumieńce? Anthony miał problem, żeby nie uciec w eksplorowane przez nich obecnie tereny wzajemnej relacji, mimo najszczerszych prób zbyt łatwo oczyma wyobraźni przychodziło mu niespieszne karmienie ukochanego okraszone ciepłym światłem przygaszonych kinkietów. Powinni być ostrożni. Powinni zarezerwować taką aktywność na powrót i Bardzo Znajome Przestrzenie Domowe, do których nie mieli wstępu widmowidzowie.
Westchnął ciężko, pozwalając własnej paranoi nieco ostudzić zamiary.
– Kocham Cię, wiesz? Wszystko będzie dobrze… – Uśmiechnął się łagodnie do Jonathana, kciukiem krążąc po jego czole, łagodnymi, miękkimi maźnięciami, jakby chciał zakląć jego umysł, by odebrać mu mało produktywny strach. Mógł sobie na to teraz pozwolić. Teraz, gdy byli sami w przedziale, gdy uciekali od konfliktu, gdy miał kontrolę nad tym cóż ten brawurowy rycerz mógłby zrobić w czasie jego nieobecności. Chciał zarazić go swoim spokojem, który Jonathan ofiarował mu zgadzając się na swój udział w delegacji. Chciał jakoś zrekompensować mu dyskomfort podróży. – Jeśli obawiasz się, że zaśniesz, może spróbujesz się podnieść? Myślę, że ten eliksir nie ma aż tak mocnego efektu, żeby Cię uśpić, a jedynie wyciszyć. – Zaproponował, chcąc wyjść na przeciw potrzebom Jonathana, przynajmniej tym co bardziej racjonalnym potrzebom w obecnych okolicznościach.
Ale nie. Był odpowiedzialny, był czuły, był też całkiem wypoczęty i racjonalny, kontenty z samego faktu, że udało mu się namówić swojego zastępcę na tę delegację MIMO WSZYSTKO. Czuł, że w pewien sposób ma dług do spłacenia, nie tylko przez wzgląd na pociąg, ale - a raczej przede wszystkim - na odciągnięcie go od spraw jego hobbystycznej organizacji. Ich hobbystycznej organizacji.
Westchnął, rozczesując długimi palcami czarne gęste włosy leżącego na nim mężczyzny. Znajomy gest, który najprawdopodobniej sprawiał tyleż samo przyjemności obu zainteresowanym.
– Będziemy oczywiście walczyć o fundusze, ale bardzo liczę na Roberta i jego przepiękną inicjatywę mieszkalną, która wygląda z każdej strony doskonale do promowania całego planu. Przejdziemy się też może do biblioteki, wieczorem do teatru, szczęśliwie terminy przypasowały pod balet, nikt nie będzie narzekał na ograniczenia językowe. – To były plany o których Jonathan doskonale wiedział, w końcu to ich biuro załatwiało cały wyjazd. – Będziemy pić gorącą czekoladę i siedzieć do późnej, późnej nocy omawiając strategie naszego biura. Będę wsuwał w Twoje kształtne usta pralinki i prosił, żebyś rozpoznał smak nadzienia. Zadbałem o to, żeby w hotelu czekała nas najdoskonalsza selekcja lokalnych produktów. – Cóż ten człowiek z nim robił? Czemu tak bardzo chciał wydobyć na bladej w stresie twarzy znajome rumieńce? Anthony miał problem, żeby nie uciec w eksplorowane przez nich obecnie tereny wzajemnej relacji, mimo najszczerszych prób zbyt łatwo oczyma wyobraźni przychodziło mu niespieszne karmienie ukochanego okraszone ciepłym światłem przygaszonych kinkietów. Powinni być ostrożni. Powinni zarezerwować taką aktywność na powrót i Bardzo Znajome Przestrzenie Domowe, do których nie mieli wstępu widmowidzowie.
Westchnął ciężko, pozwalając własnej paranoi nieco ostudzić zamiary.
– Kocham Cię, wiesz? Wszystko będzie dobrze… – Uśmiechnął się łagodnie do Jonathana, kciukiem krążąc po jego czole, łagodnymi, miękkimi maźnięciami, jakby chciał zakląć jego umysł, by odebrać mu mało produktywny strach. Mógł sobie na to teraz pozwolić. Teraz, gdy byli sami w przedziale, gdy uciekali od konfliktu, gdy miał kontrolę nad tym cóż ten brawurowy rycerz mógłby zrobić w czasie jego nieobecności. Chciał zarazić go swoim spokojem, który Jonathan ofiarował mu zgadzając się na swój udział w delegacji. Chciał jakoś zrekompensować mu dyskomfort podróży. – Jeśli obawiasz się, że zaśniesz, może spróbujesz się podnieść? Myślę, że ten eliksir nie ma aż tak mocnego efektu, żeby Cię uśpić, a jedynie wyciszyć. – Zaproponował, chcąc wyjść na przeciw potrzebom Jonathana, przynajmniej tym co bardziej racjonalnym potrzebom w obecnych okolicznościach.