29.06.2026, 08:42 ✶
Pracowali razem, ramię w ramię i było to coś, co mężczyzna mógł uznać za przyjemne w tym cichym rytmie żłobiących powalony konar dłut. Nie było w tym nadmiaru krzywdzącej oceny, tylko profesjonalne oko, nie było w tym zbyt wielu słów, tylko ruch ciała w kryształowej harmonii dwójki profesjonalistów. Łapał się na tym, że co jakiś czas zatrzymywał się w pracy i spoglądał przez korę na jej technikę, ucząc się choćby i teraz, widząc mistrzowskie prowadzenie i pewność wyrobioną latami doświadczenia. Widział w jej ruchach miłość do drewna i świadomość splecionej między włóknami magii.
Samuel w końcu się uśmiechnął, bo były to rzeczy przyjemne do oglądania, podobnie do łani pochylającej długą szyję nad ukrytą w sercu lasu rzeczką.
– Niech i tak będzie – przystał na to co powiedziała, pozwalając kierować się bardziej doświadczonej koleżance w fachu. Jakkolwiek by chciał wrócić do Kniei, cieszył się na takie okazje, gdy mógł dotknąć czegoś, co nie było takie oczywiste i spodziewane. Pracować przy czymś, co mogłoby znacząco pomóc całej społeczności i jednocześnie pracować dobrze.
Przez ciało mężczyzny przeszedł przyjemny dreszcz satysfakcji. Sięgnął do swojej torby i dobrał kolejne dłutko do spisanej w jego notatkach dekoracji i zaczął pospiesznie żłobić. Raz za razem, listek, piórko, główka ptaka ukryta między rzeźbionymi gałązkami, gotowa do odlotu…
… gwiazda, księżyc, nocne niebo.
Zatrzymał się w połowie gestu i podniósł głowę na recytującą Kate, która wyglądała doskonale podczas pracy z drewnem, ale teraz stojąc tak z książką i wypowiadając słowa wiersza, barwiąc je swoim głosem jak sproszkowanym lapis lazuli… Czuł pod palcami wibrującą magię, czuł jak zrobione przez nich runy wypełniają się energią. Rozstawił szeroko palce po drewnie wypuszczając z dłoni narzędzie, urzeczony aktem tworzenia artefaktu, słodką magią w dosłownym znaczeniu na wyciągnięcie ręki.
– Proszę… nie przestawaj… – wyszeptał ochryple, nie chcąc by wrażenie przeminęło, na moment, na króciutki moment zapominając o uwięzionych wróżkach, czerpiąc jeszcze z połączenia z drewnem, z magią, z uniesieniem wiążącym naturę i kulturę w jedno spoiwo. Sam sięgnął też ku swojemu źródłu kłębiącej się klątwy, którą przed laty zwykł nazywać błogosławieństwem Kniei. Teraz, gdy o wiele lepiej rozumiał jak kształtować przestrzeń, teraz… czy uda mu się dostroić do totemu? Czy mógłby na moment pozwolić sobie, by otoczyć go kwieciem, by zapewnić życiu ukrytemu w ziemi wzrost?
Samuel w końcu się uśmiechnął, bo były to rzeczy przyjemne do oglądania, podobnie do łani pochylającej długą szyję nad ukrytą w sercu lasu rzeczką.
– Niech i tak będzie – przystał na to co powiedziała, pozwalając kierować się bardziej doświadczonej koleżance w fachu. Jakkolwiek by chciał wrócić do Kniei, cieszył się na takie okazje, gdy mógł dotknąć czegoś, co nie było takie oczywiste i spodziewane. Pracować przy czymś, co mogłoby znacząco pomóc całej społeczności i jednocześnie pracować dobrze.
Przez ciało mężczyzny przeszedł przyjemny dreszcz satysfakcji. Sięgnął do swojej torby i dobrał kolejne dłutko do spisanej w jego notatkach dekoracji i zaczął pospiesznie żłobić. Raz za razem, listek, piórko, główka ptaka ukryta między rzeźbionymi gałązkami, gotowa do odlotu…
… gwiazda, księżyc, nocne niebo.
Zatrzymał się w połowie gestu i podniósł głowę na recytującą Kate, która wyglądała doskonale podczas pracy z drewnem, ale teraz stojąc tak z książką i wypowiadając słowa wiersza, barwiąc je swoim głosem jak sproszkowanym lapis lazuli… Czuł pod palcami wibrującą magię, czuł jak zrobione przez nich runy wypełniają się energią. Rozstawił szeroko palce po drewnie wypuszczając z dłoni narzędzie, urzeczony aktem tworzenia artefaktu, słodką magią w dosłownym znaczeniu na wyciągnięcie ręki.
– Proszę… nie przestawaj… – wyszeptał ochryple, nie chcąc by wrażenie przeminęło, na moment, na króciutki moment zapominając o uwięzionych wróżkach, czerpiąc jeszcze z połączenia z drewnem, z magią, z uniesieniem wiążącym naturę i kulturę w jedno spoiwo. Sam sięgnął też ku swojemu źródłu kłębiącej się klątwy, którą przed laty zwykł nazywać błogosławieństwem Kniei. Teraz, gdy o wiele lepiej rozumiał jak kształtować przestrzeń, teraz… czy uda mu się dostroić do totemu? Czy mógłby na moment pozwolić sobie, by otoczyć go kwieciem, by zapewnić życiu ukrytemu w ziemi wzrost?