Otaksowała wuja wzrokiem od góry do dołu i od dołu do góry, zatrzymując spojrzenie na jego rozradowanej twarzy, na co odpowiedziała uniesieniem jednej brwi i lekkim uśmieszkiem.
– Praca – odparła i w gruncie rzeczy była to prawda, bo jeszcze zanim wybuchło co wybuchło 8 września, to została przydzielona na własną prośbę do sprawy związanej z Czarnymi Różami. Tak oficjalnie, z ramienia biura, bo ta zagadka trochę wykraczała poza jej możliwości nie związane z przywilejami i uprawnieniami, jakie dawała odznaka aurora. Rzecz jasna nie uciekła od dotyku Anthonego, dalej mu się przyglądała, bo wystarczyły niemal trzy tygodnie i jego prezencja bardzo się zmieniła. Jasne, już wszyscy przywykli do tego, co się stało, jak wyglądała teraz Anglia, ludzie ogólnie mieli zadziwiającą właściwość do szybkiej adaptacji do różnych warunków i po pierwszym szoku szybko sobie poradzili, nawet jeśli morze problemów wcale nie zniknęło. Ale ta miana w Shafiqu była zastanawiająca. I na pewien sposób było w tym cos uspokajającego, że w tym świecie zniszczenia i rozpaczy ktoś potrafił się radować.
Wiedziała, że to nie tak, że cieszy się z ludzkiego nieszczęścia. Że to musiało być coś innego, personalnego. I nawet jeśli była ciekawa, to nie wypadało o to pytać tutaj, przed drzwiami do jego gabinetu. I pomyślała sobie, że przynajmniej u niego się jakoś układa.
– Hmmm, ostatnio od pewnego projektanta, który zobaczył mnie w mundurze, usłyszałam, że musi mi uszyć czarna sukienkę – odparła i zmrużyła lekko oczy w uśmiechu. – Dziękuję – dodała i puściła do niego oko, choć sama uważała, że Anthony w swojej szacie prezentował się lepiej niż ona w mundurze.
[a]Weszła więc do jego gabinetu, nie chcąc załatwiać sprawy w przejściu, gdzie każdy mógł sobie ich podsłuchać.
– Dzień dobry – przywitała się krótko z Jonathanem, a gdy Anthony zamknął drzwi powiedziała dość szybko, o co chodzi i skąd ta jej wizyta. Nie, nie planowała go aresztować, bo niby za co? – Szukam statku – przyznała i westchnęła. – Chodzi o to, że to raczej sprawa starsza niż nowsza, tyle, że nie wiem jak stara. Znam tylko nazwę. Chodzi o te cholerne czarne róże – Victoria wyglądała na zmęczoną, bo tak w istocie było, prawie dzisiaj nie spała, a nocy była na służbie i to nie był leciutki spacerek. A poza tym sprawa róż ją zwyczajnie męczyła.