29.06.2026, 16:36 ✶
Brązowe oczy Basiliusa obdarzyły czarownicę długim, bardzo uważnym spojrzeniem, tak typowym dla uzdrowicieli rozmawiających z potencjalnie nierozsądnymi pacjentami, lub starszych braci widzących swoje młodsze rodzeństwo.
– Niech ci będzie – powiedział w końcu, czując że cokolwiek planowała zrobić z domkiem Burke, Prewett raczej nie będzie się musiał martwić, że natrafi na jego ofiary podczas swojej pracy. Ani że w ogóle będą jakiekolwiek ofiary. – Ale nie chcę kiedykolwiek się dowiedzieć, że jest on do wygrania w jednym z kasyn.
Przeniósł spojrzenie z czarownicy na drugiego klątwołamacza, który rozpoczął rysowanie kręgu. Nie przeszkadzał mu w pracy, a jedynie z zawodowym zainteresowaniem przyglądał się technice Lazarusa.
– Świetnie. W takim razie robimy to razem – skomentował ze skinienie głowy. – A gdyby coś się działo Ceolsige spróbuje wynegocjować za nas przystępną cenę u przeklętej narośli ściennej.
Prawdę mówiąc zdejmowanie klątwy z czyjegoś mieszkania było całkiem przyjemną odmianą, jako że jednak na codzień raczej radził sobie z klątwami rzuconym na ludzi. Chociaż ostatnio w ogóle miał wrażenie, że jedyne czym się zajmował to ten przeklęty kaszel. Nie była to oczywiście prawda, ale jako że najpierw musiał tłumaczyć naprawdę wielu pacjentom co robić z tym kaszlem, a potem odbył rozmowę, która miała go włączyć w proces pracy nad eliksirem na ten właśnie kaszel to… No cóż. Nic dziwnego, że jego postrzeganie pracowej rzeczywistości było ostatnio nieco spaczone.
Wreszcie gdy Lazarus skończył pierwsze przygotowania, Basilius podciągnął rękawy i sam wszedł do kręgu, ostrożnie rozpalając znajdującą się na samym środku świecę za pomocą magii.
– Gotowe – oznajmił, czekając na dalsze działania Lazarusa.
– Niech ci będzie – powiedział w końcu, czując że cokolwiek planowała zrobić z domkiem Burke, Prewett raczej nie będzie się musiał martwić, że natrafi na jego ofiary podczas swojej pracy. Ani że w ogóle będą jakiekolwiek ofiary. – Ale nie chcę kiedykolwiek się dowiedzieć, że jest on do wygrania w jednym z kasyn.
Przeniósł spojrzenie z czarownicy na drugiego klątwołamacza, który rozpoczął rysowanie kręgu. Nie przeszkadzał mu w pracy, a jedynie z zawodowym zainteresowaniem przyglądał się technice Lazarusa.
– Świetnie. W takim razie robimy to razem – skomentował ze skinienie głowy. – A gdyby coś się działo Ceolsige spróbuje wynegocjować za nas przystępną cenę u przeklętej narośli ściennej.
Prawdę mówiąc zdejmowanie klątwy z czyjegoś mieszkania było całkiem przyjemną odmianą, jako że jednak na codzień raczej radził sobie z klątwami rzuconym na ludzi. Chociaż ostatnio w ogóle miał wrażenie, że jedyne czym się zajmował to ten przeklęty kaszel. Nie była to oczywiście prawda, ale jako że najpierw musiał tłumaczyć naprawdę wielu pacjentom co robić z tym kaszlem, a potem odbył rozmowę, która miała go włączyć w proces pracy nad eliksirem na ten właśnie kaszel to… No cóż. Nic dziwnego, że jego postrzeganie pracowej rzeczywistości było ostatnio nieco spaczone.
Wreszcie gdy Lazarus skończył pierwsze przygotowania, Basilius podciągnął rękawy i sam wszedł do kręgu, ostrożnie rozpalając znajdującą się na samym środku świecę za pomocą magii.
– Gotowe – oznajmił, czekając na dalsze działania Lazarusa.