29.06.2026, 18:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2026, 18:20 przez Cassandra Cavendish.)
— Nie da się zamknąć morza w butelce — odpowiedziała dość filozoficznie, ale musiała przyznać, że niespokojny duch Flinta bardzo jej się kojarzył z równie nieokiełznanymi i zmiennymi głębinami. — I tak, jestem pewna, że drugiego takiego kwiatu się tu nie znajdzie. Ba, jestem także dość pewna, że nasze wyspy dwóch Flintów mogłyby nie zdzierżyć. — Uśmiechnęła się bardzo ładnie i bardzo bezczelnie zarazem, odwracając kota ogonem. Odłożyła sztućce i oparła dłonie na stole, przyglądając się Flintowi. Wyłapywała drobne skazy na idealnym wizerunku, który przecież oglądała jeszcze przed chwilą, gdy wędrował wśród tutejszych bywalców. A potem mrugnął i wszystko to ponownie utonęło w uroku, jaki dookoła siebie roztaczał. Ona także, przez sekundę może nawet aż za bardzo, co groziło oblaniem się herbatą, po którą sięgała, a w którą nie trafiła dłonią. Trącony kubek zachwiał się i przez chwilę skupiła się na ratowaniu herbaty oraz siebie samej przed skąpaniem w herbacianym naparze.
— Przepraszam — mruknęła po prostu, dopiero po sekundzie orientując się, że Flint najwyraźniej coś zapowiedział. Podpowiedziała to pozycja, w jakiej obecnie siedział i nachylenie w jej kierunku. Momentalnie więc skupiła się całkowicie na mężczyźnie, zatapiając swoje spojrzenie w jego oczach - cholernie ładnych, jak musiała to przyznać po raz nie wiadomo który.
— Pochlebia mi pan — stwierdziła z uśmiechem, ale w jej tonie nie było żadnej sztucznej skromności. Zwyczajnie stwierdziła fakt, który nieco wprawiał ją w zadowolenie. Wszak, jak każda kobieta, była nieco łasa na pochlebstwa, zwłaszcza sprzedawane w tak naturalny i urokliwy sposób.
— Skoro jednak chce mnie pan gdzieś zabierać… Porywać wręcz, skoro nie zająknął się pan na temat miejsca, do którego mielibyśmy się z tymi biletami udać… Chyba, że mam sobie wywróżyć odpowiedź na tę zagadkę… — Uśmiechnęła się szerzej, a w jej oczach pojawiły się wesołe, nadal nieco bezczelne, błyski. — To może zacznijmy od przejścia na ty? Po prostu Cassandra. I proszę bardzo, jestem gotowa na zabranie, porwanie, czy też inną rozrywkę. — Wyciągnęła w jego stronę rękę, uważając już na wszystko, co stało na stole.
— Przepraszam — mruknęła po prostu, dopiero po sekundzie orientując się, że Flint najwyraźniej coś zapowiedział. Podpowiedziała to pozycja, w jakiej obecnie siedział i nachylenie w jej kierunku. Momentalnie więc skupiła się całkowicie na mężczyźnie, zatapiając swoje spojrzenie w jego oczach - cholernie ładnych, jak musiała to przyznać po raz nie wiadomo który.
— Pochlebia mi pan — stwierdziła z uśmiechem, ale w jej tonie nie było żadnej sztucznej skromności. Zwyczajnie stwierdziła fakt, który nieco wprawiał ją w zadowolenie. Wszak, jak każda kobieta, była nieco łasa na pochlebstwa, zwłaszcza sprzedawane w tak naturalny i urokliwy sposób.
— Skoro jednak chce mnie pan gdzieś zabierać… Porywać wręcz, skoro nie zająknął się pan na temat miejsca, do którego mielibyśmy się z tymi biletami udać… Chyba, że mam sobie wywróżyć odpowiedź na tę zagadkę… — Uśmiechnęła się szerzej, a w jej oczach pojawiły się wesołe, nadal nieco bezczelne, błyski. — To może zacznijmy od przejścia na ty? Po prostu Cassandra. I proszę bardzo, jestem gotowa na zabranie, porwanie, czy też inną rozrywkę. — Wyciągnęła w jego stronę rękę, uważając już na wszystko, co stało na stole.