30.06.2026, 14:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2026, 14:53 przez Urd Nordgersim.)
Kobieta zmierzyła go spojrzeniem powoli spod wpółprzymkniętych oczu, z tą samą uwagą, z jaką zaciekawiona mewa ocenia skorupiaka. Na ileż metrów trzeba byłoby go wznieść, by twarda osłonka w zderzeniu z kamieniami odsłoniła miękkie, smakowite wnętrze?
Ta myśl przemknęła jej przez głowę lekko, niemal leniwie. Lubiła patrzeć, kiedy mężczyźni próbowali wyglądać odważnie. Jeszcze bardziej lubiła tych, którzy naprawdę byli. Przez moment obracała w palcach własny, zamknięty już medalion, zastanawiając się tylko pozornie, skoro decyzja już dawno była podjęta.
W końcu kącik ust drgnął ku górze.
– Zobaczmy, czy umiesz dotrzymać mi kroku, nieznajomy. – Rzuciła mu od niechcenia puzderko na łańcuszku. Rzuciła mu wyzwanie. Poleciało krótkim łukiem, a razem z nim niewielka, ostatnia porcja skrzeloziela, która pozostała w objęciach chłodnego metalu. Hazard zawsze smakował lepiej, gdy stawką było coś więcej niż galeony. Nigdy nie rozumiała ludzi, którzy bali się nieznanego. Czyż nie tam mieszkały wszystkie dobre historie?
Nie wiedziała, kim był. Nie wiedziała, czy za godzinę okaże się bohaterem, głupcem, czy potworem. Mógł próbować ją okłamać. Mógł chcieć ją wykorzystać. Mógł równie dobrze zniknąć wraz z przypływem i już nigdy więcej nie przeciąć jej drogi. Cóż… ona mogła zrobić dokładnie to samo.
Nie czekała, by zobaczyć, jak pokornie połyka dawkę podwodnej przygody. Odwróciła się od razu ku falom i wbiegła między nie z nieskrępowaną radością, która nigdy nie nauczyła się zachowywać powagi. Lodowata woda objęła łydki, potem uda, a z ust kobiety wyrwał się śmiech tak lekki, że powierzchnia morza znów zamigotała tysiącem srebrnych refleksów, jakby sama chciała śmiać się razem ze nią.
– Rzeźko! – zawołała przez ramię i zanurkowała oddając się w słone ramiona swojemu najstarszemu kochankowi bez chwili zawahania.
Ta myśl przemknęła jej przez głowę lekko, niemal leniwie. Lubiła patrzeć, kiedy mężczyźni próbowali wyglądać odważnie. Jeszcze bardziej lubiła tych, którzy naprawdę byli. Przez moment obracała w palcach własny, zamknięty już medalion, zastanawiając się tylko pozornie, skoro decyzja już dawno była podjęta.
W końcu kącik ust drgnął ku górze.
– Zobaczmy, czy umiesz dotrzymać mi kroku, nieznajomy. – Rzuciła mu od niechcenia puzderko na łańcuszku. Rzuciła mu wyzwanie. Poleciało krótkim łukiem, a razem z nim niewielka, ostatnia porcja skrzeloziela, która pozostała w objęciach chłodnego metalu. Hazard zawsze smakował lepiej, gdy stawką było coś więcej niż galeony. Nigdy nie rozumiała ludzi, którzy bali się nieznanego. Czyż nie tam mieszkały wszystkie dobre historie?
Nie wiedziała, kim był. Nie wiedziała, czy za godzinę okaże się bohaterem, głupcem, czy potworem. Mógł próbować ją okłamać. Mógł chcieć ją wykorzystać. Mógł równie dobrze zniknąć wraz z przypływem i już nigdy więcej nie przeciąć jej drogi. Cóż… ona mogła zrobić dokładnie to samo.
Nie czekała, by zobaczyć, jak pokornie połyka dawkę podwodnej przygody. Odwróciła się od razu ku falom i wbiegła między nie z nieskrępowaną radością, która nigdy nie nauczyła się zachowywać powagi. Lodowata woda objęła łydki, potem uda, a z ust kobiety wyrwał się śmiech tak lekki, że powierzchnia morza znów zamigotała tysiącem srebrnych refleksów, jakby sama chciała śmiać się razem ze nią.
– Rzeźko! – zawołała przez ramię i zanurkowała oddając się w słone ramiona swojemu najstarszemu kochankowi bez chwili zawahania.