01.07.2026, 06:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 15:18 przez Aaron Andrew Moody.)
— Kłamią jak cholera — mruknął pewnie, jak gdyby od niechcenia przesuwając rękoma wzdłuż talii Lorien. W odpowiedzi nachyliła się bliżej, oparłszy się rękami o jego ramiona. — Taka już natura tych pismaków. Wystarczy przeczytać przewidywania przedmeczowe, żeby się zorientować. — Policzek drgnął mu lekko, gdy zdusił uśmiech. Oczywiście, że się z nią droczył. Nie umiał sobie tego odmówić, gdy była taka. W obecności Lorien wrodzona mrukowatość Aarona łatwo dochodziła do głosu, nie wydawała się jednak przytłaczającą. Tkwiła w tym wszystkim dziwna lekkość: nie traktowali tej rozmowy nazbyt poważnie, a jednocześnie nie istniało nic ważniejszego od tego głupiego quizu, w którym pewnie wyszłyby mu te całe "akty służby", nawet jeżeli Aaron nie wiedział do końca, czym były. Wydawało mu się to jednak całkiem logicznym. Auror nigdy nie przestawał być na służbie. Nie tak naprawdę.
Musnęła ustami ten sam policzek, który zadrgał, gdy powstrzymywał cisnący się na twarz uśmiech.
"Nie ma nic złego w mężczyźnie, który chce przede mną uklęknąć. W pewnych okolicznościach i sytuacjach jest to co najmniej mile widziane."
Nie powiedział, że byłoby to czymś złym, a jednak pewną ręką oddzielił człowieka od fantazji o człowieku. Nadał im kształt, aby mogła wypowiedzieć imię, jakie nosił. A jego imię tak ładnie brzmiało w jej ustach. Lorien uroczo przeciągała tworzące je głoski, przypominając łaszącego się kota. Lubił te stworzenia, bo wiele było w nich niezależności. Było w kotach coś charakternego. Może dlatego, że nie ufały łatwo.
— To jakie kwiaty lubisz? — Poza jaśminem i… Trzciną cukrową, pomyślał, przyglądając się, jak Lorien pakuje do herbaty kolejne łyżeczki cukru.
Wydało mu się to zabawnym, bo kawę najchętniej pijała gorzką.
Chcesz, żebym została, spytała w końcu, choć w jej ustach nie do końca wybrzmiało to pytaniem: dużo pewności kryło się w tych słowach; lekkim był przecież jej ton. Plasował się gdzieś między rozbawieniem, a pełnym rozbawienia niedowierzaniem. Jak gdyby już znała odpowiedź, a jednak potrzebowała usłyszeć potwierdzenie z jego ust.
Chcę, odpowiedział. Przejechał ręką po twarzy, zanim na nią spojrzał. Policzki mu płonęły. Tym paleniem przypominał o sobie alkohol, chociaż Aaron nie czuł się pijany. Żar w piersi był gorszym od tego w gardle po wypiciu wódki. Zachowywał się poważnie, ale szczególny był to rodzaj powagi. Chcę, powtórzył. Nigdy nie był przecież mężczyzną, który wstydziłby się swoich pragnień, a jednak na przestrzeni lat zapomniał, że wciąż może je mieć.
Właśnie dlatego nie powinnaś zostawać, wyszeptał.
Musnęła ustami ten sam policzek, który zadrgał, gdy powstrzymywał cisnący się na twarz uśmiech.
"Nie ma nic złego w mężczyźnie, który chce przede mną uklęknąć. W pewnych okolicznościach i sytuacjach jest to co najmniej mile widziane."
Nie powiedział, że byłoby to czymś złym, a jednak pewną ręką oddzielił człowieka od fantazji o człowieku. Nadał im kształt, aby mogła wypowiedzieć imię, jakie nosił. A jego imię tak ładnie brzmiało w jej ustach. Lorien uroczo przeciągała tworzące je głoski, przypominając łaszącego się kota. Lubił te stworzenia, bo wiele było w nich niezależności. Było w kotach coś charakternego. Może dlatego, że nie ufały łatwo.
— To jakie kwiaty lubisz? — Poza jaśminem i… Trzciną cukrową, pomyślał, przyglądając się, jak Lorien pakuje do herbaty kolejne łyżeczki cukru.
Wydało mu się to zabawnym, bo kawę najchętniej pijała gorzką.
———
Chcesz, żebym została, spytała w końcu, choć w jej ustach nie do końca wybrzmiało to pytaniem: dużo pewności kryło się w tych słowach; lekkim był przecież jej ton. Plasował się gdzieś między rozbawieniem, a pełnym rozbawienia niedowierzaniem. Jak gdyby już znała odpowiedź, a jednak potrzebowała usłyszeć potwierdzenie z jego ust.
Chcę, odpowiedział. Przejechał ręką po twarzy, zanim na nią spojrzał. Policzki mu płonęły. Tym paleniem przypominał o sobie alkohol, chociaż Aaron nie czuł się pijany. Żar w piersi był gorszym od tego w gardle po wypiciu wódki. Zachowywał się poważnie, ale szczególny był to rodzaj powagi. Chcę, powtórzył. Nigdy nie był przecież mężczyzną, który wstydziłby się swoich pragnień, a jednak na przestrzeni lat zapomniał, że wciąż może je mieć.
Właśnie dlatego nie powinnaś zostawać, wyszeptał.
Koniec sesji
I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
and I am ready to strike in her name