01.07.2026, 16:23 ✶
– Prosit! – padła prosta odpowiedź, na jego fizjologicznie nie do końca właściwe zachowanie, kiedy byli na polowaniu. Oczywiście kichnięcie nie było tym co ściągało uwagę ściąganych istot, ale mogło absolutnie niepotrzebnie zwracać na parkę uwagę czegoś, czego uwagi nie chcieli. Mimo wszystko życzenie zdrowia było szczere, bo i szczera była radość Urd, że ramię w ramię ze swoim kolegą po fachu brodziła w gównie. Znaczy w gównianym lesie pełnym gównianych widm.
Pierwsze pytanie rozbawiło ją na tyle, by uniosła kształtne wargi odsłaniając na moment rząd białych ząbków, na moment tylko odwracając głowę ku Macmillanowi, który wpatrywał się w tył jej głowy wyczekująco. Zupełnie jakby w jasnym dobieranym warkoczu miał znaleźć odpowiedź na ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadzający ją do tego właśnie miejsca.
– Myślę, że w pierwszej i najważniejszej kolejności były to pieniądze Sebastianie – sprostowała zwięźle, ale jej ton był lekki, wciąż kokieteryjny. – Życie w Londynie potrafi być wybitnie drogie, a przyjaźń z benefitami z Waszym pięknym Ministerstwem jest idealnie tym rodzajem zależności na jaki liczyłam. Nie mam tak pięknej obróżki zobowiązania i oczekiwanych efektów, jak Ty, ale… – wzruszyła ramionami, poprawiając torbę na ramieniu z ingrediencjami niezbędnymi do egzorcyzmów. Praca jak praca. Oczywiście, gdyby zaproponowali jej z doskoku siedzenie za biurkiem nie zgodziłaby się nigdy. Ostatecznie była hazardzistką. Ostatecznie lubiła ryzyko.
– Opowiedz mi o tym. Badasz to miejsce? Widziałeś już te widma? – zagaiła z ciekawością, bo o tym, że przydzielili ją do znajomego egzorcysty wiedziała, ale nie udało jej się przed terminem wspólnej eskapady znaleźć chwili żeby nadrobić zaległości i zrobić research. Znaczy… planowała to, ale trzeźwienie zajęło jej za dużo czasu. Teraz trochę żałowała, że nie przemyślała tego bardziej. Ona i las… nie lubili się za bardzo, a każdy krok zdawał się być ryzykowny ze względu na błocko i wystające korzenie. Przeklęty statek widmo - przy jej zdolnościach pływackich to byłoby marzenie!
Zawady: alkoholik hazardzista
Pierwsze pytanie rozbawiło ją na tyle, by uniosła kształtne wargi odsłaniając na moment rząd białych ząbków, na moment tylko odwracając głowę ku Macmillanowi, który wpatrywał się w tył jej głowy wyczekująco. Zupełnie jakby w jasnym dobieranym warkoczu miał znaleźć odpowiedź na ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadzający ją do tego właśnie miejsca.
– Myślę, że w pierwszej i najważniejszej kolejności były to pieniądze Sebastianie – sprostowała zwięźle, ale jej ton był lekki, wciąż kokieteryjny. – Życie w Londynie potrafi być wybitnie drogie, a przyjaźń z benefitami z Waszym pięknym Ministerstwem jest idealnie tym rodzajem zależności na jaki liczyłam. Nie mam tak pięknej obróżki zobowiązania i oczekiwanych efektów, jak Ty, ale… – wzruszyła ramionami, poprawiając torbę na ramieniu z ingrediencjami niezbędnymi do egzorcyzmów. Praca jak praca. Oczywiście, gdyby zaproponowali jej z doskoku siedzenie za biurkiem nie zgodziłaby się nigdy. Ostatecznie była hazardzistką. Ostatecznie lubiła ryzyko.
– Opowiedz mi o tym. Badasz to miejsce? Widziałeś już te widma? – zagaiła z ciekawością, bo o tym, że przydzielili ją do znajomego egzorcysty wiedziała, ale nie udało jej się przed terminem wspólnej eskapady znaleźć chwili żeby nadrobić zaległości i zrobić research. Znaczy… planowała to, ale trzeźwienie zajęło jej za dużo czasu. Teraz trochę żałowała, że nie przemyślała tego bardziej. Ona i las… nie lubili się za bardzo, a każdy krok zdawał się być ryzykowny ze względu na błocko i wystające korzenie. Przeklęty statek widmo - przy jej zdolnościach pływackich to byłoby marzenie!
Zawady: alkoholik hazardzista