02.07.2026, 09:03 ✶
Sophie odkąd pamiętała, nigdy nie miała problemu z odróżnieniem ojca od wuja. Sama nie potrafiła wyjaśnić, jak to dokładnie działało, bo dla większości ludzi byli jak dwie krople wody. Dla niej jednak różnice były oczywiste. Robert chodził odrobinę inaczej, inaczej stawiał kroki, inaczej oddychał, inaczej marszczył brwi. Potrafił patrzeć tak jak nikt inny. To były drobiazgi, niemal niewidoczne dla obcych, ale dla Mulciberówny były oczywistością.
Dlatego kiedy patrzyła teraz na Richarda, nie czuła ani smutku, ani nostalgii. Mógł ubrać się w rzeczy należące do Roberta, mógł pachnieć jego perfumami i mówić tym samym głosem, a ona i tak wiedziałaby, że przed nią stoi wuj, nie tata, za którym tak mocno tęskniła i o którego uwagę walczyła przez całe życie.
Widząc, że Richard nie zamierza jej przekonywać do zmiany decyzji, uniosła wzrok i uśmiechnęła się z wyraźną ulgą. Właśnie tego potrzebowała! Dłonią otarła kącik oka.
Sięgnęła po dokumenty które przyniósł, i zaczęła uważnie czytać każdą stronę. Nie, żeby mu nie ufała. Tak po prawdzie to mógłby ją oszukać, a nawet podsunąć do podpisania coś, co działałoby na jej niekorzyść, ale nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, że byłby do tego zdolny. Czytała raczej po to, żeby nie pomyślał, że nadal jest naiwną, łatwowierną dziewczyną. Choć, tak zupełnie szczerze, pewnie wciąż nią była.
Po chwili do jej nosa dotarł zapach papierosowego dymu. Chrząknęła cicho i posłała Richardowi krótkie, lekko karcące spojrzenie.
-To niezdrowe, wuju.
Zaraz potem odnalazła miejsce przeznaczone na podpis. Bez zawahania zanurzyła pióro w atramencie i napisała na pergaminie swoje imię i nazwisko. Gdy odłożyła pióro, odetchnęła głębiej, jakby właśnie zdjęto z jej ramion ciężar.
Uśmiechnęła się. Tym razem szeroko i naprawdę szczerze.
-Dziękuję.
Dlatego kiedy patrzyła teraz na Richarda, nie czuła ani smutku, ani nostalgii. Mógł ubrać się w rzeczy należące do Roberta, mógł pachnieć jego perfumami i mówić tym samym głosem, a ona i tak wiedziałaby, że przed nią stoi wuj, nie tata, za którym tak mocno tęskniła i o którego uwagę walczyła przez całe życie.
Widząc, że Richard nie zamierza jej przekonywać do zmiany decyzji, uniosła wzrok i uśmiechnęła się z wyraźną ulgą. Właśnie tego potrzebowała! Dłonią otarła kącik oka.
Sięgnęła po dokumenty które przyniósł, i zaczęła uważnie czytać każdą stronę. Nie, żeby mu nie ufała. Tak po prawdzie to mógłby ją oszukać, a nawet podsunąć do podpisania coś, co działałoby na jej niekorzyść, ale nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, że byłby do tego zdolny. Czytała raczej po to, żeby nie pomyślał, że nadal jest naiwną, łatwowierną dziewczyną. Choć, tak zupełnie szczerze, pewnie wciąż nią była.
Po chwili do jej nosa dotarł zapach papierosowego dymu. Chrząknęła cicho i posłała Richardowi krótkie, lekko karcące spojrzenie.
-To niezdrowe, wuju.
Zaraz potem odnalazła miejsce przeznaczone na podpis. Bez zawahania zanurzyła pióro w atramencie i napisała na pergaminie swoje imię i nazwisko. Gdy odłożyła pióro, odetchnęła głębiej, jakby właśnie zdjęto z jej ramion ciężar.
Uśmiechnęła się. Tym razem szeroko i naprawdę szczerze.
-Dziękuję.