Magiczny nóż wchodził w magiczne spoiwo bez najmniejszych problemów, choć Henry nie był w stanie dosłyszeć ze środka żadnego dźwięku. Co za to momentalnie docierało to jego zmysłów to wyciekająca przez szczelinę gryząca para wodna, umykająca i skraplająca się jak z bardzo, bardzo, bardzo wilgotnej sauny, która jednak zamiast prozdrowotnych właściwości mogła przynieść tylko śmierć.
– Nigdy… nigdy nie widziałam, żeby coś takiego robiła, ale to… – wskazała na żółtawy toksyczny dymek sączący się ze środka – to nie jest dobry znak – przyznała jedna z kobiet, a jej głos zdradzał coraz więcej emocji. Emocji, które w tym momencie nie były absolutnie mile widziane, co druga momentalnie zauważyła.
– Wybaczcie, musimy, musimy się odsunąć, aby ta noc nie zabrała dwóch sióstr – zarządziła Nala, a gdy odchodziły, unosiła się za nimi cicha monotonna intonacja modlitwy, litanii mającej osadzić je w miejscu, mająca nie wypuszczać ich bestii tam, gdzie bestie nie były mile widziane.
Tymczasem Marco wspierał Henryka w rozbrajaniu drzwi i poszło im to nader sprawnie. Mężczyzna odsunął też na bok blondyna, gdy otworzyli drzwi i pierwszy impet niekończącej się pary buchnął im w twarz.
Podobną refleksję o niekończących się zasobach wściekłej pary mógł mieć Leviathan, którego silne ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa, a płuca płonęły toksycznym oparem, którego nie dało się wykaszleć, kładąc go na kolana, zmuszając do przylgnięcia do zimnej posadzki tej upiornej sauny utworzonej z demonicznych ropuszych wydzielin zmieszanych z silnie zmineralizowaną solanką. Rowle nie mógł być pewien, czy zmierza już w dobrą stronę, choć czuł, poczuł na skórze niewielki ciągnący poziomo podmuch powietrza, podmuch nadziei.
Zdał sobie sprawę, że czuje też drżenie.
Wszystko.
Drżało.
A potem nastąpiła grzmiąca kakofonada dźwięków słyszalna zarówno stojącym na górze schodów mężczyznom, jak i leżącemu na dole, niedaleko tych samych schodów magowi: pękających i wpadających do bulgoczącej wody płytek, przewracanych mebli, grzmotu osuwającej się ziemi. Utworzona dziura, stała się ogromnym "odpływem" zabierającym wodę i toksyczne opary w nieokreślony mrok, wpadały tam płytki i mozaiki. Trzęsienie ziemi trwało, a rosnąca wyrwa w środku niedawnego basenu solankowego mogła lada moment pochłonąć całą podłogę włączając w to oblepionego wodą Leviathana. Dodatkowo - czego nie mogli wykluczyć - sufit mógł ostatecznie tego nie wytrzymać.
– Nigdy… nigdy nie widziałam, żeby coś takiego robiła, ale to… – wskazała na żółtawy toksyczny dymek sączący się ze środka – to nie jest dobry znak – przyznała jedna z kobiet, a jej głos zdradzał coraz więcej emocji. Emocji, które w tym momencie nie były absolutnie mile widziane, co druga momentalnie zauważyła.
– Wybaczcie, musimy, musimy się odsunąć, aby ta noc nie zabrała dwóch sióstr – zarządziła Nala, a gdy odchodziły, unosiła się za nimi cicha monotonna intonacja modlitwy, litanii mającej osadzić je w miejscu, mająca nie wypuszczać ich bestii tam, gdzie bestie nie były mile widziane.
Tymczasem Marco wspierał Henryka w rozbrajaniu drzwi i poszło im to nader sprawnie. Mężczyzna odsunął też na bok blondyna, gdy otworzyli drzwi i pierwszy impet niekończącej się pary buchnął im w twarz.
Podobną refleksję o niekończących się zasobach wściekłej pary mógł mieć Leviathan, którego silne ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa, a płuca płonęły toksycznym oparem, którego nie dało się wykaszleć, kładąc go na kolana, zmuszając do przylgnięcia do zimnej posadzki tej upiornej sauny utworzonej z demonicznych ropuszych wydzielin zmieszanych z silnie zmineralizowaną solanką. Rowle nie mógł być pewien, czy zmierza już w dobrą stronę, choć czuł, poczuł na skórze niewielki ciągnący poziomo podmuch powietrza, podmuch nadziei.
Zdał sobie sprawę, że czuje też drżenie.
Wszystko.
Drżało.
A potem nastąpiła grzmiąca kakofonada dźwięków słyszalna zarówno stojącym na górze schodów mężczyznom, jak i leżącemu na dole, niedaleko tych samych schodów magowi: pękających i wpadających do bulgoczącej wody płytek, przewracanych mebli, grzmotu osuwającej się ziemi. Utworzona dziura, stała się ogromnym "odpływem" zabierającym wodę i toksyczne opary w nieokreślony mrok, wpadały tam płytki i mozaiki. Trzęsienie ziemi trwało, a rosnąca wyrwa w środku niedawnego basenu solankowego mogła lada moment pochłonąć całą podłogę włączając w to oblepionego wodą Leviathana. Dodatkowo - czego nie mogli wykluczyć - sufit mógł ostatecznie tego nie wytrzymać.