03.07.2026, 22:01 ✶
Odys posiadał ten szczególny dar, którego nie sposób było wyuczyć się z podręczników anatomii ani nabyć podczas wieloletniej praktyki uzdrowiciela. Dostrzegł niewypowiedziane wyrzuty skierowane pod adresem ich ojca. W związku z tym, nie umknęło mu również pęknięcie w postawie brata.
Ku własnemu zaskoczeniu poczuł litość.
Byli przecież synami tego samego człowieka, ale nie tej samej kobiety, jednakże więź krwi wydawała się jedynym darem, którego William Fawley nigdy nie potrafił zatruć do końca. Ojciec nie zasługiwał nawet na pogardę, ponieważ ta zakładała, że jej przedmiot pozostawał wart odrobiny emocji.
Początkowo chciał zbyć życzenia urodzinowe. Jak można było świętować dzień, w którym zostało się wydanym na świat? Othello był natomiast jednym z nich, skinął więc głową bratu.
Odys odprowadził wzrokiem siostrę, kiedy weszła do jadalni z papierową pewnością siebie. Krótka sukienka wywołała w nim uniesienie brwi. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz widział bliźniaczkę ubraną w coś, co nie sprawiało wrażenia laboratoryjnego fartucha w cywilnej odsłonie. Gdy postawiła na stole cydr, przez krótką chwilę nawet uwierzył, że tego wieczoru mogliby zachowywać się jak zwyczajna rodzina. Ta myśl umarła szybko.
— Wszystkiego najlepszego, Odile. Nie przyniosłem ci prezentu. Uznałem, że perspektywa spędzenia wieczoru w naszym towarzystwie będzie karą wystarczająco dotkliwą, aby odkupić wszystkie grzechy, których dopuściłaś się przez minione dwanaście miesięcy — wyszczerzył się jak kot. Prezent spoczywał bezpiecznie ukryty, starannie zapakowany, jednakże Odys prędzej wrzuciłby go do kominka niż wręczył siostrze pod czujnym spojrzeniem ich ojca.
— Zdaje się, że jesteśmy w komplecie — odparł, kiedy powiódł wzrokiem po zebranych. — Czy też los postanowił wystawić nas jeszcze na próbę i oczekujemy kolejnego gościa?
Ku własnemu zaskoczeniu poczuł litość.
Byli przecież synami tego samego człowieka, ale nie tej samej kobiety, jednakże więź krwi wydawała się jedynym darem, którego William Fawley nigdy nie potrafił zatruć do końca. Ojciec nie zasługiwał nawet na pogardę, ponieważ ta zakładała, że jej przedmiot pozostawał wart odrobiny emocji.
Początkowo chciał zbyć życzenia urodzinowe. Jak można było świętować dzień, w którym zostało się wydanym na świat? Othello był natomiast jednym z nich, skinął więc głową bratu.
Odys odprowadził wzrokiem siostrę, kiedy weszła do jadalni z papierową pewnością siebie. Krótka sukienka wywołała w nim uniesienie brwi. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz widział bliźniaczkę ubraną w coś, co nie sprawiało wrażenia laboratoryjnego fartucha w cywilnej odsłonie. Gdy postawiła na stole cydr, przez krótką chwilę nawet uwierzył, że tego wieczoru mogliby zachowywać się jak zwyczajna rodzina. Ta myśl umarła szybko.
— Wszystkiego najlepszego, Odile. Nie przyniosłem ci prezentu. Uznałem, że perspektywa spędzenia wieczoru w naszym towarzystwie będzie karą wystarczająco dotkliwą, aby odkupić wszystkie grzechy, których dopuściłaś się przez minione dwanaście miesięcy — wyszczerzył się jak kot. Prezent spoczywał bezpiecznie ukryty, starannie zapakowany, jednakże Odys prędzej wrzuciłby go do kominka niż wręczył siostrze pod czujnym spojrzeniem ich ojca.
— Zdaje się, że jesteśmy w komplecie — odparł, kiedy powiódł wzrokiem po zebranych. — Czy też los postanowił wystawić nas jeszcze na próbę i oczekujemy kolejnego gościa?
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób