04.07.2026, 14:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2026, 14:46 przez Othello Fawley.)
Othello nie wstydził się swej przeszłości, bowiem jako księgowy w Zamtuzie radził sobie wyjątkowo dobrze. Nigdy nie pomylił się we wpisywaniu do tabelek odpowiednich kwot czy nazwisk. Liczył w pamięci niczym to mugolskie urządzenie, którego nazwa zawsze wypadała mu z głowy.
Nie, nie, chodziło o matkę. O starą dobrą Baronessę, kobietę o stalowym spojrzeniu, która mogłaby w swej stanowczości mierzyć się z czystokrwistymi surowymi szlachciankami. Każde słowo, każda jadowita nuta w tonie głosu oceniała Othella, zazwyczaj uznając go za słabego, za niewystarczającego. Nigdy nie wystarczał. Skąd jednak Woody Tarpaulin miał to wiedzieć? Nie mógł.
– Proszę mi wybaczyć, panie Tarpaulin – Othello strzepnął z ramienia nieistniejący pyłek kurzu. – Kto widział od wewnątrz działanie Kościanego Zamtuza, ten może mieć zgoła mniej pochlebną opinię na temat tego… przybytku.
Kiedy otrzymał ostateczną ofertę, uniósł brodę i zmrużył lekko oczy. Stworzenie świeczki w kształcie kobiecej piersi nie było szczególnie wymagające. Kształt był raczej prosty, łatwiejszy w wykonaniu niż docelowy. Wymagał trochę pracy z ustawieniem odpowiednich form. I spodziewał się, po zobaczonym wcześniej rysunku, że pierś ta miałaby nie odzwierciedlać doskonale proporcji kobiecego ciała, a je w pewnym stopniu… podkreślić. A co jeśli zgadzając się na stworzenie kolejnego rodzaju świeczki, wpisywał się w trend ogólnego obłędu zapoczątkowanego przez Charlesa Mulcibera? Cóż, szaleństwo nie było takie straszne, byle nie wiązać tego z osobą Othella. Na szczęście natura owego interesu służyła anonimowości.
Fawley podniósł się z miejsca, zmierzył mężczyznę nieodgadnionym, odrobinę groźnym spojrzeniem. Cienie rzucane przez stojącą na biurku świecę (normalnego kształtu) zatańczyły na jego twarzy, nadając jej lekko nieludzki wygląd.
– Wygląda na to, panie Tarpaulin, że mamy, jak to pan mówi, deal – rzekł grzecznie, sucho. Brakowało tylko, by się uśmiechnął. To by jednak było zbyt przerażające. Uścisnął swą zimną, trupią dłonią rękę Woody'ego.
Niniejszym umowa została zawarta.
Nie, nie, chodziło o matkę. O starą dobrą Baronessę, kobietę o stalowym spojrzeniu, która mogłaby w swej stanowczości mierzyć się z czystokrwistymi surowymi szlachciankami. Każde słowo, każda jadowita nuta w tonie głosu oceniała Othella, zazwyczaj uznając go za słabego, za niewystarczającego. Nigdy nie wystarczał. Skąd jednak Woody Tarpaulin miał to wiedzieć? Nie mógł.
– Proszę mi wybaczyć, panie Tarpaulin – Othello strzepnął z ramienia nieistniejący pyłek kurzu. – Kto widział od wewnątrz działanie Kościanego Zamtuza, ten może mieć zgoła mniej pochlebną opinię na temat tego… przybytku.
Kiedy otrzymał ostateczną ofertę, uniósł brodę i zmrużył lekko oczy. Stworzenie świeczki w kształcie kobiecej piersi nie było szczególnie wymagające. Kształt był raczej prosty, łatwiejszy w wykonaniu niż docelowy. Wymagał trochę pracy z ustawieniem odpowiednich form. I spodziewał się, po zobaczonym wcześniej rysunku, że pierś ta miałaby nie odzwierciedlać doskonale proporcji kobiecego ciała, a je w pewnym stopniu… podkreślić. A co jeśli zgadzając się na stworzenie kolejnego rodzaju świeczki, wpisywał się w trend ogólnego obłędu zapoczątkowanego przez Charlesa Mulcibera? Cóż, szaleństwo nie było takie straszne, byle nie wiązać tego z osobą Othella. Na szczęście natura owego interesu służyła anonimowości.
Fawley podniósł się z miejsca, zmierzył mężczyznę nieodgadnionym, odrobinę groźnym spojrzeniem. Cienie rzucane przez stojącą na biurku świecę (normalnego kształtu) zatańczyły na jego twarzy, nadając jej lekko nieludzki wygląd.
– Wygląda na to, panie Tarpaulin, że mamy, jak to pan mówi, deal – rzekł grzecznie, sucho. Brakowało tylko, by się uśmiechnął. To by jednak było zbyt przerażające. Uścisnął swą zimną, trupią dłonią rękę Woody'ego.
Niniejszym umowa została zawarta.
Koniec sesji
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.