04.07.2026, 17:33 ✶
– Och… statek oczywiście, jesteś więc absolutnie w najwłaściwszym miejscu. – Zatarł ręce, a potem roześmiał się serdecznie i ponownie skłonił się przed nią lekko wskazując dłonią drzwi. – Cóż… Nie do końca najwłaściwszym, tak na prawdę. Właściwy Departament, właściwe biuro, nie to pomieszczenie. Archiwum z księgami portowymi mamy kawałek drogi stąd. Zapraszam moja piękna pani.
Ruchem dłoni wprawił klamkę w ruch (owszem popisywał się) i otworzył przed Victorią drzwi, któe przed momentem zamknęli. Pożegnali się z Jonathanem i ruszyli eleganckim, bogato zdobionym korytarzem prowadzącym do jego gabinetu. Anthony był estetą i choć nie lubił za bardzo sztuk wizualnych ze wzglądu na własną ułomność oczu, zlecił po objęciu stanowiska freski, które prezentowały alegorie bóstw handlarzy i kupców, rozmawiające i umawiające się na kolejne umowy. Przed ścianami stały biurka specjalistów, czasami między mitycznymi postaciami widać było drzwi do gabinetów osób zarządzających podzespołami. Tym samym korytarzem Victoria przyszła, teraz wracali nim ku głównej "ogólnej" sali, gdzie stażyści i urzędnicy pełniący funkcję urzędników przekopywali się przez tonę biurokratycznej papeterii na zawalonych reklamacjami i raportami biurkach. Nim jednak do niej dotarli, odbili w lewo, wąskim korytarzykiem do archiwum. Anthony dysponował pękiem kluczy (normalnie będącym pod opieką Jonathana, gdyż to jego zastępca zdecydowanie częściej przebywał przed Spaloną Nocą w biurze), a gdy znalazł właściwy z zadowoleniem dopasował go do zamka, pozwalając pokojowi za skrzydłem na wiedzę, że potrzebują informacji o statku. Jakimś statku.
– Właściwie cieszy mnie Twoja obecność, miałem po balu pisać, gdyż pojawiły się nowe ogrodowe okoliczności warte porozmawiania – choć jego oczy lśniły tą samą ekscytacją, ton spoważniał, podobnie jak jego mikroekspresja. – Rozwiążmy te supełki jednak jeden po drugim… Jaki statek? Skąd wieści o nim? Każda informacja może być na wagę złota. – Mimowolnie postukał się po swoim złocistym sygnecie, który jak na zawołanie zmienił swój grawer z symbolu OMSHMu na prostą szalkową wagę. Choć pochodzenie tego pierścienia i jego symbolika były absolutnie inne, tak teraz niewątpliwie pasowało mu to do roztaczanej opowieści tak wybornie, że nie mógł powstrzymać gestu. Rozejrzał się po wąskim pomieszczeniu, które zamiast ścian miały ciągnące się regały ksiąg, akt i wykazów. Nawet się uśmiechnął na to zadanie, z rozrzewnieniem wspominając swój własny staż. Strzyknął kośćmi w dłoniach, szykując się do urzędniczego śledztwa, w pełni świadomy, że w razie własnego niepowodzenia, mógł poprosić o analizę danych kogokolwiek, zaczynając od swojego asystenta, który ostatnie lata spędził w Magicznym Urzędzie Celnym. Teraz jednak był pełen sił witalnych i przekonania o własnych możliwościach. Toczące się po żyłach endorfiny szeptały mu do ucha, że niema dlań zadań niemożliwych.
Ruchem dłoni wprawił klamkę w ruch (owszem popisywał się) i otworzył przed Victorią drzwi, któe przed momentem zamknęli. Pożegnali się z Jonathanem i ruszyli eleganckim, bogato zdobionym korytarzem prowadzącym do jego gabinetu. Anthony był estetą i choć nie lubił za bardzo sztuk wizualnych ze wzglądu na własną ułomność oczu, zlecił po objęciu stanowiska freski, które prezentowały alegorie bóstw handlarzy i kupców, rozmawiające i umawiające się na kolejne umowy. Przed ścianami stały biurka specjalistów, czasami między mitycznymi postaciami widać było drzwi do gabinetów osób zarządzających podzespołami. Tym samym korytarzem Victoria przyszła, teraz wracali nim ku głównej "ogólnej" sali, gdzie stażyści i urzędnicy pełniący funkcję urzędników przekopywali się przez tonę biurokratycznej papeterii na zawalonych reklamacjami i raportami biurkach. Nim jednak do niej dotarli, odbili w lewo, wąskim korytarzykiem do archiwum. Anthony dysponował pękiem kluczy (normalnie będącym pod opieką Jonathana, gdyż to jego zastępca zdecydowanie częściej przebywał przed Spaloną Nocą w biurze), a gdy znalazł właściwy z zadowoleniem dopasował go do zamka, pozwalając pokojowi za skrzydłem na wiedzę, że potrzebują informacji o statku. Jakimś statku.
– Właściwie cieszy mnie Twoja obecność, miałem po balu pisać, gdyż pojawiły się nowe ogrodowe okoliczności warte porozmawiania – choć jego oczy lśniły tą samą ekscytacją, ton spoważniał, podobnie jak jego mikroekspresja. – Rozwiążmy te supełki jednak jeden po drugim… Jaki statek? Skąd wieści o nim? Każda informacja może być na wagę złota. – Mimowolnie postukał się po swoim złocistym sygnecie, który jak na zawołanie zmienił swój grawer z symbolu OMSHMu na prostą szalkową wagę. Choć pochodzenie tego pierścienia i jego symbolika były absolutnie inne, tak teraz niewątpliwie pasowało mu to do roztaczanej opowieści tak wybornie, że nie mógł powstrzymać gestu. Rozejrzał się po wąskim pomieszczeniu, które zamiast ścian miały ciągnące się regały ksiąg, akt i wykazów. Nawet się uśmiechnął na to zadanie, z rozrzewnieniem wspominając swój własny staż. Strzyknął kośćmi w dłoniach, szykując się do urzędniczego śledztwa, w pełni świadomy, że w razie własnego niepowodzenia, mógł poprosić o analizę danych kogokolwiek, zaczynając od swojego asystenta, który ostatnie lata spędził w Magicznym Urzędzie Celnym. Teraz jednak był pełen sił witalnych i przekonania o własnych możliwościach. Toczące się po żyłach endorfiny szeptały mu do ucha, że niema dlań zadań niemożliwych.