Czy to była jej wina? Nie nazwałaby tego tak, ale też nie wiedziała, jakie argumenty Rookwoodowie przedstawili jej rodzinie na zerwanie tego układu, o ile jakieś w ogóle. Victoria wiedziała co się stało od drugiej strony: miłosny rytuał Beltane zamieszał w relacji jej i Sauriela i choć nie powinno to mieć znaczenia, biorąc pod uwagę, że i tak byli zaręczeni, to dla wampira miało to znaczenie ogromne. A później, z zupełnie innego powodu próbował wyjść na słońce. I niedługo później zdołał namówić ojca do zerwania tych zaręczyn. Może i tak, może i Victoria była tego powodem, choć wiedziała, że w głowie Sauriela wyglądało to tak, że nie chciał jej skazywać na siebie i cały ten syf, który ze sobą niósł. Tyle, że nie zapytał jej nawet o zdanie o to, co ona o tym myśli.
Wpatrywała się przez moment w Dægberhta, w emocje, jakie wypłynęły na jego piękną twarz. Nie rozumiała ich, a przecież powinna. Nie było już uśmiechu. A Victoria ostatecznie westchnęła.
– Tak, chociaż to nie takie proste jak myślisz – powiedziała, patrząc na chwilę gdzieś w bok. – Sauriel został przemieniony w wampira – powiedziała w końcu i ponownie spojrzała na Flinta. Nie było tu mowy o klasycznym zakładaniu rodziny, o dzieciach i tak dalej. Ale tak, zależało jej na nim. I to w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym. Zależało jej, martwiła się, chociaż w głębi duszy wiedziała, że to nie wyjdzie i prędzej czy później ta bańka po prostu pęknie. I gdyby ktoś jej powiedział, że za miesiąc będzie próbowała jakoś zadusić ból po nieudanym związku, to byłaby w stanie w to uwierzyć.
Uśmiechnęła się za to słysząc, że Abigail jest coraz bardziej samodzielna, nie odczuwając w tym niczego negatywnego, w przeciwieństwie do Berhta.
– Nie musisz się tłumaczyć, naprawdę. Rozumiem – odparła i odłożywszy swoją filiżankę wstała, by uwolnić przyjaciela od kota, który ewidentnie lgnął do ciepła, którego nie mogła dać Victoria. Nie przejmowała się tym, że to spowoduje gwałtowną zmianę pozycji i po prostu bezceremonialnie złapała Lunę i przytuliła ją do siebie. – Chodź tu, łobuzie – mruknęła do kici, która mruczała sobie cicho, najwyraźniej zadowolona z atencji. – Dziękuję za ten syrop – dodała uśmiechając się do Flinta.