Tak jej się wydawało, że to właściwy departament, bo co prawda statek mógł służyć głównie do transportu ludzi, to jednak najprawdopodobniej płynął z Francji (a przynajmniej coś takiego powiedział jej Laurent), więc wchodziło to na tematy międzynarodowe, a i istniała duża szansa, że i handlowe. Oczywiście to wszystko to był strzał, może ślepy, może nie, ale trochę już kończyły się Victorii opcje i należało sprawdzić wszystkie niteczki wątku, jakie pozostały, bo a nuż doprowadzą do kłębka i rozwiązania tej całej zagadki.
Magię bezrózdżkową w akcji widziała wiele razy w wykonaniu Sauriela, pamiętała zresztą, jak Anthony ćwiczył w sierpniu, więc nawet nie mrugnęła, ani nie westchnęła zaskoczona, gdy otworzył drzwi ot tak, bez wyciągnięcia różdżki. Więc kiwnęła jeszcze do Jonathana, pożegnała się i wyszli, rada, że udało jej się złapać Shafiqa, a poza tym ewidentnie był wstanie pomóc, oraz co najważniejsze, miał na to czas w swoim z pewnością napiętym grafiku.
– Wydajesz się w dobrym humorze – zagaiła po drodze do archiwum, dokąd prowadził ich Anthony. – Rozumiem, że się układa? – nie miała pojęcia, że randka z sierpnia już nieaktualna. Że kto inny rozświetlał jego dni. I że był to mężczyzna. Nic a nic nawet nie podejrzewała, a zresztą jakie by to miało mieć znaczenie… Chyba każdy w tych ponurych dniach pragnął czegoś, co sprawi, że nabiorą one sensu. Victoria wyglądała do tych promieni słońca nieco nieśmiało, przygnieciona sercowymi niepowodzeniami, ale nie całkowicie zrażona.
– Ogrodowe okoliczności? Masz moją uwagę – stwierdziła z zastanowieniem, bo rzeczywiście to wyostrzało uwagę Victorii, nawet tak zmęczonej i niewyspanej, jak teraz. – No dobrze, jaki statek… To może zacznijmy od początku. Dwie znane mi osoby doświadczyły wizji związanej ze statkiem po tym, jak weszły do oranżerii i zobaczyły samotny kwiat róży w bardzo starej donicy. Jedna z tych osób był Laurent i akurat przy tym byłam, opowiadał mi chwilę później, co zobaczył. Był sztorm, a koronnym punktem tej wizji było coś związanego z kufrem albo walizką z symbolem kruka, które trzeba było ocalić, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Laurent twierdził, że to w ten sposób róże mogły się dostać do Anglii i że statek płynął najprawdopodobniej z Francji, możliwe że kilka wieków temu, ale to może być przesadzone, z tymi wiekami. I że reszta tej wizji była rozmazana, że najważniejsze były te uczucia i obrazy, które zobaczył. A druga osoba… - Victoria uniosła dłoń, w której ciągle ściskała kopertę, która teraz otworzyła i wyciągnęła włożoną do niej wiadomość. – Druga osoba napisała do mnie list. Moja droga – zaczęła czytać na głos. – Znalazłem się dzisiaj w ogrodach Maida Vale, w których doszło do fenomenu, o którym zapewne już słyszałaś, ale być może zainteresuje cię coś, czego doświadczyłem, przebywając na miejscu. Dotykając jednego z kwiatów, zapadłem w jakiś dziwny trans, podczas którego widziałem rejs i spostrzegłem nazwę statku, na którym płynął posiadacz zapisanego w nim wspomnienia. SS Canterbury. To może być dla was przydatny trop, bo rejsy i naprawy wszelkich statków są rejestrowane, o ile odbywa się to legalnie – skończyła i wyciągnęła do Anthonego dłoń, by sam mógł sobie odczytać nazwę statku z wiadomości. – Jest więc nazwa statku, kierunek najprawdopodobniej z Francji, raczej nic z ostatnich kilku lat, trzeba by poszukać nieco dalej – stwierdziła i westchnęła. – Co myślisz? – chciała znać jego zdanie na ten temat, na to wszystko, co udało się zebrać i jakoś złożyć do kupy.