Póki co czuła się dobrze. Czy łyk to było za mało by odczuć skutki czegoś, czego mogli dosypać do środka? Czy jego smak to był stuprocentowo cydr, czy może jednak domieszka czegoś, co miało im przytępić zmysły, albo zrobić cokolwiek innego? Póki co odpowiedzi na te pytania musiały zaczekać, bo Victoria czuła się normalnie, a jeden łyk to było za mało nawet, żeby odczuć skutki alkoholu.
– Wydaje mi się, że tych tablic tam w ogóle nie było, bo my żadnych nie widzieliśmy – odpowiedziała dziewczynie, wciąż nie zabierając dłoni spod dotyku Christophera, natomiast informacja o tym, że auto im się zepsuło i Stary Tom, ten sam, który niby miałby im załatwić paliwo, musiał je naprawiać, sprawiło, że Victoria uśmiechnęła się nieco szerzej. – Jak pech to pech – stwierdziła. – Viki, miło poznać. A to Chris – nie był to rzecz jasna żaden pech, co do tego była całkowicie przekonana, a zwykłe ludzkie skurwysyństwo. I Victoria również miała nadzieję, że jednak nie całe miasteczko jest zamieszane w cały ten proceder z potworem i znikającymi ludźmi, ale… skoro Emily była tutaj tylko pół roku, to może… Może nic nie wiedziała. Victoria posłała jej nieco współczujący uśmiech, gdy ta powiedziała o ojcu i że za kilka dni ma urodziny, i w jakiś sposób zrobiło jej się szkoda. Na szczęście Christopher wtrącił się w tę rozmowę, dając Victorii jeszcze chwilę na to, by upić kolejny łyk cydru i samej sięgnąć po widelec.
Miejscowa opowieść i żelazo, które ma chronić. Cóż, tak, żelazo chroniło, było świetne do przeganiania duchów chociażby. Ale może ten potwór z pola był wrażliwy na żelazo, a nie na srebro, więc srebrne kule nie miały mu co zrobić…? Nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo Emily właśnie została zawołana przez ciotkę, zostawiając Chrisa i Victorię na chwilę samych.
– Żelazo – powiedziała do niego krótko, zniżając głos do szeptu, ciągle się jednak do niego uśmiechała, jakby ktoś miał na nich spojrzeć. – Może to jego słabość – dodała, nabijając sobie kawałek dorodnego pomidora na widelec. – W tym miasteczku jest chyba zbyt idealnie – stwierdziła poza tym. „Niezwykłe miejsce”, bez biedy i śmierci. Nie wierzyła w to. – I już wszyscy wiedzą o tym paliwie – nie patrzyła teraz na Chrisa, „zajęta” swoim talerzem i przystawką, ale była pewna, że połączy kropki. O tak, z pewnością będą teraz majstrować przy samochodzie, który wypożyczyli, mogłaby się o to założyć, że robili teraz wszystko, byle ich spowolnić. Ale co się zmieniło? Coś musiało się stać pod tym drzewem, coś… Victoria nie umiała tego złapać, jeszcze nie teraz.