Wcale nie dziwiło jej, że droga do domu przebiegła całkiem spokojnie, w taką pogodę mało kto wybierał szlajanie się po mieście, bez względu na to jak złych zamiarów by nie miał. Aura nie zachęcała do wyściubiania nosa poza ściany mieszkania. Deszcz nie przestawał padać, miała wrażenie, że z każdą minutą krople wody które na nich spadały były coraz bardziej gęste. Jesień w pełnej krasie. Dotarli pod ich dom, nie umknęło jej to, że Benjy jeszcze rozejrzał się za nimi jak to miał w zwyczaju, pokręciła tylko głową do siebie, pewnych nawyków nie dało się zmienić, w sumie to było całkiem urocze, że aż tak dbał o ich bezpieczeństwo. Wokół było cicho i pusto, w sumie nie, aż tak cicho, bo krople deszczu całkiem intensywnie uderzały o chodniki i ulicę, ale chyba nawet duchy nie zamierzały niepokoić nikogo swoją obecnością. Światła latarni ledwie przebijały się przez ten gęsty deszcz. Prue poprawiła swój kaptur, końcówki jej włosów były przemoczone, kaptur nie do końca był w stanie w pełni ochronić ją przed deszczem. Urok jesieni, czy coś.
Znaleźli się w końcu przed drzwiami, które Benjy otworzył po krótkiej walce z zamkiem, ten swoje lata świetności zdecydowanie miał już za sobą - zamek, nie jej mąż. Weszła do środka, kiedy ten otworzył drzwi, gdy tylko przekroczyła próg zsunęła z głowy kaptur, sam też przesunęła się w głąb przedpokoju, aby i jej mąż mógł wejść do środka. Odetchnęła głęboko, znaleźli się w końcu u siebie, było tu całkiem ciepło i przytulnie, zwłaszcza w porównaniu do tego, co działo się na zewnątrz. Przywykła już do tego, że dom jej babci stał się ich miejscem, zupełnie nie brakowało jej mieszkania na Horyzontalnej, w sumie mówiono, że dom to ludzie, a nie mury, a że tutaj zamieszkała z miłością swojego życia to była w stanie uwierzyć w tę tezę.
- Wolałabym jednak tego uniknąć, nie są zbyt przyjemne w obyciu, chociaż na pewno by się tutaj odnalazły. - Spojrzała jeszcze na kałużę pod butami Benjy'ego. Wnieśli ze sobą do środka odrobinę jesiennego chłodu, na szczęście nie wydawało jej się, aby miał podążyć za nimi w głąb domu. Również zdjęła z ramion płaszcz i zsunęła swoje pantofelki ze stóp, nie były dobrym wyborem na ten dzień, stopy również odrobinę jej przemokły. Dzisiejsze warunki zdecydowanie nie należały do najprzyjemniejszych jeśli chodziło o spacery.
Nim ruszyła w głąb domu otaksowała jeszcze spojrzeniem Benjy'ego od stóp do głów, standardowo - sprawdzała, czy był cały i zdrowy i wyjątkowo nawet miała ku temu powód, w sumie to ona była tym powodem i to, że dość mocno mu wcześniej przyłożyła. Wyglądał nie najgorzej - przynajmniej na pierwszy rzut oka, zresztą nawet przez chwilę nie wierzyła w to, że byłaby w stanie go trwale uszkodzić, tylko odrobinę się z nim droczyła.
- Te kałuże nam nie uciekną, nie sądzę, aby błotoryje były w stanie wprowadzić się tu w jedną noc, może zostawimy to na jutro? - Wolałaby zdecydowanie znaleźć się teraz w ciepłym salonie, najlepiej pod jakimś kocem z kubkiem czegoś ciepłego w dłoni. Była zmęczona, pogoda mimo wszystko robiła swoje.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control