06.07.2026, 14:23 ✶
Sophie westchnęła tylko cicho, ale zaraz na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Sięgnęła po filiżankę z herbatą.
-Wuju, jesteś strasznie uparty.- Pokręciła lekko głową i oparła się wygodniej o oparcie fotela. Wskazała dłonią w stronę ciasta i pozostałych smakołyków, które przed chwilą przyniosła skrzatka, zachęcając Richarda, żeby się poczęstował.
-Dziękuję, że mnie wtedy usprawiedliwiłeś.- Przyznała po chwili.-Nie czułam się najlepiej i… chyba nawet nie odpisałam Scarlett. Bałam się, że będzie próbowała przekonać mnie do przyjścia. A ja naprawdę nie miałam na to siły…- Ostatnie zdanie wypowiedziała z wyraźnym zakłopotaniem.
Opuściła na moment wzrok, obracając naczynie w dłoniach, jakby było jej trochę głupio, że zwyczajnie zignorowała kuzynkę. Nie zrobiła tego jednak w złej wierze. Była w żałobie i w tamtym momencie było jej ciężko. Nie miała własnych dzieci ani mamy, czy młodszego rodzeństwa dla którego musiała być silna. Wybrała więc samotność.
Na wspomnienie Yule jej mina jednak od razu się rozjaśniła.
-Hmm… czemu nie?- Odparła po krótkim namyśle.-Myślę, że do tego czasu będę już gotowa. Napiszę do Scarlett, przeproszę ją. I dobrze sobie radzę. Zaraz wszystko Ci pokaże, wuju.
Później rozmowa potoczyła się już znacznie swobodniej. Sophie bez oporów odpowiadała na kolejne pytania Richarda, opowiadała o remoncie, planach związanych z butikiem i z wyraźną dumą zaprowadziła go do swojej pracowni krawieckiej. Pokazała nowe maszyny, bele materiałów, szkice przypięte do tablicy i ubrania nad którymi ostatnio pracowała.
Wcale nie spieszyło jej się z końcem wizyty. Wręcz przeciwnie. Jeśli krewniak miał ochotę zostać z nią do wieczora, z pewnością zauważył, że sprawiłoby jej to szczerą przyjemność.
Unikała jedynie rozmów o Robercie. Żałoba nadal jej towarzyszyła, jednak nie odbierała jej sił do życia. W bardzo młodym wieku została sierotą i los zmusił ją, by w końcu dorosła. Nie było już nikogo, kto mógłby prowadzić ją za rękę…
-Wuju, jesteś strasznie uparty.- Pokręciła lekko głową i oparła się wygodniej o oparcie fotela. Wskazała dłonią w stronę ciasta i pozostałych smakołyków, które przed chwilą przyniosła skrzatka, zachęcając Richarda, żeby się poczęstował.
-Dziękuję, że mnie wtedy usprawiedliwiłeś.- Przyznała po chwili.-Nie czułam się najlepiej i… chyba nawet nie odpisałam Scarlett. Bałam się, że będzie próbowała przekonać mnie do przyjścia. A ja naprawdę nie miałam na to siły…- Ostatnie zdanie wypowiedziała z wyraźnym zakłopotaniem.
Opuściła na moment wzrok, obracając naczynie w dłoniach, jakby było jej trochę głupio, że zwyczajnie zignorowała kuzynkę. Nie zrobiła tego jednak w złej wierze. Była w żałobie i w tamtym momencie było jej ciężko. Nie miała własnych dzieci ani mamy, czy młodszego rodzeństwa dla którego musiała być silna. Wybrała więc samotność.
Na wspomnienie Yule jej mina jednak od razu się rozjaśniła.
-Hmm… czemu nie?- Odparła po krótkim namyśle.-Myślę, że do tego czasu będę już gotowa. Napiszę do Scarlett, przeproszę ją. I dobrze sobie radzę. Zaraz wszystko Ci pokaże, wuju.
Później rozmowa potoczyła się już znacznie swobodniej. Sophie bez oporów odpowiadała na kolejne pytania Richarda, opowiadała o remoncie, planach związanych z butikiem i z wyraźną dumą zaprowadziła go do swojej pracowni krawieckiej. Pokazała nowe maszyny, bele materiałów, szkice przypięte do tablicy i ubrania nad którymi ostatnio pracowała.
Wcale nie spieszyło jej się z końcem wizyty. Wręcz przeciwnie. Jeśli krewniak miał ochotę zostać z nią do wieczora, z pewnością zauważył, że sprawiłoby jej to szczerą przyjemność.
Unikała jedynie rozmów o Robercie. Żałoba nadal jej towarzyszyła, jednak nie odbierała jej sił do życia. W bardzo młodym wieku została sierotą i los zmusił ją, by w końcu dorosła. Nie było już nikogo, kto mógłby prowadzić ją za rękę…