Można było mówić bardzo wiele o nagłej i dość nienaturalnej gościnności mieszkańców miasteczka, ale jedzenie, jakie im zaserwowano, było naprawdę dobre. Przynajmniej jedno z lepszych, jakie Victoria jadła w swoim życiu, ale czy warte tego, by było tym ostatnim…? Może niektóre z ofiar myślały sobie, że trafili na jakąś nadwyżkę jedzenia, jaką mieli w Towens, albo że aż tak ich polubiono, ale Victoria patrzyła na wszystko przez pryzmat tego, że ci wszyscy ludzie, którzy przejeżdżali tędy w październiku i kwietniu, po prostu rozpływali się w powietrzu, a w rzeczywistości atakował ich strach… Patrzyła na te nieszczere uśmiechy i na to, jak bardzo mieszkańcy wychodzili z siebie, żeby ich zatrzymać w zajeździe, co i rusz wynajdując nowy do tego pretekst, a było to tym trudniejsze do zniesienia, że nie mogli wyjść z roli. Nawet spacer po miasteczku nie zapewniał pełni prywatności, bo chociaż mogli porozmawiać po cichu, to jednak byli obserwowani.
Mieszkańcy miasteczka naprawdę wychodzili z siebie, żeby przetrzymać ich do zmierzchu, na który o tej porze roku na ich szczęście nie trzeba było czekać do późnej nocy.
– Możemy strzelać – odparła na pomruk Chrisa, odnośnie gwoździ w oponach, gdy już znaleźli się w samochodzie, w końcu całkowicie sami. – Mnie zastanawia czy nie zrobili z tym samochodem czegoś więcej, żebyśmy się musieli zatrzymać we właściwym miejscu. Pamiętasz? Tamta para mówiła, że chyba nawaliło im coś w samochodzie, to chyba nie były tylko gwoździe – dodała i oparła się łokciem o drzwi, odwracając jednak do Chrisa, żeby widzieć jego minę. – Wiesz, może nie zaszkodzi… Po coś muszą wszędzie wbijać te gwoździe, chociaż chyba te wbite w opony nie bardzo zadziałały. Może to musi być żelazo wbite w drewno, albo konkretnie w drzwi – jak zawsze strumień jej myśli, kiedy się nad czymś głębiej zastanawiała, był obfity. – Możemy je wbić w te drzwi, co za różnica – to i tak nie było ich auto, wliczali od początku, że je porzucą, stąd ta cała maskarada przy jego wypożyczeniu. – Jak się w ogóle czujesz po tym jedzeniu? – na początku w końcu myśleli, że mogą coś do niego dodawać, ale chyba jednak nic takiego nie miało miejsca. A przynajmniej Victoria nie czuła się ociężała albo jakby nogi miały jej odmówić posłuszeństwa, chociaż może była minimalnie senna, ale wydawało jej się, że chodzi po prostu o ilość tego jedzenia.