07.07.2026, 20:23 ✶
Pozwoliła, by jej spojrzenie przebiegając z boku krawędzi kartek z notatkami osunęło się na sylwetkę przykucniętej przy granicy martwej strefy wiedźmy. Nie skupiła go jednak na czynności. Jej uwagę przykuło to w jaki sposób kolorystyka jej postaci odznacza się na tle martwej strefy. Jakby kawałek kniei sięgał ku ciemnej polanie.
— Skoro ty dostrzegasz tu życie, moja droga, to z pewnością jakieś tu drzemie — rzuciła miękko, na tyle cicho, że mógł to być komentarz skierowany do niej samej, a który tylko przypadkiem wymknął się wargom. - Niemniej… — Uniosła wymownie brwi, zerkając na trzymane w ręku notatki. — Podania, poza swoją irytującą tendencją do rozwadniania faktów, są również wyjątkowo skąpe w tak nieistotne szczegóły jak sposób oznaczenia środka… i kilka innych drobnostek.
Na ciche pytanie o narzędzia, panna Burke uśmiechnęła się dobrodusznie. W tym uśmiechu kryła się pewna młodzieńcza satysfakcja kogoś, kto bezkarnie nurza się w ulubionej grze. I do tego zamierza zaprezentować całkiem nowe zabawki. Zgrabnym ruchem schowała notatki i z wnętrza torby wydobyła nowy przyrząd. Niewielki obiekt przypominał szpulkę cienkiego sznurka połączoną z rękojeścią różdżki, dziobem ptaka oraz niewielkiego mosiężnego zegara o dwóch błyszczących wskazówkach.
Chwyciła dwoma palcami metalową końcówkę i z cichym, metalicznym kliknięciem rozwinęła sznurek na długość ramienia. Przechyliła przyrząd tarczą w stronę Helloise, prezentując jej dość prostą magi-mechaniczną konstrukcję. — Mała wskazówka pokazuje ilość rozwiniętych jardów, duża odmierza cale — wyjaśniła pozornie rzeczowym i nonszalanckim tonem w którym wyraźnie przebijała się rosnąca ekscytacja. Puściła końcówkę sznurka i nadusiła biały dziób koło rączki. Wysunięty kawałek sznurka szybkim acz jednostajnym tempem nawinął się ponownie na szpulkę. Towarzyszył temu chrobotliwy, suchy szum, przypominający pośpieszny marsz gromadki chrabąszczy po wysuszonych liściach.
Zaraz potem, z szelmowskim uśmiechem przebijającym się na usta, Ceolsige chwyciła swoją złożoną miotłę. Płynnym ruchem nadgarstka zwolniła wewnętrzny zatrzask. Z głębokim, gardłowym kliknięciem ukryte wewnątrz sprężyny i trybiki rozłożyły drewniany trzon do pełnej długości. Impet nagłego rozłożenia i ciężar miotły szarpnął zauważalnie ramieniem paserki. Mimo to z jej twarzy nie odpływał wyraz pewnego specyficznego zadowolenia jakie szybko kwitło w niej w obliczu znajomego procesu poszukiwania skarbu.
Wyciągnęła dłoń z miotłą w stronę Helloise, a w jej błękitnych oczach błysnęła iskra nieskrępowanej ekscytacji przygodą. Jej twarzy przybierała ten szczególnie promienny wyraz, który pojawiał się przy bardziej prywatnych niż biznesowych sprawach ich regularnych spotkań.
— Polana wygląda na z grubsza okrągłą, moja droga. Miałabyś może ochotę przelecieć się ze szpulką wzdłuż obrzeża lasu? — Zaproponowała, wskazując głową ciemną linię drzew. — Ja potrzymam koniec sznurka. W momencie, gdy mierzony dystans zacznie maleć, osiągniemy maksymalną średnicę tego koła. Jak się zatrzymasz przyczepię koniec sznurka i udam się do środka. Spotkamy się w połowie średnicy. Dla pewności zmierzymy potem odcinek prostopadły.
Zrobiła krótką pauzę, przechylając głowę na bok. Jej wzrok zyskał wybitnie przekorny, zaczepny wyraz.
— Oczywiście… o ile lot przy samej granicy martwego pola i tych wszystkich wystających konarów nie jest dla Ciebie zbyt ryzykowny? — rzuciła z nutą czystej, przyjacielskiej prowokacji. Ryzyko pojawienia się widm zdawało się nie wpływać na jej działania. Jakby w ogóle go nie uwzględniała.
— Skoro ty dostrzegasz tu życie, moja droga, to z pewnością jakieś tu drzemie — rzuciła miękko, na tyle cicho, że mógł to być komentarz skierowany do niej samej, a który tylko przypadkiem wymknął się wargom. - Niemniej… — Uniosła wymownie brwi, zerkając na trzymane w ręku notatki. — Podania, poza swoją irytującą tendencją do rozwadniania faktów, są również wyjątkowo skąpe w tak nieistotne szczegóły jak sposób oznaczenia środka… i kilka innych drobnostek.
Na ciche pytanie o narzędzia, panna Burke uśmiechnęła się dobrodusznie. W tym uśmiechu kryła się pewna młodzieńcza satysfakcja kogoś, kto bezkarnie nurza się w ulubionej grze. I do tego zamierza zaprezentować całkiem nowe zabawki. Zgrabnym ruchem schowała notatki i z wnętrza torby wydobyła nowy przyrząd. Niewielki obiekt przypominał szpulkę cienkiego sznurka połączoną z rękojeścią różdżki, dziobem ptaka oraz niewielkiego mosiężnego zegara o dwóch błyszczących wskazówkach.
Chwyciła dwoma palcami metalową końcówkę i z cichym, metalicznym kliknięciem rozwinęła sznurek na długość ramienia. Przechyliła przyrząd tarczą w stronę Helloise, prezentując jej dość prostą magi-mechaniczną konstrukcję. — Mała wskazówka pokazuje ilość rozwiniętych jardów, duża odmierza cale — wyjaśniła pozornie rzeczowym i nonszalanckim tonem w którym wyraźnie przebijała się rosnąca ekscytacja. Puściła końcówkę sznurka i nadusiła biały dziób koło rączki. Wysunięty kawałek sznurka szybkim acz jednostajnym tempem nawinął się ponownie na szpulkę. Towarzyszył temu chrobotliwy, suchy szum, przypominający pośpieszny marsz gromadki chrabąszczy po wysuszonych liściach.
Zaraz potem, z szelmowskim uśmiechem przebijającym się na usta, Ceolsige chwyciła swoją złożoną miotłę. Płynnym ruchem nadgarstka zwolniła wewnętrzny zatrzask. Z głębokim, gardłowym kliknięciem ukryte wewnątrz sprężyny i trybiki rozłożyły drewniany trzon do pełnej długości. Impet nagłego rozłożenia i ciężar miotły szarpnął zauważalnie ramieniem paserki. Mimo to z jej twarzy nie odpływał wyraz pewnego specyficznego zadowolenia jakie szybko kwitło w niej w obliczu znajomego procesu poszukiwania skarbu.
Wyciągnęła dłoń z miotłą w stronę Helloise, a w jej błękitnych oczach błysnęła iskra nieskrępowanej ekscytacji przygodą. Jej twarzy przybierała ten szczególnie promienny wyraz, który pojawiał się przy bardziej prywatnych niż biznesowych sprawach ich regularnych spotkań.
— Polana wygląda na z grubsza okrągłą, moja droga. Miałabyś może ochotę przelecieć się ze szpulką wzdłuż obrzeża lasu? — Zaproponowała, wskazując głową ciemną linię drzew. — Ja potrzymam koniec sznurka. W momencie, gdy mierzony dystans zacznie maleć, osiągniemy maksymalną średnicę tego koła. Jak się zatrzymasz przyczepię koniec sznurka i udam się do środka. Spotkamy się w połowie średnicy. Dla pewności zmierzymy potem odcinek prostopadły.
Zrobiła krótką pauzę, przechylając głowę na bok. Jej wzrok zyskał wybitnie przekorny, zaczepny wyraz.
— Oczywiście… o ile lot przy samej granicy martwego pola i tych wszystkich wystających konarów nie jest dla Ciebie zbyt ryzykowny? — rzuciła z nutą czystej, przyjacielskiej prowokacji. Ryzyko pojawienia się widm zdawało się nie wpływać na jej działania. Jakby w ogóle go nie uwzględniała.