Ah, Zachary bardzo dobrze znał te wszystkie małe druczki i jeszcze mniejsze zapiski. Sami takie stosowali od czasu do czasu w Borgin&Burkes, kiedy trafił się jakiś wybitny laik, albo ktoś próbował ich wyrolować. Trzeba było trzepać kasę na czym tylko się dało i tę taktykę rozumiał aż za dobrze. Posiadał jednak broń, której szanowny pan Tarp mógł się niekoniecznie spodziewać i nie miał zamiaru się zawahać, aby ją użyć. Ale po kolei.
Bardzo lubił tę całą obrotność Woodiego i w sumie każdego jednego pracownika Rejwachu. Z miejsca czuło się, że chce się tu wrócić i nawet nie przeszkadzał aż tak bardzo posmak starej ściery po wypiciu chociażby jednego łyku piwa. Te znamienite przyprawy gościły w każdym nokturnowym lokalu i Burke nieco się do tego przyzwyczaił, chociaż miewał takie momenty że zdarzało mu się kręcić na to nosem. Odpowiedział więc żarcikiem na dowcip, luźną pogadanką na równie luźną zaczepkę, a potem wziął łyka cienkiego piwka. Posmak brudnej szmaty. Pyszne.
— Prawda — zgodził się, kiedy już chwilę z tą zawyżoną ceną posiedział. Starał się zachować powagę i profesjonalizm, nie łapiąc się za głowę za te chore koszta, które próbowano od niego wyłudzić. — A nie, tam mnie nie było. Słyszałem tylko legendy. Parę osób także przyszło z tymi świeczkami do mojego lokalu, a teraz sam jestem zaintrygowany. Te całe afrodyzjaki i tak dalej, rozumie pan, aż zachęca do zanabycia. Czy mógłbym tę świeczuszkę sobie obejrzeć?