Prudence nigdy jakoś specjalnie nie spieszyła się do domu. W mieszkaniu przy Horyzontalnej czekał na nią zawsze wyłącznie jej szczur, który całkiem nieźle radził sobie pod jej nieobecność. Tutaj było inaczej, miała do kogo wracać, w sumie więc i dla niej było to czymś zupełnie nowym. Z poprzednim narzeczonym nie zdążyła nawet zamieszkać, nie dopuszczała praktycznie nikogo do swojego świata, to co się zmieniło to to, że zaczęli go tworzyć tutaj, w tym miejscu i podobało jej się to, jak to aktualnie wyglądało, nawet jeśli było zupełnie nowe i kosztowało ją zmianę pewnych przyzwyczajeń i przymykanie oka na te jej męża.
- Chciałbyś przeprowadzić taki eksperyment? - Fakt, być może zupełnie niepotrzebnie zakładała, że błotoryje są takie nieprzyjemne w obyciu. Nie słyszała o tym, aby ktoś z jej bliskich próbował się z jakimiś zaprzyjaźnić, więc być może jej mąż faktycznie miał rację. Czasem wystarczyło odpowiednie nastawienie, odrobina ciepła i można było zdobyć pełne zaufanie. Nie do końca wiedziała, czy mogło zadziałać to na błotoryje, ale może nie warto było ich od razu tak negatywnie oceniać? Był to zupełnie nowy punkt widzenia.
- Tak naprawdę to nigdy nie zbliżyłam się do żadnego, więc możesz mieć rację. - Jak wiadomo nawet najbardziej gruboskórne stworzenia potrafiły odpuszczać, gdy trafiły na odpowiedniego osobnika. - Nie powinnam ich tak oceniać. - Dodała jeszcze ze skruchą w głosie.
Prue lubiła porządek, sprzątanie sprawiało jej przyjemność - zazwyczaj. Dzisiaj zdecydowanie wolała z tego zrezygnować, ostatni czas był dla nich całkiem intensywny, a pogoda na zewnątrz nie zachęcała do podobnych aktywności. Mogli sobie dzisiaj to odpuścić, uśmiechnęła się, kiedy Benjy to zaakceptował.
- Być może nie najlepiej to o mnie świadczy jako o pani domu, ale jeśli mam być szczera to mi się po prostu nie chce. - Dobrze, że mieli podobne zdanie co do dzisiejszego, ewentualnego ogarniania przedpokoju. Zresztą zaraz pójdą dalej, nie będą tu zaglądać, nie będą tego widzieć, a jak będzie poza zasięgiem wzroku to tak jakby nie istniało, czyż nie?[/a]Później pozwoliła sobie dokładnie go obejrzeć, oczywiście nie robiła tego dyskretnie, przestała udawać, że nie zdarza jej od czasu do czasu tego robić, zwłaszcza w sytuacjach w których mógł nabawić się jakichś urazów.
- Nie wiem, trudno to ocenić z tej odległości. - Na pierwszy rzut oka wydawało jej się, że wszystko było w porządku, ale… mogło być różnie, wzrok nie był najlepszym zmysłem do oceny ewentualnych urazów.[/a]- Ta karta pacjenta będzie zawsze otwarta, tutaj nie ma opcji zamknięcia. - Mogło mu się to nie podobać, ale małżeństwo z uzdrowicielem niosło za sobą pakiet prywatnej opieki medycznej, całodobowy.
- albo to ja jestem niegodnym przeciwnikiem. - Nie, żeby chciała go bardziej uszkodzić, jakoś tak wyszło, że dzisiaj sprawy potoczyły się w bardzo dziwny sposób. Zresztą nadal nie mieli pewności, czy faktycznie wszystko było w idealnym porządku, bo nie widziała urazu - nie, żeby spodziewała się, iż ma tyle siły, żeby zrobić mu faktyczną krzywdę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control