08.07.2026, 18:46 ✶
W kręgach, do których należeli, dawno już przyjęto, że maniery stanowiły najdoskonalszy substytut szczerości. Pozwalały zachować pozory serdeczności tam, gdzie serce pozostawało obojętne. W związku z tym, pocałunek złożony na jej dłoni nie stanowił dowodu czułości podobnie jak starannie odmierzony ukłon nie był miarą szacunku. Blackówna pomyślała, jak wychowanie skutecznie obdzierało takie gesty z intymności.
— Zapewniam jednak, że Anglia z czasem wynagradza pierwsze rozczarowanie. Czyni to wprawdzie z dozą powściągliwości właściwą jej naturze, lecz trudno odmówić jej wytrwałości! Lydia odwiedzała Paryż jako dziecko — podjęła lady Black zanim córka zdołała odpowiedzieć. — Była zachwycona tamtejszą modą. Prawda, kochanie?
Pytanie zostało wypowiedziane tonem, który nie pozostawiał miejsca na odpowiedź inną niż oczekiwana przez Ophelię. Znowu decydowała, co Lydia miała czuć, co Lydia miała pamiętać, co Lydia miała mówić. Ta prawdziwa Lydia poczuła cień irytacji. Zgasł jednak zanim zdołał przybrać wyraźniejszy kształt. Długoletnie wychowanie czyniło odruchy daremnymi.
— Owszem — odpowiedziała, gdy zapytał o Francję. Usiadła obok matki. — Dziadek miał zamiłowanie do win z Burgundii. Kilka lat temu towarzyszyłam mu w podróży po winnicach. Paryż widziałam tylko z okna — nie wspomniała, że przez większość czasu siedziała w powozie lub w cieniu starych piwnic, obserwując, jak mężczyźni rozmawiają o kwasowości. — Czy pańska podróż była spokojna? Kruki od rana latały zbyt nisko ziemi… — spojrzenie jasnych oczu prześlizgnęło się na coś za mężczyzną.
Właściwie to nie mogła być, jak latały tak nisko…
Do salonu wślizgnął się skrzat domowy. Kreatur niósł na tacy nowy, dymiący czajniczek i talerz z cienkimi herbatnikami. Jego błonawe oczy spojrzały na Émile’a.
— Pani mówiła, żeby przynieść więcej herbaty dla francuskiego pana — zamruczał. — Kreatur przyniósł.
— Zapewniam jednak, że Anglia z czasem wynagradza pierwsze rozczarowanie. Czyni to wprawdzie z dozą powściągliwości właściwą jej naturze, lecz trudno odmówić jej wytrwałości! Lydia odwiedzała Paryż jako dziecko — podjęła lady Black zanim córka zdołała odpowiedzieć. — Była zachwycona tamtejszą modą. Prawda, kochanie?
Pytanie zostało wypowiedziane tonem, który nie pozostawiał miejsca na odpowiedź inną niż oczekiwana przez Ophelię. Znowu decydowała, co Lydia miała czuć, co Lydia miała pamiętać, co Lydia miała mówić. Ta prawdziwa Lydia poczuła cień irytacji. Zgasł jednak zanim zdołał przybrać wyraźniejszy kształt. Długoletnie wychowanie czyniło odruchy daremnymi.
— Owszem — odpowiedziała, gdy zapytał o Francję. Usiadła obok matki. — Dziadek miał zamiłowanie do win z Burgundii. Kilka lat temu towarzyszyłam mu w podróży po winnicach. Paryż widziałam tylko z okna — nie wspomniała, że przez większość czasu siedziała w powozie lub w cieniu starych piwnic, obserwując, jak mężczyźni rozmawiają o kwasowości. — Czy pańska podróż była spokojna? Kruki od rana latały zbyt nisko ziemi… — spojrzenie jasnych oczu prześlizgnęło się na coś za mężczyzną.
Właściwie to nie mogła być, jak latały tak nisko…
Do salonu wślizgnął się skrzat domowy. Kreatur niósł na tacy nowy, dymiący czajniczek i talerz z cienkimi herbatnikami. Jego błonawe oczy spojrzały na Émile’a.
— Pani mówiła, żeby przynieść więcej herbaty dla francuskiego pana — zamruczał. — Kreatur przyniósł.
Spoiler