- Metoda małych kroków, rozumiem. - Gdyby się nad tym zastanowić, to wcale nie byłoby takie głupie, wręcz przeciwnie - im dłużej o tym myślała, tym bardziej interesujące jej się to wydawało. Mogliby im stworzyć jakąś zagrodę, tylko, czy błotoryje chciałyby tam mieszkać? Gdyby miały podsunięte pod nos pożywienie, stałą dostawę błota… to mogłoby się im tam podobać, nie miałyby potrzeby, aby szukać szczęścia gdzie indziej. Kilka maskujących zaklęć mogłoby je skryć przed ciekawskimi sąsiadami. Tak - była już w stanie sobie wyobrazić przed oczami ten plac zabaw dla błotoryjów.
Być może nawet udałoby się im je nieco oswoić, to mogłoby być całkiem ciekawym wyzwaniem, mogliby je obserwować kiedy tylko chcieli, być może udałoby się im dowiedzieć czegoś o ich zwyczajach, czego nikt dotąd nie wiedział. Im dalej w las, tym więcej drzew… czy coś, im bardziej intensywnie się nad tym zastanawiała, tym bardziej wydawało jej się to być ciekawym rozwiązaniem. Nie, żeby wcześniej marzyła o pupilu takim jak akurat to stworzenie, ale dlaczego by nie? Gdy Benjy tak o tym mówił… Wiedziała, że rzucił to tak po prostu, ale naprawdę dostrzegła w tej propozycji potencjał. - Gdybyś kiedyś jakiegoś spotkał, mógłbyś go tu przeprowadzić, a najlepiej dwa, żeby ten jeden nie był smutny. - Wypadałoby zadbać o jego towarzystwo. Wiadomo, jak jest, jak ma się przy sobie drugiego osobnika, to jakoś tak przyjemniej się żyje. Jeśli więc mieliby już interesować się tematem, to tak, żeby stworzeniu było u nich jak najlepiej, żeby uznało to miejsce za swój dom.
- Wiesz jak jest, we dwójkę zawsze jest prościej. - Wydawało jej się, że dotyczyło to każdego gatunku, nie tylko ludzi. Jej zdecydowanie było prościej, lepiej kiedy miała do kogo wracać. Podejrzewała, że działa to tak samo u wszystkich. - To nie jest pilne, ale tak sobie myślę, że jakbyś trafił kiedyś na jakiegoś błotoryja, który wyglądałby na potrzebującego to może faktycznie mógłby zamieszkać w naszym ogrodzie. - Mieli duży dom, duży ogród znalazłoby się tutaj miejsce dla wielu pokiereszowanych przez życie stworzeń, których pewnie nikt nie chciałby przygarnąć, mogliby się nimi dobrze zaopiekować, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Tak, widzę to. - Musiała mu się do tego przyznać, kiedy tak o tym mówił naprawdę była sobie to w stanie wyobrazić, chociaż kiedyś pewnie nie wpadłaby na podobny pomysł, kiedy Benjy znajdował się obok, to wszystko zdawało się być na wyciągnięcie ręki, możliwe, nawet to, o czym kiedyś w ogóle by nie pomyślała.
- Nie warto oceniać książki po okładce. - Ona też coś o tym wiedziała. Nie musiała daleko szukać dowodów, miała świadomość tego, jak w otoczeniu był postrzegany jej mąż, nie wzbudzał zaufania, chociaż dla niej był jedyną osobą, której ufała bezgranicznie, pozory mogły być bardzo mylące, warto było walczyć ze stereotypami i inaczej spoglądać na świat. Naprawdę uważała ten pomysł za warty realizacji, być może faktycznie udałoby się im stworzyć w ogrodzie ostoję dla błotoryjów.
- Poniekąd jest to odrobinę pocieszające. - Skoro on nawet o tym nie pomyślał, nie było sensu być nadgorliwym, wyjątkowo nie chciało się jej ogarniać bałaganu, który tutaj zrobili, na to przyjdzie pora jutro, istniała szansa, że warunki będą nieco bardziej ku temu sprzyjające, być może pojawią się jakieś promienie słońca, które zachęcą ją do działania. Zresztą nie musiała iść rano do pracy, więc będzie miała energię, aby się tym zająć. Rzuciła jeszcze okiem na przedpokój. - W sumie to nie jest, aż tak źle… - Było, ale starała się samą siebie odrobinę pocieszyć i usprawiedliwić.
- Podpisałeś cyrograf, przykro mi, ale nie da się z niego wypisać. - Akt małżeński niósł ze sobą najwyraźniej nieco więcej zobowiązań w ich przypadku, nie miał innego wyjścia jak do tego przywyknąć, zresztą naprawdę starała się nie być nadgorliwa, po prostu czasem nie mogła odpuścić, dzisiaj sama go skrzywdziła więc odczuwała wyjątkowo silną potrzebę, aby sprawdzić jak się miewał.
- Skoro tak mówisz, to nie będę nadgorliwa, jakby coś się działo to wiesz, gdzie mnie znaleźć. - Nie mogła nadużywać karty pacjenta, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Uważała zresztą za spory sukces to, że pozwalał jej czasem się o siebie troszczyć, nie krzywił się, gdy uważnie mu się przyglądała, bo przecież to nie było dla niego typowe. Przez większość życia sam o siebie dbał i nie najgorzej mu to wychodziło zważając na to, jaki tryb życia prowadził. Cieszyło ją to, że teraz mogła reagować, kiedy miała na to ochotę, dopuszczał ją do siebie.
- Fakt, nie można być dobrym we wszystkim. - Wzruszyła jedynie ramionami. Miała świadomość, że były takie dziedziny, w których niestety się nie sprawdzała i sprawność fizyczna była jedną z nich. Była nieco zbyt drobna, żeby sprawić komuś fizyczny ból, chociaż doskonale wiedziała, gdzie uderzać, aby zabolało - w końcu jako medyk doskonale znała ludzkie ciało. Nigdy jednak nie miała szansy zbytnio korzystać ze swojej wiedzy w ten sposób, nie żeby jakoś specjalnie jej to ciążyło.
- Na co masz ochotę? - Zapytała jeszcze idąc w głąb domu, wypadałoby się nieco rozgrzać, sama w sumie jeszcze nie miała pewności, czy ma ochotę się czegoś napić, coś zjeść, czy po prostu walnąć na kanapie, opcji było naprawdę wiele.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control