10.07.2026, 09:34 ✶
– Ym… musielibyśmy ustalić wspólną skalę. To wymagałoby pewnych dyskusji, co dla którego z nas jest jedynką i dziesiątką – powiedziała Brenna stropiona. – Ale tak mi się wydaje, że trochę wypośrodkowałam i dla mnie to byłoby sześć, a dla ciebie osiem, więc sumarycznie wychodzi siedem?
Ale nie była całkowicie pewna. Basilius ostatecznie był klątwołamaczem, natykał się więc na pewno na bardzo różne sprawy, no i Prewettem, a zdaniem Brenny Prewettowie nie byli do końca normalnymi ludźmi.
Uśmiechnęła się do niego. Ale to nie był wesoły uśmiech: raczej trochę smutny. Bo po głowie chodziło jej to samo, co jemu: piątki trzynastego nie były już po prostu wariactwem, jeden związał się z tym wszystkim, co wyprawiało się z Anglii, i jak zdarzały się im i sytuacje na swój sposób zabawne (jak ta z tańczeniem albo sklejeniem), i straszne (jak z trupem w dziurze w pobliżu morderczej ławki czy nożem w boku), tak to… to było coś innego. To było szaleństwo, które ogarnęło ich świat, łączące się z obłędem trzynastego.
– Na razie nic mi nie jest. To trochę piecze, ale to chyba normalne – uspokoiła go i zajęła miejsce. Spojrzała na własne dłonie podejrzliwie: pokaleczone, i pokryte ciemnymi smugami. Nie znała się na klątwach, ale ktoś wymamrotał do niej, zanim tu trafiła, że chyba oberwała osłabionym rykoszetem, i żeby po prostu niczego nie dotykała. Nie martwiła się jakoś bardzo, bo bardziej bała się o swojego nieprzytomnego, oblepionego czernią kolegę, a poza tym wierzyła Basilusowi.
– Nie jestem pewna, dotarłam na miejsce, kiedy już leżało w ruinach… Najpierw nikt nie wiedział, że to atak, potem dopiero ściągnęli aurorów. Nie mogę być nawet pewna, czy to oni to zostawili, ale to byłby duży zbieg okoliczności, gdyby ktoś akurat trzymał coś takiego w domu, prawda? Mam wrażenie, że może chcieli to zabrać, on to złapał, a oni zawalili dom i się ewakuowali, skoro przybyły służby, ale mogło być zupełnie inaczej. Może walnęło, jak tego dotknął – westchnęła, przenosząc spojrzenie na bladą twarz nieprzytomnego. – Wyjdzie z tego?
Ale nie była całkowicie pewna. Basilius ostatecznie był klątwołamaczem, natykał się więc na pewno na bardzo różne sprawy, no i Prewettem, a zdaniem Brenny Prewettowie nie byli do końca normalnymi ludźmi.
Uśmiechnęła się do niego. Ale to nie był wesoły uśmiech: raczej trochę smutny. Bo po głowie chodziło jej to samo, co jemu: piątki trzynastego nie były już po prostu wariactwem, jeden związał się z tym wszystkim, co wyprawiało się z Anglii, i jak zdarzały się im i sytuacje na swój sposób zabawne (jak ta z tańczeniem albo sklejeniem), i straszne (jak z trupem w dziurze w pobliżu morderczej ławki czy nożem w boku), tak to… to było coś innego. To było szaleństwo, które ogarnęło ich świat, łączące się z obłędem trzynastego.
– Na razie nic mi nie jest. To trochę piecze, ale to chyba normalne – uspokoiła go i zajęła miejsce. Spojrzała na własne dłonie podejrzliwie: pokaleczone, i pokryte ciemnymi smugami. Nie znała się na klątwach, ale ktoś wymamrotał do niej, zanim tu trafiła, że chyba oberwała osłabionym rykoszetem, i żeby po prostu niczego nie dotykała. Nie martwiła się jakoś bardzo, bo bardziej bała się o swojego nieprzytomnego, oblepionego czernią kolegę, a poza tym wierzyła Basilusowi.
– Nie jestem pewna, dotarłam na miejsce, kiedy już leżało w ruinach… Najpierw nikt nie wiedział, że to atak, potem dopiero ściągnęli aurorów. Nie mogę być nawet pewna, czy to oni to zostawili, ale to byłby duży zbieg okoliczności, gdyby ktoś akurat trzymał coś takiego w domu, prawda? Mam wrażenie, że może chcieli to zabrać, on to złapał, a oni zawalili dom i się ewakuowali, skoro przybyły służby, ale mogło być zupełnie inaczej. Może walnęło, jak tego dotknął – westchnęła, przenosząc spojrzenie na bladą twarz nieprzytomnego. – Wyjdzie z tego?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.