11.07.2026, 10:17 ✶
– Widziałem w swoim życiu zbyt wielu tonących marynarzy, żeby ci tu przytaknąć – powiedział spokojnie, chociaż w cieniu tej wypowiedzi czaił się smutek. Mógł być człowiekiem szczerym do bólu, ale nie znaczyło to przecież, że nie czaiła się w nim żadna sprzeczność i tak właśnie – pan egzorcysta mówiący głośno i dumnie o wiecznej misji wyrywania z korzeniami każdego bytu zagubionego na swojej drodze na drugą stronę, wydawał się często zdruzgotany i oszołomiony czyjąś śmiercią. Potrafił dopisywać kropki co cudzych zdań, ale nawet w swoich wierszach nie lubił poruszać tematu, jakim był ból przemijania. Życie było piękne. Oh, przepiękne! A jednocześnie przerażająco smutne w swojej kruchości, jeśli skupiłeś się na tym za mocno.
Dlatego Dægberht nie lubił zatrzymywać się myślami na tym temacie. I dlatego nie wyruszał w dalekie podróże bez rumu upchniętego w skrzyni w kajucie. Umysł ludzki potrafił skazywać na rzeczy bardzo… nieznośne. Wwiercały ci się boleśnie w umysł, jeśli nie potrafiłeś wymusić na sobie zaśnięcia i obudzenia się ze świeżą głową.
Podał jej rękę, jeśli jej potrzebowała by wstać, nie narzucił się z tym jednak nadmiernie. Przytulił ją natomiast tak, jakby chciał odebrać sobie z duszy przynajmniej odrobinę ciężaru tęsknoty. Celowo tego nie zrobił, ale nie pozostawił choćby cienia złudzenia w tym, że ich spotkanie nie wynikało z grzeczności, lecz z faktycznej sympatii. Od zawsze dużo opowiadał, wymieniał w absurdalnych ilościach znajomych i przyjaciół, których odwiedzał podczas wiecznej wędrówki, współpracowników, fanów, sprzymierzeńców. Wyglądało na to, że nietrudno było znaleźć się na liście osób obdarowywanych listami i prezentami z licznych podróży, ale… tak szczerze, to wcale nie miał aż tak wielu bliskich, jak można się spodziewać po jego przebojowości. Zbyt często odpływał. Zbyt często zostawiał innych za sobą i machał ręką z myślą, że bez niego będą szczęśliwsi. Nie będą musieli czuć się przy nim źle, nie będą musieli się o niego martwić, nie będą musieli tęsknić – łatwiej było żyć jako znajomy niż druga połówka czyjejś duszy, a jednak… Dla niektórych robił wyjątki. Uważał za czysty przypadek, że były to akurat kobiety, bo nie lubił właśnie tego, co wydarzyło się sekundę po tym, kiedy przestał czuć ciepło dłoni Septimy na swoich plecach.
Pogarda. Złość. Nie wyglądały zbyt dobrze na ślicznej i delikatnej twarzy, ale miały w sobie coś niezwykłego – bo widziało się je tak rzadko, że momentami ciężko było uwierzyć w możliwość zawitania ich na skąpanej w słońcu buzi kogoś, kto uważał się za wysłannika księżycowej bogini.
Flint zacisnął zęby. W jego oczach dało się ujrzeć toczoną wewnątrz walkę. Oh, on bardzo, ale to bardzo chciał powiedzieć tym mugolom coś, czego pożałuje po sekundzie. W tych czasach niezwykle łatwo było dobrać raniące słowa dokładnie tak, żeby uderzyć kogoś w czuły punkt, a on nienawidził kiedy ktoś brał go za dziewczynę. Powstrzymał się, bo porywanie ludzi jak sztorm nie leżało w jego naturze. Przymknął na moment oczy, na ledwie kilka sekund, ale bardzo wymownych. Kiedy je otworzył, patrzył tylko na Septimę.
– Pójdźmy – przytaknął. – Nie chcę zabrzmieć nadmiernie dramatycznie, ale… jak będziemy szli – a ruszył już teraz, odwracając się w jej kierunku żeby zaoferować swoją rękę – powiedz mi od razu, że nie planujesz wybierać się na sabat w Dolinie. – Nie, to nie było pytanie. On czekał tylko i wyłącznie na zaprzeczenie mające uspokoić jego serce.
@Septima Ollivander
Dlatego Dægberht nie lubił zatrzymywać się myślami na tym temacie. I dlatego nie wyruszał w dalekie podróże bez rumu upchniętego w skrzyni w kajucie. Umysł ludzki potrafił skazywać na rzeczy bardzo… nieznośne. Wwiercały ci się boleśnie w umysł, jeśli nie potrafiłeś wymusić na sobie zaśnięcia i obudzenia się ze świeżą głową.
Podał jej rękę, jeśli jej potrzebowała by wstać, nie narzucił się z tym jednak nadmiernie. Przytulił ją natomiast tak, jakby chciał odebrać sobie z duszy przynajmniej odrobinę ciężaru tęsknoty. Celowo tego nie zrobił, ale nie pozostawił choćby cienia złudzenia w tym, że ich spotkanie nie wynikało z grzeczności, lecz z faktycznej sympatii. Od zawsze dużo opowiadał, wymieniał w absurdalnych ilościach znajomych i przyjaciół, których odwiedzał podczas wiecznej wędrówki, współpracowników, fanów, sprzymierzeńców. Wyglądało na to, że nietrudno było znaleźć się na liście osób obdarowywanych listami i prezentami z licznych podróży, ale… tak szczerze, to wcale nie miał aż tak wielu bliskich, jak można się spodziewać po jego przebojowości. Zbyt często odpływał. Zbyt często zostawiał innych za sobą i machał ręką z myślą, że bez niego będą szczęśliwsi. Nie będą musieli czuć się przy nim źle, nie będą musieli się o niego martwić, nie będą musieli tęsknić – łatwiej było żyć jako znajomy niż druga połówka czyjejś duszy, a jednak… Dla niektórych robił wyjątki. Uważał za czysty przypadek, że były to akurat kobiety, bo nie lubił właśnie tego, co wydarzyło się sekundę po tym, kiedy przestał czuć ciepło dłoni Septimy na swoich plecach.
Pogarda. Złość. Nie wyglądały zbyt dobrze na ślicznej i delikatnej twarzy, ale miały w sobie coś niezwykłego – bo widziało się je tak rzadko, że momentami ciężko było uwierzyć w możliwość zawitania ich na skąpanej w słońcu buzi kogoś, kto uważał się za wysłannika księżycowej bogini.
Flint zacisnął zęby. W jego oczach dało się ujrzeć toczoną wewnątrz walkę. Oh, on bardzo, ale to bardzo chciał powiedzieć tym mugolom coś, czego pożałuje po sekundzie. W tych czasach niezwykle łatwo było dobrać raniące słowa dokładnie tak, żeby uderzyć kogoś w czuły punkt, a on nienawidził kiedy ktoś brał go za dziewczynę. Powstrzymał się, bo porywanie ludzi jak sztorm nie leżało w jego naturze. Przymknął na moment oczy, na ledwie kilka sekund, ale bardzo wymownych. Kiedy je otworzył, patrzył tylko na Septimę.
– Pójdźmy – przytaknął. – Nie chcę zabrzmieć nadmiernie dramatycznie, ale… jak będziemy szli – a ruszył już teraz, odwracając się w jej kierunku żeby zaoferować swoją rękę – powiedz mi od razu, że nie planujesz wybierać się na sabat w Dolinie. – Nie, to nie było pytanie. On czekał tylko i wyłącznie na zaprzeczenie mające uspokoić jego serce.
@Septima Ollivander
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr