Nie chodziło o całą nekromację. Jakoś udało się ludziom wyodrębnić trzy zaklęcia i nazwać je niewybaczalnymi. Czy wiec tak samo trudne było wskazać te, które nie mają w sobie nic złego? Patronus chociażby. Tylko dobra, czysta energia była w stanie przeciwstawić się tej złej, którą tworzyli czarnoksiężnicy, siejąc popłoch i zniszczenie, zwane Maledisem. Wysyłali aurorów do walki z czarnoksiężnikami i nawet nie pozwalali im brać ze sobą narzędzi, które były skuteczne. Albo dementorzy i widma z Kniei… Też byli wrażliwi na tę czystą energię. Nie mówiąc już o tym, że Patronus mógł przenosić wiadomości, więc ci, którzy z jakiegoś powodu nie opanowali Fal, mogli się kontaktować szybciej niż za pomocą sowy. Ale nie. Lepiej zablokować całą dziedzinę, żeby nikogo nie kusiło. Victoria to samo mogła powiedzieć o wszystkich zaklęciach. Zakażmy używania magii, to ludzie nie będą korzystać z czarnej magii, tak? Przecież każda z dziedzin mogła posłużyć do zrobienia innym krzywdy i spaczenia duszy. Och tak, Lestrange miała mnóstwo przemyśleń na ten temat, rzecz w tym, że ci siedzący na górze wcale nie chcieli słuchać. Nie wyciągali też żadnych swoich wniosków. Co prowadziło ich wszystkich do problemu zamkniętej Kniei, nie uczenia ludzi jak rzucać Patronusa, i Polany Ognisk, która była sama w sobie niebezpieczna, niezależnie od widm panoszących się po lesie.
– Gdyby takie zabezpieczenie istniało, to byłoby to rozwiązanie bardzo wielu problemów – Victoria westchnęła. Chyba kiedyś w jakiejś książce natknęła się na koncept zaklęcia Fideliusa i strażnika tajemnicy, ale z tego co pamiętała, to było to zajebiście skomplikowane i trudne do rzucenia, zresztą czy dało się w ten sposób ukryć całą Polanę Ognisk albo lepiej – całą Knieję…? To było zagadnienie teoretyczne i biorąc pod uwagę jak niewiele czasu było do Samhain, to i tak wydawało się niemożliwe do zrealizowania. Czarnowłosa zmarszczyła czoło, ewidentnie myśląc intensywnie. – Czytałam kiedyś o zaklęciu, które mogłoby w ten sposób zadziałać, ale po pierwsze nawet nie pamiętam jego nazwy, a po drugie, było przedstawione chyba tylko jako teoria i to niezwykle skomplikowana. Więc chyba musimy znaleźć bardziej przyziemne rozwiązanie – raz jeszcze westchnęła i rozkopała nogą szeleszczące liście. – Zabezpieczenie runiczne zakładałoby wejście do lasu i rozłożenie go wokół Polany, a oboje wiemy z czym to się wiąże. Widziałeś jak wyglądają ofiary widm? – zapytała ni z tego ni z owego. A zresztą… Niewymowni nie bez powodu zajęli całą Polanę Ognisk dla siebie. Wywrócone do góry nogami drzewa to chyba tylko część problemu, do którego lepiej podchodzić ostrożnie, o czym postronni rzecz jasna nie mieli pojęcia. – W każdym razie na pewno jest to opcja warta rozważenia jako część zabezpieczeń, jeśli ludzie już jednak zdecydują się wejść do Kniei… Na pewno przydałoby się wytyczenie jakiegoś „alarmu” – tutaj Victoria zrobiła cudzysłowie palcami w powietrzu. – Informującego służby w którym miejscu ktoś przekroczył granicę lasu, żeby można było ich łatwiej znaleźć.