12.07.2026, 21:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2026, 21:13 przez Astoria Avery.)
Przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu, kiedy z absolutnie niewzruszoną powagą nazwał ją galerianką. Nie była pewna, czy właśnie usłyszała potoczne określenie kustosza, czy też kolejny mugolski zwrot, którego znaczenia nie znała. W jego sposobie mówienia było tyle osobliwości, że przestała nawet próbować nadążać za wszystkimi. Jedne słowa brzmiały znajomo, inne wydawały się całkowicie wyrwane z obcego świata.
- Kustoszką - poprawiła spokojnie. Ton jej głosu pozostał miękki i uprzejmy, choć w środku odetchnęła z ulgą, gdy poprawienie kołnierza okazało się ostatnim powodem, dla którego musiała znaleźć się tak blisko niego. Przyglądała się, jak z niemal dziecięcym uporem tuli do siebie nadpalone spodnie, jakby stanowiły przedmiot o wartości sentymentalnej, której nie sposób było zastąpić żadnym innym. Nie potrafiła tego zrozumieć. W jej świecie zniszczone rzeczy po prostu się wymieniało. Jeżeli coś traciło swoją funkcję albo przestawało wyglądać godnie, odchodziło w zapomnienie bez większych ceremonii. Tymczasem on zdawał się walczyć o kawałek przypalonego materiału z determinacją człowieka ratującego rodzinne dziedzictwo. - Zostaw je tutaj, nikt ich nie zabierze. Później po nie wrócisz.
Kiedy metalowy przedmiot z głuchym stuknięciem uderzył o podłogę, jej wzrok natychmiast opadł w dół. Niewielkie urządzenie. Metalowe? Nie przypominało niczego, co kiedykolwiek widziała. Przez chwilę przyglądała mu się z wyraźnym zaciekawieniem, którego nie zdołała całkowicie ukryć. Radio? Brzmiało obco, całkowicie pozbawione skojarzeń, jak nazwa egzotycznego stworzenia albo zaklęcia, którego nigdy nie uczono w Hogwarcie. Nie potrafiła nawet zgadnąć, do czego taki przedmiot mógł służyć. Czy wydawał dźwięki? Przechowywał wspomnienia? Był jakąś formą mugolskiej komunikacji? A może zwyczajny śmieć?
- Tranzytowe? Co to takiego? Zabawka? - zapytała. Nie schyliła się jednak po urządzenie. Pozwoliła, by sam je podniósł, obserwując jedynie, jak z niemal automatyczną troską chowa je z powrotem.
Odwróciła się jedynie i ruszyła przed siebie, prowadząc go z powrotem przez skrzydło biurowe. Wąski korytarz ustąpił miejsca szerokiej galerii, gdzie chłodne światło
kryształów odbijało się od jasnego marmuru, rozlewając po posadzce mleczne refleksy.
- Obejrzymy wystawę - odpowiedziała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Teraz przynajmniej swoją aparycją nie będzie umniejszał renomie tego miejsca. Równość to mrzonka, bo zawsze znajdą się ci, którzy są lepsi od innych. Ale przynajmniej już nie straszył mugolskim ubraniem. Zaprowadziła go do sali z najnowszą kolekcją. Na ścianach zawisły obrazy młodych brytyjskich czarodziejów. Na jednym ogromne pole wrzosów falowało pod wpływem niewidzialnego wiatru, na innym widniało wnętrze starej oranżerii, a wśród donic przemykał czarny kot, raz po raz ocierając się o ceramiczne naczynia, wspinając na kamienne murki albo przeciągając leniwie po płytkach.
Jej spojrzenie przesuwało się pomiędzy jego sylwetką a kolejnymi obrazami. Interesowało ją, czy przejdzie obojętnie obok wszystkiego, czy może któryś obraz zatrzyma go na dłużej. Mimowolnie zastanawiała się, czy jako muzyk będzie szukał w obrazach rytmu. Powtarzalności lub harmonii kompozycji. Czy zwróci uwagę na światło, na ruch postaci, na emocje zaklęte w płótnach, czy może dostrzeże zupełnie coś innego.
- Czy któryś z nich wywołuje u ciebie jakieś emocje?
Przesunęła jeszcze spojrzeniem po galerii. To miejsce zawsze działało na nią kojąco. Było dowodem na to, że magia nie musiała służyć wyłącznie pojedynkom, polityce czy potędze. Potrafiła również tworzyć piękno, którego nie sposób było osiągnąć w żaden inny sposób.
- Kustoszką - poprawiła spokojnie. Ton jej głosu pozostał miękki i uprzejmy, choć w środku odetchnęła z ulgą, gdy poprawienie kołnierza okazało się ostatnim powodem, dla którego musiała znaleźć się tak blisko niego. Przyglądała się, jak z niemal dziecięcym uporem tuli do siebie nadpalone spodnie, jakby stanowiły przedmiot o wartości sentymentalnej, której nie sposób było zastąpić żadnym innym. Nie potrafiła tego zrozumieć. W jej świecie zniszczone rzeczy po prostu się wymieniało. Jeżeli coś traciło swoją funkcję albo przestawało wyglądać godnie, odchodziło w zapomnienie bez większych ceremonii. Tymczasem on zdawał się walczyć o kawałek przypalonego materiału z determinacją człowieka ratującego rodzinne dziedzictwo. - Zostaw je tutaj, nikt ich nie zabierze. Później po nie wrócisz.
Kiedy metalowy przedmiot z głuchym stuknięciem uderzył o podłogę, jej wzrok natychmiast opadł w dół. Niewielkie urządzenie. Metalowe? Nie przypominało niczego, co kiedykolwiek widziała. Przez chwilę przyglądała mu się z wyraźnym zaciekawieniem, którego nie zdołała całkowicie ukryć. Radio? Brzmiało obco, całkowicie pozbawione skojarzeń, jak nazwa egzotycznego stworzenia albo zaklęcia, którego nigdy nie uczono w Hogwarcie. Nie potrafiła nawet zgadnąć, do czego taki przedmiot mógł służyć. Czy wydawał dźwięki? Przechowywał wspomnienia? Był jakąś formą mugolskiej komunikacji? A może zwyczajny śmieć?
- Tranzytowe? Co to takiego? Zabawka? - zapytała. Nie schyliła się jednak po urządzenie. Pozwoliła, by sam je podniósł, obserwując jedynie, jak z niemal automatyczną troską chowa je z powrotem.
Odwróciła się jedynie i ruszyła przed siebie, prowadząc go z powrotem przez skrzydło biurowe. Wąski korytarz ustąpił miejsca szerokiej galerii, gdzie chłodne światło
kryształów odbijało się od jasnego marmuru, rozlewając po posadzce mleczne refleksy.
- Obejrzymy wystawę - odpowiedziała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Teraz przynajmniej swoją aparycją nie będzie umniejszał renomie tego miejsca. Równość to mrzonka, bo zawsze znajdą się ci, którzy są lepsi od innych. Ale przynajmniej już nie straszył mugolskim ubraniem. Zaprowadziła go do sali z najnowszą kolekcją. Na ścianach zawisły obrazy młodych brytyjskich czarodziejów. Na jednym ogromne pole wrzosów falowało pod wpływem niewidzialnego wiatru, na innym widniało wnętrze starej oranżerii, a wśród donic przemykał czarny kot, raz po raz ocierając się o ceramiczne naczynia, wspinając na kamienne murki albo przeciągając leniwie po płytkach.
Jej spojrzenie przesuwało się pomiędzy jego sylwetką a kolejnymi obrazami. Interesowało ją, czy przejdzie obojętnie obok wszystkiego, czy może któryś obraz zatrzyma go na dłużej. Mimowolnie zastanawiała się, czy jako muzyk będzie szukał w obrazach rytmu. Powtarzalności lub harmonii kompozycji. Czy zwróci uwagę na światło, na ruch postaci, na emocje zaklęte w płótnach, czy może dostrzeże zupełnie coś innego.
- Czy któryś z nich wywołuje u ciebie jakieś emocje?
Przesunęła jeszcze spojrzeniem po galerii. To miejsce zawsze działało na nią kojąco. Było dowodem na to, że magia nie musiała służyć wyłącznie pojedynkom, polityce czy potędze. Potrafiła również tworzyć piękno, którego nie sposób było osiągnąć w żaden inny sposób.
learn the rules
then break some
then break some