• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange)

[10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange)
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#4
13.07.2026, 16:22  ✶  
Rodolphus odprowadził panią Alderley wzrokiem, ale oczywiście wstał i ukłonił się, gdy ta wstawała. A gdy starsza kobieta zniknęła za ciężkimi drzwiami restauracji, pozwolił, by z jego twarzy opadła ta niezwykła, zaskakująco autentyczna łagodność. Nie wrócił jednak do swojej typowej, lodowatej maski czystokrwistego arystokraty. Zamiast tego na jego ustach wykwitł leniwy, autentycznie rozbawiony uśmiech, a w ciemnych oczach błysnęła ta sama przekorna iskra, która rzadko pojawiała się na salonach, rezerwowana dla nielicznych. Przez chwilę milczał, bębniąc palcami o blat stołu w rytm powolnego, londyńskiego deszczu uderzającego o szyby. Słysząc jej oskarżycielski ton i teorię o złośliwości losu, oparł się wygodnie o oparcie krzesła i zmierzył Astorię rozbawionym spojrzeniem.
– Ledwo się znamy? Tylko znajomymi? – powtórzył jej słowa, celowo zniżając głos i parodiując jej niedawne, spanikowane zapewnienia. – Och, Astorio. Gdyby pani Alderley miała jeszcze trochę czasu, zapewne wyciągnęłaby z ciebie datę naszego rzekomego ślubu. Miałaś wypieki godne trzeciorocznej hogwarckiej uczennicy, którą przyłapano na czytaniu romansów pod kołdrą.
Pochylił się lekko w jej stronę, opierając przedramiona o stół. W jego postawie nie było już sztywności – Londyn, z całym swoim brudem i niepokojem, zostawał za oknami, a tutaj, w ciepłym świetle lamp, grali w swoją własną grę.
– I doprawdy, ranisz moją dumę. Gdybym cię śledził, wybrałbym znacznie bardziej spektakularne okoliczności niż pomaganie staruszce w przesuwaniu i naprawie dębowych kredensów. Choć muszę przyznać… obrona przed jej swataniem była o wiele trudniejszym zadaniem niż jakikolwiek pojedynek na zaklęcia, w którym brałem udział.

Sięgnął po kartę dań, którą zostawiła im pani Alderley, i przejrzał ją pobieżnie, po czym uniósł wzrok z powrotem na dziewczynę. Jego uśmiech złagodniał, stając się cieplejszy, choć wciąż podszyty był tą nową, kruchą szczerością, która tak bardzo nie pasowała do nazwiska Lestrange.
– Skoro jednak los – lub moja rzekoma złośliwość – znowu nas tu uwięził, a rachunek jest otwarty… proponuję zawieszenie broni na czas kolacji. No, chyba że wolisz dalej uciekać wzrokiem i udawać, że to ja rzuciłem na nas klątwę przyciągania. Co zamierzasz zamówić, moja „ledwo znana znajoma”?

Sielankową atmosferę i cichy brzęk sztućców brutalnie jednak przerwał nagły, piskliwy podniesiony głos dochodzący z sąsiedniego stolika, zaledwie metr od nich. Siedziała tam para – młoda kobieta w jaskrawym, wzorzystym płaszczu, który krzyczał estetyką wczesnych lat siedemdziesiątych, oraz mężczyzna z wyraźnie zmęczoną twarzą, nerwowo miętoszący w dłoniach serwetkę.
– Przestań mi wmawiać, że to był przypadek, Arthur! – fuknęła kobieta na tyle głośno, że kilku gości w restauracji odwróciło głowy. Uderzyła dłonią w stół, aż podskoczyły filiżanki. – Ja wiem, co widziałam. Ty zawsze coś kręcisz, zawsze masz jakiś ukryty plan! Całe twoje życie to jeden wielki spisek, a ja mam dość bycia tą naiwną, która we wszystko wierzy!
– Na miłość boską, Margaret, błagam cię, zniż głos – odpowiedział mężczyzna, a w jego głosie brzmiała absolutna, niemal błagalna bezsilność. Spojrzał na nią z tak uderzającą, czystą szczerością, że trudno było mu nie uwierzyć. – Mówię ci prawdę. Przysięgam na wszystko, co mam. Nie ma tu żadnego drugiego dna, żadnego kłamstwa. Dlaczego ty zawsze musisz węszyć podstęp tam, gdzie go nie ma?
– Bo jesteś zbyt idealny, żeby to było prawdziwe! – rzuciła jadowicie, zakładając ręce na piersi i ostentacyjnie odwracając głowę w stronę okna, dokładnie w kierunku Astorii i Rodolphusa.

Awantura przy stoliku obok była tak groteskowym, a zarazem idealnym zwierciadłem dla ich własnego odbicia relacji. Lestrange odchrząknął, odwracając wzrok od kobiety. Arthur patrzył na nich błagalnie, ale w tej walce był sam. Mężczyźni nie mieli czegoś takiego jak solidarność jajników. I chyba Astoria także czuła się… dziwnie w tej sytuacji. Nawet on wyglądał na zbitego z tropu, bowiem to, co powiedziała Margaret, było… Coż. Spojrzał na pannę Avery z zastanowieniem. Czy ona także tak o nim myślała? Czy za tą podejrzliwością jej kryło się coś więcej, niż złe wspomnienia?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1637), Pan Losu (65), Rodolphus Lestrange (1677)




Wiadomości w tym wątku
[10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Astoria Avery - 02.07.2026, 00:40
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Rodolphus Lestrange - 03.07.2026, 09:46
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Astoria Avery - 04.07.2026, 02:25
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Rodolphus Lestrange - 13.07.2026, 16:22
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Astoria Avery - 13.07.2026, 23:03
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Pan Losu - 13.07.2026, 23:03
RE: [10.10.1972] Not quite blind date (Astoria Avery, Rodolphus Lestrange) - przez Rodolphus Lestrange - 15.07.2026, 09:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa