Miała wrażenie, że każda z osób ma do powiedzenia i tym drzewie coś innego i próbowała jakoś wyciągnąć z tego wspólny środek, ale chyba było to niemożliwe. Czy te sprzeczne sobie informacje miały go chronić? Czy w innym wypadku robiliby z tego taka tajemnice, która tym bardziej przyciąga uwagę? A może była to zmyłka?
Nie – pomyślała sobie. Żadnych zmyłek, nie mieli absolutnie żadnego innego tropu czy pomysłu, a skoro Emily mówiła coś o tym, że drzewo miało chronić miasteczko, to była skłonna w to uwierzyć. W jakiś sposób wpasowało się to w ich teorię, że to drzewo jest po coś. Chronić… drzewo miało chronić czy strach miał chronić? Gwoździe chroniące przed potworem, drzewo przed… a jeśli to jedno i to samo? Może strach krył się gdzieś w dzień w pobliżu drzewa? To wszystko to były tylko zgadywanki, których Victoria nie mogła powstrzymać, taką już miała naturę.
Nie mówiła do Emily, by nie płakała, nie była tak okrutna. Po tym, jak rodzica rzuciła ją na pożarcie (?) potwora, miała wszelkie prawo płakać, cierpieć i czuć się zdradzona, bo dokładnie to się wydarzyło. Nie chciała jej też mówić, że będzie lepiej i jakoś się ułoży, bo to były rzeczy, które mówiło się zawsze, a oni jeszcze nie wiedzieli, w jakim stanie skończą…
– To oczywiście tylko teoria. Ale nie udało nam się znaleźć sensowniejszego wyjaśnienia – dodała i uśmiechnęła się do dziewczyny, która właśnie wierzchem dłoni wycierała sobie twarz. Może gdyby mieli więcej czasu… ale nie mieli.
Złapała za kanister i szybciutko wydostała się z samochodu, podbiegając do wielkiego pnia. W drodze odkorkowywała zbiorniczek i bezceremonialnie oblała wielki pień, czując jakieś ściśnięcie w sercu, że właśnie zamierzają zniszczyć tak wspaniale drzewo.
Ale prawda była taka, że nic tu nie było naturalne. Zrobiła miejsce Chrisowi, gotowa zabrać od niego też ten drugi kanister. Dopiero teraz zobaczyła, że na ziemi leżą liście – których z pewnością nie było, gdy oni oglądali sobie drzewko.
– Pal – rzuciła do Emily, pozwalając jej wzniecić ogień, gdy już byli ze wszystkim gotowi. – I do samochodu – bo musieli się stąd ewakuować, gdy pożar przykuje uwagę mieszkańców.