Tak naprawdę przecież zupełnie nie miała wpływu na to, że akurat taka była. Jej pamięć działała nieco inaczej niż pamięć większości ludzi, nie było to jednak coś, co osiągnęła własną pracą, czy determinacją, nie uważała więc tego za coś wyjątkowego, było to raczej po prostu zrządzeniem losu, że akurat na jej mózg trafiło. To, że potrafiła to wykorzystać całkiem nieźle, uwielbiała książki, uwielbiała chłonąć wiedzę było może już jej własną cechą, co razem przynosiło całkiem sporo profitów. Nie lubiła jednak tego wyciągać, bo nie uważała tego za swoje własne osiągnięcie.
- Być może nie do końca zwyczajna sprawa, ale wiesz jak jest - to się dzieje samo. - Wolała to podkreślić, Prudence miała całkiem przyzwoite poczucie własnej wartości, jednak nie wyolbrzymiała tych cech, na które nie miała żadnego wpływu. Zresztą jej wyjątkowa pamięć wiązała się również z tym, że dosyć często zawieszała się między rzeczywistością, a obrazami w jej głowie. Nie działało to do końca idealnie, i nigdy nie miało zadziałać.
- Ciszy mnie to, że się zgadzamy. - Ostatnio przychodziło im to bardzo lekko. W przeszłości miewali z tym problemy, zresztą Prudence w przypadku interakcji z młodszą wersją Benjy'ego nie była najlepszą wersją siebie, zdecydowanie brakowało jej łagodności, robiła wszystko, aby wyprowadzić go z równowagi i czerpała ogromną satysfakcję z każdego razu kiedy jej się to udało. Oczywiście, że i samej zdarzyło jej się niespodziewanie dostać wyszukanym komentarzem, jednak te chwile zwycięstwa były tego warte, a przynajmniej wtedy tak się jej wydawało. Teraz całkiem zabawnie się na to spoglądało, zwłaszcza, że siedzieli przy tym stoliku jako bardzo szczęśliwe małżeństwo. Nie miała pojęcia jak bardzo musieli być uparci, że ignorowali wszystkie znaki na niebie, które sugerowały do czego zmierza to, co działo się między nimi. Nie zmieniało to jednak faktu, że była zadowolona z tego, jak potoczyła się ich historia, nie mogło być lepiej - no, może nie straciliby tyle czasu, ale z drugiej strony wcale nie mogli mieć pewności, że wyglądałoby to tak jak teraz. Czasem było trzeba odczekać, przecierpieć swoje by móc docenić to, co się ma.
- Przecież jestem dyskretna… - Mruknęła cicho próbując się usprawiedliwić, chociaż chyba ślepy by zauważył to jej bardzo ostentacyjne spojrzenie w stronę parapetu, jeśli chodziło o pająki… te w większości miały osiem oczu co sprawiało, że z łatwością mogły złapać ją na gorącym uczynku - niedobrze, nie do końca przemyślała sprawę.
- Zupełnie zignorowałam ich fizjonomię, to może być początek naszego upadku. - Potrafiła sobie wyobrazić pająka, który właśnie opuszczał się po pajęczynie na dół, aby poinformować swoich kompanów o tym, że ich rozgryźli, zapewne planowali właśnie kolejny plan, w jaki sposób mogli im dokopać. Wystarczyło, aby zostawiła wszystko w rękach męża, a nie byłoby ich kolejnych problemów…
Te abstrakcyjne rozmowy bardzo łatwo im przychodziły, właściwie mieli tak od zawsze, przywykła do tego, że rozważali najbardziej irracjonalne sytuacje godzinami, z pełnym zaangażowaniem w najróżniejszych miejscach, jak chociażby dzisiaj przy tym wyjątkowym obiedzie.
- Nie mów, że się tego nie spodziewałeś, od zawsze jestem niszczycielem dobrej zabawy. - Nie pozostawało mu nic innego, jak się z tym pogodzić. Głowa Prudence była pełna faktów, które niestety czasem psuły najlepsze historie, nie robiła tego jednak ze złośliwości, po prostu lubiła korzystać z wiedzy, którą posiadała. - Dobrze więc, że już nie jestem Twoją koleżanką, bo wtedy pewnie bym się tym przejęła. - Jasne, jakby kiedykolwiek zwracała uwagę na to, że jej zachowanie mogło być niekoleżeńskie. Przyjemność jednak sprawiało jej podkreślanie tego, że są dla siebie kimś więcej, skorzystała z okazji, aby zrobić to ponownie.
Przysunęła talerz w stronę męża, aby umożliwić mu jak najprostsze zabezpieczenie materiału dowodowego. Sama również skubnęła odrobinę jego mięsa, było pyszne, ale ona jednak wolała kiedy obiad miał w sobie więcej warzyw, całkiem rozsądnie więc to rozporządzili. Oczywiście nie była w stanie zjeść całości, więc Benjy został zmuszony (tak naprawdę to wcale nie musiała go zmuszać) do tego, żeby dokończyć i jej potrawę.
Później przyniesiono im desery, którymi oczywiście również się podzielili - Moim ulubionym wypiekiem z jabłkami i tak zostanie ta szarlotka, na którą zabrałeś mnie we wrześniu. - Powiedziała jeszcze cicho, żeby nie doszło to do uszu nikogo, kto siedział niedaleko.
Jakoś udało im się dojeść desery do końca, tak właściwie to ten sukces był spowodowany tym, że z jej męża był naprawdę mocny zawodnik jeśli chodzi o pochłanianie jedzenia, gdyby nie on - pewnie nie wyszłaby stąd bardzo długo. Pogawędzili jeszcze chwilę, a później opuścili Zaklętą Łyżeczkę w wyśmienitych humorach.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control