Lestrange cofnął się. Travers pozostał na swoim miejscu, obserwując towarzysza. Wyczekując odpowiedzi. Cmentarz. W dodatku ten w Little Hangleton. Było dla nich po drodze. Mogli przejść się spacerem, albo użyć teleportacji. Nicholas wiedział bardzo dobrze o położeniu tego cmentarza. Jak każdy tutejszy śmierciożerca. Jak każdy dłużej mieszkający w tej małej wiosce.
Nicholas nic nie mówił. Czekał na szczegóły, co mieliby robić na cmentarzu. Dlatego tam się udać. Gdy zaś padło nazwisko Winniczek, westchnął cicho. Mugole. Znów te ścierwa. Niedawno jednych załatwili, teraz pojawiają się kolejni. Mógłby odmówić, ale puszczenie Rodolphusa samego… lepiej byłoby go pilnować. W głowie Lestrange’a mogło kotłować się wszystko. Mógł chcieć poszukać, albo poczekać na szlamy i ich zabić. Mógł rozwalić nagrobek, albo cokolwiek zrobić ze szczątkami w ziemi. Może Rodolphus potrzebował partnera, aby miał oko na otoczenie?
Słysząc o ponownej zmianie twarzy, Nicholas skrzywił się z wyraźną niechęcią na tę zdolność, jaką odziedziczył w rodzinie Rodolphus. Tak bardzo przydatna, tak bardzo znienawidzona przez Traversa. Nie spodziewał się, że tak często będzie musiał się z tym mierzyć.
- Miejmy to za sobą.Zgodził się, lecz niezbyt chętnie. To jednak wiedział, że to konieczne. Rodolphus pomógł mu ostatnim razem. Więc najpewniej Travers był mu dłużny podobną akcję.