16.07.2026, 01:04 ✶
Przez krótką chwilę obracała paczuszkę w dłoniach, przyglądając się starannie zawiązanej wstążce. Nie należała do osób, które z dziecięcą niecierpliwością rozrywały papier przy pierwszej okazji. Wręcz przeciwnie - niemal odruchowo próbowała rozplątać ozdobny supeł tak, by nie uszkodzić opakowania. Nawet zwykły papier zasługiwał na odrobinę szacunku, jeśli ktoś poświęcił czas, by estetycznie go złożyć. Dopiero po chwili uniosła wzrok na Basiliusa, gdy wspomniał o balu maskowym. Na moment zmarszczyła lekko brwi.
Kiedy mężczyzna zapytał o zawartość paczki, opuściła wzrok i wreszcie ostrożnie rozchyliła papier.
- Cukrowe pajączki - przeczytała. - Po zjedzeniu będę mogła przylepiać się do powierzchni płaskich i chodzić po suficie. Brzmi jak zabawa - mruknęła z ironią. W gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, kiedy taka umiejętność może się przydać. Większość ludzi widziałaby w takich słodyczach jedynie chwilową rozrywkę. Astoria niemal natychmiast zaczynała układać w głowie listę sytuacji, w których podobna umiejętność mogłaby okazać się zaskakująco przydatna.
- Wyobrażam sobie minę mojego ojca, gdyby wszedł do galerii i zastał mnie spacerującą po suficie, tłumaczącą zupełnie poważnie, że to najwygodniejszy sposób konserwacji sklepienia - prychnęła cicho pod nosem. Wizja była na tyle absurdalna, że niemal ją rozbawiła. Gdy wspomniał o balu maskowym, kiwnęła głową. Pamiętała rozpostarte skrzydła wyrastające z pleców gości, pełne konsternacji spojrzenia, gdy kolejne osoby odkrywały skutki działania tajemniczych eliksirów. Sama również nie uniknęła podobnej atrakcji. Przez dobrą część wieczoru jej skóra przybrała intensywnie niebieski odcień, przez co wyglądała bardziej jak egzotyczne dzieło sztuki niż człowiek.
- Tak, widziałam. Mnie też te eliksiry płatały figle - stwierdziła. Nie znała się na warzeniu eliksirów, może dlatego nie zastanawiała się składnikami niektórych z nich. - Prawie pocałowałam przyjaciela. A potem zrobiłam się niebieska - wyznała konspiracyjnym szeptem. Spojrzała na niego z wyraźnym zaciekawieniem. - Spotkało cię tam coś równie… kreatywnego?
Przez moment przesunęła spojrzeniem po wnętrzu restauracji, odnajdując gdzieś pomiędzy stolikami sylwetkę gospodarza, który z niegasnącym entuzjazmem witał kolejnych gości. Nawet z tej odległości sprawiał wrażenie człowieka, który potrafił zarazić dobrym nastrojem całe pomieszczenie.
- Ja właściwie znam go tylko powierzchownie. Kilka razy rozmawialiśmy przy okazji różnych wydarzeń, ale nigdy dłużej - zamyśliła się na chwilę, jakby przywoływała konkretne wspomnienie. - Mam wrażenie, że wszyscy mówią o nim z sympatią, a to przecież zdarza się naprawdę rzadko.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że Basilius wciąż trzymał własny upominek.
- Co tam właściwie masz?
Kiedy mężczyzna zapytał o zawartość paczki, opuściła wzrok i wreszcie ostrożnie rozchyliła papier.
- Cukrowe pajączki - przeczytała. - Po zjedzeniu będę mogła przylepiać się do powierzchni płaskich i chodzić po suficie. Brzmi jak zabawa - mruknęła z ironią. W gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, kiedy taka umiejętność może się przydać. Większość ludzi widziałaby w takich słodyczach jedynie chwilową rozrywkę. Astoria niemal natychmiast zaczynała układać w głowie listę sytuacji, w których podobna umiejętność mogłaby okazać się zaskakująco przydatna.
- Wyobrażam sobie minę mojego ojca, gdyby wszedł do galerii i zastał mnie spacerującą po suficie, tłumaczącą zupełnie poważnie, że to najwygodniejszy sposób konserwacji sklepienia - prychnęła cicho pod nosem. Wizja była na tyle absurdalna, że niemal ją rozbawiła. Gdy wspomniał o balu maskowym, kiwnęła głową. Pamiętała rozpostarte skrzydła wyrastające z pleców gości, pełne konsternacji spojrzenia, gdy kolejne osoby odkrywały skutki działania tajemniczych eliksirów. Sama również nie uniknęła podobnej atrakcji. Przez dobrą część wieczoru jej skóra przybrała intensywnie niebieski odcień, przez co wyglądała bardziej jak egzotyczne dzieło sztuki niż człowiek.
- Tak, widziałam. Mnie też te eliksiry płatały figle - stwierdziła. Nie znała się na warzeniu eliksirów, może dlatego nie zastanawiała się składnikami niektórych z nich. - Prawie pocałowałam przyjaciela. A potem zrobiłam się niebieska - wyznała konspiracyjnym szeptem. Spojrzała na niego z wyraźnym zaciekawieniem. - Spotkało cię tam coś równie… kreatywnego?
Przez moment przesunęła spojrzeniem po wnętrzu restauracji, odnajdując gdzieś pomiędzy stolikami sylwetkę gospodarza, który z niegasnącym entuzjazmem witał kolejnych gości. Nawet z tej odległości sprawiał wrażenie człowieka, który potrafił zarazić dobrym nastrojem całe pomieszczenie.
- Ja właściwie znam go tylko powierzchownie. Kilka razy rozmawialiśmy przy okazji różnych wydarzeń, ale nigdy dłużej - zamyśliła się na chwilę, jakby przywoływała konkretne wspomnienie. - Mam wrażenie, że wszyscy mówią o nim z sympatią, a to przecież zdarza się naprawdę rzadko.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że Basilius wciąż trzymał własny upominek.
- Co tam właściwie masz?
learn the rules
then break some
then break some